- Ta piękna rocznica daje sposobność i okazję do przypomnienia kart historii duszpasterstwa wojskowego, również wojennego. Oczywiście nie byłoby tak pięknej historii, gdyby nie było ludzi, którzy z tak wielkim oddaniem i poświęceniem tworzyli tę historię - mówi w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" ordynariusz polowy Wojska Polskiego ks. bp Tadeusz Płoski. Dziś przypada 90. rocznica powołania biskupstwa polowego.
Mówiąc o znaczeniu obecności kapelana w wojsku, ks. bp Płoski podkreśla, że polega ona na byciu ze swoją owczarnią tak, jak w rodzinie ojciec jest ze swoimi dziećmi. - Tak samo w wojsku kapelani uczestniczą w życiu każdego żołnierza, od tych z najniższym stopniem po tych z najwyższym. Kapelani są wszędzie tam, gdzie są nasi żołnierze - synowie polskich rodzin. Myślę, że oni tego oczekują, aby być z nimi w tych radosnych, podniosłych chwilach ich służby, ale również w tych smutnych i trudnych. Kapelan wojskowy bardzo często jest powiernikiem ludzkich tajemnic, problemów i wątpliwości, jakie przeżywają nasi żołnierze - podkreśla ordynariusz polowy.
SJ
Kapelani są wszędzie tam, gdzie żołnierze - synowie polskich rodzin
Z JE księdzem biskupem gen. dyw. prof. dr. hab. Tadeuszem Płoskim, ordynariuszem polowym Wojska Polskiego, rozmawia Sławomir Jagodziński
90 lat Ordynariatu Po lowego WP, a jedynie 4 biskupów polowych. Czy mógłby Ekscelencja przypomnieć, dlaczego tak się stało?
- Rzeczywiście, liczba, którą pan redaktor tutaj przywołuje, może rodzić różne sugestie. Pierwsza może być taka, że poszczególni biskupi długo pełnili swą posługę pasterską, a druga, że istniały jakieś czynniki, które spowodowały pewien wyłom w duszpasterstwie wojskowym. Kto zna historię Polski, to wie doskonale, że okres od 1945 r. do 1989 r. był naznaczony dyskryminacją praw związanych z wolnością sumienia i wyznania. Polacy, a tym samym żołnierze, mieli programowo narzucany światopogląd nieuznający istnienia Pana Boga.
Duszpasterstwo wojskowe, chociaż istniało od chwili powstania państwa polskiego, w sposób prawny i formalny zaistniało dopiero w 1919 r., kiedy Papież Benedykt XV powołał do istnienia Biskupstwo Polowe. Pierwszym biskupem wojskowym został mianowany ówczesny biskup pomocniczy warszawski Stanisław Gall, który stworzył struktury duszpasterstwa w Wojsku Polskim. Drugim biskupem wojskowym, od 1933 r., był Józef Gawlina, który przeszedł do historii jako biskup frontowy. Wybuch II wojny światowej spowodował początek nowej rzeczywistości dla duszpasterstwa wojskowego. Najpierw w 1939 r. ks. bp Gawlina musiał opuścić kraj z powodu okupacji, by przez lata wojny być z polskim żołnierzem na różnych frontach, poczynając od stepów Kazachstanu, poprzez piaski Bliskiego Wschodu, a kończąc na ziemi włoskiej czy brytyjskiej. Po zakończeniu II wojny światowej zaistniała zupełnie nowa sytuacja dla Kościoła. W 1945 r. władze Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej stwierdziły nieważność konkordatu zawartego w 1925 r. ze Stolicą Apostolską. Biskup Gawlina stał się biskupem wygnańcem jak tysiące polskich żołnierzy walczących na Zachodzie. Wraz z przyjściem władzy ludowej przestał istnieć Ordynariat Polowy, który działał na podstawie konkordatu z 1925 roku. Mimo takiej sytuacji ówczesne władze zachowały szczątkowe duszpasterstwo wojskowe; bardzo ograniczone zarówno w liczbie, jak i jakości.
Nowy rozdział w historii ordynariatu rozpoczął się osiemnaście lat temu...
- Przemiany, jakie nastąpiły w naszej Ojczyźnie w 1989 r., i uchwalenie ustawy o stosunku państwa do Kościoła katolickiego umożliwiały reaktywację ordynariatu. Ojciec Święty dekretem z 21 stycznia 1991 r. przywrócił Ordynariat Wojskowy. Pierwszym powojennym biskupem i trzecim w kolejności został mianowany ks. prałat Sławoj Leszek Głódź, pracownik Kongregacji Kościołów Wschodnich, który podjął trud ponownej organizacji całej struktury administracyjno-duszpasterskiej ordynariatu. Jego duszpasterzowanie przypada na lata 1991-2004. Jego następcą z woli Ojca Świętego Jana Pawła II, dzisiaj Sługi Bożego, czwartym biskupem polowym 16 października 2004 r. zostałem mianowany ja, syn oficera Wojska Polskiego. Moja posługa pasterska przebiega pod hasłem "Mane nobiscum Domine" - "Zostań z nami, Panie". Liczba tylko czterech biskupów wojskowych od 5 lutego 1919 r. jest wynikiem skomplikowanej historii naszego kraju, a zwłaszcza rzeczywistości pojałtańskiej.
