"Świat wielkiej polityki i codzienna prasa niewielu znają bohaterów, których można by postawić w jednym szeregu z ojcem Damianem z Molokai. Z pewnością warto zadać sobie trud dotarcia do źródeł, z których tak wiele bohaterstwa wzięło początek" - tak o bł. ojcu Damianie, beatyfikowanym 4 czerwca 1995 r. w Brukseli przez Jana Pawła II, mówił Mahatma Gandhi. Kim był ojciec Damian z Molokai, który zasłużył na tak wielkie słowa uznania człowieka niezwiązanego z Kościołem katolickim, reprezentującego inną kulturę? Kanonizacja ojca Damiana, która odbędzie się w Rzymie w niedzielę, 11 października, jest dobrą okazją, aby przypomnieć jego wspaniałą postać i niezwykłą posługę.
Mówiono o nim "Damian Trędowaty" lub "Apostoł Trędowatych". W czasach o. Damiana ofiary trądu wciąż jeszcze uważano za "trędowatych" ze Starego Testamentu - za wyrzutki społeczeństwa, "ludzi nieczystych". Jedyna różnica polegała na tym, że nad izolacją chorego czuwało państwo, a nie instytucja religijna.
Na Wyspach Hawajskich odsyłano trędowatych na wyspę Molokai - do społeczności, która funkcjonowała tylko dlatego, że istniał trąd. Warto w tym miejscu dopowiedzieć, że trąd przywlekli na Hawaje ludzie biali, którzy przez bliskie relacje z tubylcami spowodowali szybkie rozprzestrzenianie się tej strasznej choroby. Trędowatych odstawiano na brzeg wyspy, z dala od ścieżek ludzi zdrowych, grzebiąc za życia w okrutnych warunkach, które o. Damian nazwał "piekłem na ziemi". Trędowaty pozostawiony sam sobie, wpatrzony w fale lat, rozbijające się o ściany jego "nowego więzienia" i ciemne, osypujące się skały wybrzeża, miał czekać, aż powolne gnicie ciała doprowadzi go do śmierci.
Misja na Molokai
Józef de Veuster urodził się w 1840 r. w Tremelo w Belgii. Wychowany został w duchu chrześcijańskim. Był przygotowywany do przejęcia rodzinnego biznesu, dlatego wielkim szokiem dla ojca była wiadomość, że Józef chce poświęcić swoje życie służbie Bogu i ludziom. 2 lutego 1859 roku młody postulant otrzymał habit zakonny Zgromadzenia Najświętszych Serc Jezusa i Maryi (Zgromadzenie Najświętszych Serc) oraz imię brata Damiana, po czym rozpoczął nowicjat w tym samym klasztorze, w którym znajdował się jego starszy brat Pamfiliusz. Po złożeniu ślubów zakonnych rozpoczął studia filozoficzno-teologiczne. Przed ich ukończeniem otrzymał pozwolenie przełożonych na zastąpienie swego chorego brata w misjonarskiej posłudze. Pożegnał rodziców, domyślając się, że już ich więcej nie zobaczy. 9 listopada 1863 roku z pozostałą grupą misjonarzy wsiadł na pokład statku w Bremerhaven.
19 marca 1864 r. misjonarze dotarli do portu w Honolulu. Mieszkańcy zgotowali im bardzo serdeczne przyjęcie. Ponieważ brat Damian nie miał pełnego wykształcenia teologicznego, został posłany na studia, by je dokończył. W osiem dni po przybyciu, wikariusz apostolski udzielił mu święceń subdiakonatu, w trzy tygodnie później - diakonatu. 21 maja 1864 roku w pięknej katedrze wybudowanej przez Zgromadzenie Najświętszych Serc w Honolulu, Damian został wyświęcony na kapłana i mógł odprawić swoją pierwszą Mszę św.
Nowo wyświęcony o. Damian zostaje wysłany do pracy misyjnej w Katolickiej Misji w North Kohala. Bycie misjonarzem oznaczało dla niego przede wszystkim niesienie Ewangelii ludziom, którzy nie znali jeszcze Boskiego Zbawiciela, aby mogli osiągnąć zbawienie wieczne. O. Damian pozostał tu przez dziewięć lat. Dysponując jedynie skromnymi środkami, wybudował w tym czasie liczne kapliczki.