Dlaczego władzom komunistycznym w Polsce zależało na maksymalnym ograniczeniu kontaktu żołnierzy z religią, z Kościołem, z księżmi?
- Był to wynik programowej komunizacji naszego Narodu. Doskonale wiemy, że władze komunistyczne odcięły się od kontynuacji tradycji narodowych, które były praktykowane w II Rzeczypospolitej. W programie ideologicznym władzy była walka klas. Kościół z natury swej misji stał po drugiej stronie, więc był wrogiem "klasy robotniczej", bo upominał się o prawa, które wynikają z nadprzyrodzonej godności człowieka. Stał się przeszkodą w realizacji programu komunistycznego, który opierał się na ateizacji i zakłamaniu historii. Kościół w tamtych czasach był głosem prawdy o Bogu, ale również prawdy o historii Polski, również tej zafałszowywanej przez komunistów. Wojsko zapewne bardziej było indoktrynowane niż inne grupy społeczne, aby utrzymać dyscyplinę posłuszeństwa wobec systemu. Jednak większość żołnierzy: generałów, chorążych, podoficerów, prowadziło życie religijne, czasami ukryte jak w pierwszych wiekach chrześcijaństwa. To są autentyczni świadkowie Chrystusa, którzy byli oddani Ojczyźnie, Kościołowi i wojsku, bo przecież ono zawsze było związane z chrześcijaństwem.
Całe społeczeństwo przez lata rządów komunistycznych odczuwało głód Boga, więc wojsko nie było tutaj wyjątkiem. Mimo takich utrudnień i kar za praktykowanie to również wśród ludzi w mundurach wiara przetrwała. Za chodzenie do kościoła, przystępowanie do sakramentów ponosili czasami dotkliwe konsekwencje: mieli wstrzymywane awanse, nie dostawali nagród uznaniowych, czasami nawet byli degradowani. Żywe życie religijne to była zasługa żon żołnierzy, matek, ojców, którzy przypominali swoim synom o korzeniach i wierze ojców. To była również zasługa kapelanów, którzy w tamtym trudnym okresie starali się pełnić posługę duszpasterską dla wojska.
W dniach jubileuszu nie można chyba nie wspomnieć szerzej bohaterstwa i ofiarności kapelanów w czasie II wojny światowej.
- Ta piękna rocznica daje sposobność i okazję do przypomnienia kart historii duszpasterstwa wojskowego, również wojennego. Oczywiście nie byłoby tak pięknej historii, gdyby nie było ludzi, którzy z tak wielkim oddaniem i poświęceniem tworzyli tę historię. Wśród tylu pokoleń kapelanów są męczennicy i, można powiedzieć, "wyznawcy z czasów II wojny światowej". Wśród nich należy przypomnieć błogosławionego ks. kmdr. Władysława Miegonia, kapelana marynarzy. Przed wojną z ofiar pieniężnych marynarzy wybudował kościół garnizonowy w Gdyni, który do dzisiaj służy duszpasterstwu wojskowemu. W czasie okupacji jak prawdziwy pasterz nie opuścił swoich owiec - marynarzy, i razem z nimi poniósł śmierć męczeńską w Dachau.
Innym przykładem heroizmu aż po śmierć jest błogosławiony ks. Józef Stanek - kapelan Zgrupowania Armii Krajowej "Kryśka" w okresie Powstania Warszawskiego. 23 września dostał się w ręce SS. Był bity i męczony, a jednak gdy stanął na podeście śmierci, miał odwagę i duchową siłę błogosławić żołnierzy i ludność cywilną. Powieszony został przez Niemców na stule kapłańskiej; ściągnięto mu także buty...
Wśród świadków II wojny światowej są również kapelani, których możemy nazwać wyznawcami, ponieważ w czasie wojny odznaczali się dużym heroizmem i ofiarnością w posłudze polskim żołnierzom. Po wojnie stali się świadkami, którzy zaświadczali o prawdzie. Za to byli represjonowani przez władze komunistyczne. Przykładem może być generał brygady ojciec Adam Studziński, zmarły w ubiegłym roku kapelan spod Monte Cassino. Człowiek legenda, nie dość, że bardzo odważny, to można by rzec - człowiek renesansu: o wszechstronnych zainteresowaniach i specjalnościach.