10 maja 1873 roku przybył na wyspę Molokai, gdzie bp Maigret przedstawił go 816 trędowatym jako "tego, który będzie waszym ojcem, który was kocha tak bardzo, że nie zawaha się stać jednym z was, by żyć i umrzeć z wami". Na początku swej misji o. Damian zamierzał poświęcić się jedynie zbawieniu dusz. Potem nabrał przekonania, że powinien uczynić wszystko, aby przynieść ulgę chorym, podobnie jak to czynił Jezus, kiedy żył na ziemi. Podjął więc starania, by jego podopieczni mieli się w co ubrać i żeby mieszkali w bardziej przyzwoitych warunkach. Leczył ich, jak umiał, posiadając zaledwie kilka podstawowych, jak na tamte czasy, leków. Dzięki jego zaangażowaniu nędzne chaty ustąpiły miejsca nowym, drewnianym domkom. Opiekował się sierotami. Otworzył sklep, w którym produkty wydawane były za darmo. Wybudował prowizoryczny wodociąg z wodą zdatną do picia. Unowocześnił jedyne i bardzo niebezpieczne miejsce do cumowania statków przy cyplu. Zorganizował orkiestrę dętą. Założył ujeżdżalnię koni. Stał się nawet "policjantem", gdy podczas nocnych "uroczystości" musiał używać laski, aby zaprowadzić spokój. Troszczył się o godny pogrzeb każdego, bez względu na wyznanie - często własnoręcznie robił trumny. Zachęcał, by mimo swojej choroby, trędowaci zaczęli uprawiać ziemię.
Zarażony trądem
W roku 1884, czyli w jedenaście lat po przybyciu na Molokai, o. Damian uświadomił sobie, że zaraził się od przyjaciół straszną chorobą. Miał 44 lata. W swoim pamiętniku wspomina, że kiedy podczas kąpieli nóg we wrzącej wodzie nie poczuł jej temperatury, zdał sobie sprawę, iż jest zarażony trądem.
Mimo choroby, piętrzących się trudności i niezrozumienia wśród urzędników, o. Damian wszystkie siły i czas poświęcał swojej misji. Dzięki opublikowanym listom do brata, w których opisywał trudy swej posługi, stał się znany bardziej niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Prasa zaczęła się interesować jego niezwykłą misją. Zaczęły napływać nie tylko dary, ale i pojawiali się chętni do pomocy. Zarówno rząd, opinia publiczna, jak i sami trędowaci zobaczyli w nim człowieka, który potrafi opanować krytyczne sytuacje, dlatego udzielono mu szerokiego poparcia. Dzięki temu zwiększyła się także pomoc finansowa władz administracyjnych.
Ojciec Damian zdawał sobie sprawę, że trąd będzie stopniowo wyrządzał coraz większe spustoszenia w jego organizmie. Przeczuwał nadejście śmierci i pogodnie, bez złudzeń, stawił jej czoła. W poniedziałek 15 kwietnia 1889 r., w Wielkim Tygodniu, wypowiedział ostatnie słowa: "Jak słodko jest umierać, będąc dzieckiem Najświętszych Serc". Potem odszedł połączyć się na Kalwarii z Tym, za którym dotąd szedł wiernie. Miał 49 lat.
O. Damian pierwotnie został pochowany na Molokai, ale w 1936 r. rząd belgijski zwrócił się z prośbą o zwrot jego ciała, które sprowadzono do Belgii na statku "Mercator". Spoczęło w krypcie kościoła Zgromadzenia Najświętszych Serc w Leuven, w mieście znajdującym się w pobliżu rodzinnej miejscowości o. Damiana. Wilhelm Huenermann w książce "Sługa ludzkości" tak opisuje to wydarzenie: "Dnia 3 maja 1936 roku powrócił do swej ojczyzny syn flamandzkiego chłopa. Przed wielu, wielu laty wywędrował z małej wioszczyny brabanckiej, a teraz okręt wojenny przywozi go z powrotem do portu w Antwerpii. Armaty grzmiały na jego powitanie. Cały pułk prezentował broń. Na uroczyste przyjęcie zjawił się kardynał w purpurze, prezes ministrów wygłosił w imieniu kraju rodzinnego przemówienie powitalne. Król pochylił się nisko przed powracającym. Flamandczyk odbył triumfalny pochód przez miasta i wioski swej ojczyzny. Ze wszystkich wież biły dzwony. Chorągwie trzepotały na wietrze. Dzieci rzucały mu kwiaty na drogę. Któż to, niby cesarz jaki, powracał do swojej ojczyzny? Człowiek umarły! Ktoś kto na dalekiej wyspie Oceanu Spokojnego oddał życie za cierpiących braci. Męczennik miłości. Trędowaty wśród trędowatych na wyspie Molokai. Kapłan, który dobrowolnie poszedł na wyspę śmierci. Damian de Veuster. Nowy bohater flamandzki. Bohater w królestwie Bożym - kiedyś może święty!".
O. dr Zdzisław Świniarski SSCC, zastępca dyrektora Caritas Polska
Z okazji kanonizacji o. Damiana Zgromadzenie Najświętszych Serc ogłosiło konkurs: Ojciec Damian - Apostoł Trędowatych", więcej informacji na stronie: www.sscc.pl.
|