Cieszymy się, że w gronie kapelanów był błogosławiony ksiądz Michał Sopoćko, który posługiwał żołnierzom przez trzynaście lat w Warszawie i Wilnie. Był także spowiednikiem św. Faustyny. On również był świadkiem okrucieństwa wojny.
Czwartkowa konferencja poświęcona historii duszpasterstwa wojskowego będzie okazją do przypomnienia takich sztandarowych, oddanych i ofiarnych postaci duszpasterstwa wojskowego.
Jak obecnie zorganizowana jest diecezja polowa, ile liczy parafii?
- Struktura organizacyjna Ordynariatu Polowego WP była dostosowywana do zmieniających się struktur Wojska Polskiego. Wedle stanu na dzień 1 stycznia 2009 roku w Ordynariacie Polowym WP funkcjonują dekanaty: Dekanat Wojsk Lądowych, Krakowski Dekanat Wojskowy, Pomorski Dekanat Wojskowy, Śląski Dekanat Wojskowy, Warmińsko-Mazurski Dekanat Wojskowy, Dekanat Sił Powietrznych, Dekanat Sił Powietrznych Południe, Dekanat Sił Powietrznych Północ, Dekanat Marynarki Wojennej, Warszawski Dekanat Wojskowy, Dekanat Żandarmerii Wojskowej, Dekanat Straży Granicznej, Dekanat Biura Ochrony Rządu, Dekanat Duszpasterstwa Wojskowego Kościoła Greckokatolickiego, Dekanat Wojsk Specjalnych. W ramach tych dekanatów funkcjonuje 91 parafii, które mają status parafii wojskowych i wojskowo-cywilnych.
Prezbiterium Ordynariatu Polowego składa się z kapelanów - duchownych będących jednocześnie oficerami zawodowymi w Wojsku Polskim, i kapelanów pomocniczych - duchownych, którzy wykonują stałe zadania we własnej diecezji lub zakonie, pełniąc dodatkowo posługę w Wojsku Polskim. Mamy kapelanów, którzy pełnią posługę duszpasterską również w MSWiA (Straż Graniczna i Biuro Ochrony Rządu). W korpusie księży kapelanów znajduje się 8 kapelanów Kościoła greckokatolickiego. W październiku ubiegłego roku miała miejsce promocja oficerska 68 kapelanów, którzy stanowią rezerwę kadrową na wypadek wojny. Oni normalnie pracują w swoich diecezjach i zgromadzeniach zakonnych, a gdyby zaistniała potrzeba, dostaną przydział mobilizacyjny.
Jakie znaczenie dla żołnierzy, dla rodzin wojskowych ma dziś obecność kapelana w wojsku?
- Obecność kapelana - kapłana, polega na byciu ze swoją owczarnią; tak jak w rodzinie ojciec jest ze swoimi dziećmi. Tak samo w wojsku kapelani uczestniczą w życiu każdego żołnierza, od tych z najniższym stopniem po tych z najwyższym. Kapelani są wszędzie tam, gdzie są nasi żołnierze - synowie polskich rodzin. Myślę, że oni tego oczekują, aby być z nimi w tych radosnych, podniosłych chwilach ich służby, ale również w tych smutnych i trudnych. Kapelan wojskowy bardzo często jest powiernikiem tajemnic, problemów i wątpliwości, jakie przeżywają nasi żołnierze.
Żołnierz, tak jak każdy człowiek, ma potrzebę wiary, którą znajdujemy w Kościele Chrystusowym. Myślę, że nikt w Wojsku Polskim nie wyobraża już sobie sytuacji oddalenia od Kościoła, utrudniania wyznawania wiary. Po 20 latach przemian i 18 latach od przywrócenia Ordynariatu Polowego możemy powiedzieć z dumą, że zostały uregulowane zaległości i nikogo nie dziwi, że żołnierze w mundurach idą do kościoła, biorą śluby, jadą na pielgrzymki do sanktuariów czy też uczestniczą w spotkaniach z Ojcem Świętym, że są Msze Święte odprawiane z ceremoniałem wojskowym. Nikogo dzisiaj już nie dziwi fakt, że kapelani razem z żołnierzami uczestniczą w ćwiczeniach poligonowych, że odprawiają dla nich Msze Święte polowe, że sprawują na poligonach inne sakramenty. Kapelani uczestniczą też w życiu intelektualnym wojskowych studentów: prowadzą dla nich zajęcia z etyki i organizują życie religijne w szkołach wojskowych. Nasi kapelani są również wśród ludzi cierpiących, którzy muszą być hospitalizowani, pełniąc posługę duszpasterską w dwudziestu szpitalach.
To wszystko zawdzięczamy ofiarnej pracy księży kapelanów, którzy chętnie podejmują trud pracy w garnizonach na terenie kraju, ale również tych oddalonych o tysiące kilometrów od Polski na misjach pokojowych i stabilizacyjnych.
Dziękuję za rozmowę.
|