Kazanie ks. bp. Tadeusza Płoskiego, biskupa polowego Wojska Polskiego, wygłoszone podczas Mszy św. polowej odprawionej 13 września br. z okazji ekshumacji żołnierzy Wojska Polskiego, policjantów i osób cywilnych poległych we wrześniu 1939 roku w walkach w obronie Kobrynia
Dobry człowiek z dobrego skarbca swego serca wydobywa dobro, a zły człowiek ze złego skarbca wydobywa zło. Bo z obfitości serca mówią jego usta.
(Łk 6, 45)
Z grobowej otchłani, odsłoniętej troskliwymi rękoma ekipy badawczej, wychodzi na spotkanie z nami II Rzeczpospolita, którą wtedy, przed prawie siedemdziesięciu laty, próbowano zetrzeć z mapy Europy, fizycznie unicestwić. Patrzymy na te materialne ślady dawnej Polski wyciągnięte z grobowych dołów: strzępy mundurów, guziki, orzełki, żołnierskie buty... Patrzymy na te żołnierskie kości, które niegdyś Dawca Życia formował pod sercami polskich matek do życia, które realizowało się na polskiej ziemi, pod polskim niebem, w kręgu ojczystych tradycji. Chcę powiedzieć tym świętym polskim relikwiom wydobytym z grobowej mogiły, że ta Polska, którą wraz z wami wtedy próbowano unicestwić i skazać na śmierć - nie zginęła, żyje, po latach udręki buduje zręby lepszej przyszłości, że jest wolna i niepodległa. A cóż chcą powiedzieć córki i synowie dzisiaj tu obecni swoim ojcom, bliskim? "Błogosławieni, którzy w Panu umierają" (Ap 14, 13).
Od sierpnia br. w Kobryniu i okolicach na Białorusi specjaliści Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa wspólnie ze specjalistami Ministerstwa Obrony Republiki Białoruś poszukiwali mogił Polaków poległych i pomordowanych na Polesiu we wrześniu 1939 roku. Dotychczas odkryto i wyeksplorowano zbiorowy grób ze szczątkami żołnierzy WP, policjantów i osób cywilnych zamordowanych przez komunistyczne bojówki we wsi Podziemienie koło Kobrynia po zajęciu tych terenów przez wojska sowieckie, a także grób 13 polskich żołnierzy poległych w walkach z Niemcami w obronie Kobrynia. Na podstawie odnalezionych "nieśmiertelników" zidentyfikowano nazwiska poległych żołnierzy: kapral podchorąży Ewaryst Zajkowski (ur. 1910), szeregowy Ludwik Lipa (ur. 1914) i szeregowy Stanisław Motyka (ur. 1907). W większości przypadków, ze względu na brak przedmiotów ułatwiających identyfikację, była ona niemożliwa.
Wyekshumowane szczątki zostały złożone w kościele pw. Zaśnięcia Najświętszej Marii Panny w Kobryniu. Po zakończeniu prac zostaną pochowane przy kościele, tuż obok grobów żołnierzy WP poległych w 1920 roku. W Kobryniu powstanie największa na Białorusi kwatera wojenna Polaków poległych we wrześniu 1939 roku w walkach z Niemcami i Sowietami.
Działania Rady OPWiM mające na celu poszukiwania mogił Polaków stale wspiera grupa białoruskich specjalistów, żołnierzy i oficerów z 52. Specjalnego Batalionu Poszukiwawczego Ministerstwa Obrony Republiki Białoruś.
Kresy umierały za Polskę
Agresja sowiecka na Kresy Wschodnie 17 września 1939 roku stała się swoistym testem lojalności wobec państwa polskiego. Mimo propagandy radzieckiej podkreślającej bezwarunkowe i entuzjastyczne poparcie ludności Kresów dla wkraczających wojsk przyjęła ona wobec niej zróżnicowaną postawę. Dotyczyło to także postaw ludności polskiej i białoruskiej. Polacy w większości podeszli z rezerwą lub wrogością do agresji sowieckiej. Stosunkowo nieliczni byli ci, którzy z radością powitali jednostki Armii Czerwonej (członkowie i sympatycy Komunistycznej Partii Polski i związanej z nią Komunistycznej Partii Zachodniej Białorusi (KPZB), biedota wiejska i miejska lub osoby marzące o zrobieniu kariery za wszelką cenę). Natomiast o wiele większą skalę poparcia dla Sowietów zaprezentowała ludność białoruska. Nie oznacza to, że wszyscy Białorusini z radością przyjęli wkroczenie wojsk radzieckich na ziemie polskie, ale odsetek zadowolonych z tego wydarzenia był o wiele większy niż w przypadku ludności polskiej. Nastroje prosowieckie objawiały się m.in. poprzez szeroko rozpowszechnione - zwłaszcza na terenach zamieszkiwanych przez ludność białoruską (lub żydowską) - powitania oddziałów Armii Czerwonej.
Inną formą poparcia agresji sowieckiej na Polskę były działania dywersyjne prowadzone po 17 września 1939 r. na ziemiach północno-wschodnich II RP. Agresja sowiecka na Polskę spowodowała ujawnienie się silnych sympatii prosowieckich i nastrojów wrogości wobec państwa polskiego wśród ludności kresowej, zwłaszcza białoruskiej i żydowskiej (na ziemiach południowo-wschodnich II RP również ludności ukraińskiej). Nastroje te wyrażały się m.in. przez czynne wystąpienia przeciwko jednostkom Wojska Polskiego i polskim władzom państwowym. Przypominały one działania niemieckiej V kolumny na zapleczu frontu niemiecko-polskiego, jednak na ziemiach północno-wschodnich miały swoją specyfikę.
Obok wystąpień dywersyjnych dochodziło w tym obszarze jeszcze do niezwykle licznych przypadków organizowania zbrojnych rewolt, rebelii o antypaństwowym charakterze. Towarzyszyło im tworzenie struktur samozwańczej władzy, tzw. komitetów rewolucyjnych powoływanych w imieniu ZSRR jeszcze przed nadejściem wojsk radzieckich. Ogłaszały się one lokalną władzą na danym terenie, powołując namiastki administracji, uzbrojone bojówki zwane "milicją" lub oddziały partyzanckie do walki z większymi oddziałami WP. Równocześnie dokonywały likwidacji resztek administracji polskiej, przeprowadzały samosądy ("czystki"), zajmowały obiekty o znaczeniu strategicznym.
W działania dywersyjne i rewolty organizowane na tym obszarze zaangażowani byli głównie przedstawiciele dwóch mniejszości narodowych przedwojennej Polski: białoruskiej i żydowskiej, najczęściej pochodzący z najbiedniejszych warstw społeczeństwa kresowego. Nic więc dziwnego, że najbardziej intensywne wystąpienia antypaństwowe zdarzały się na obszarach zdominowanych liczebnie przez ludność białoruską (względnie prawosławną) oraz żydowską: na Polesiu, Grodzieńszczyźnie, w Wołkowyskiem. Niektóre rebelie były tak groźne, że musiały je tłumić silne oddziały wojskowe.
W chwili wkroczenia Armii Czerwonej na terytorium Polski większość ziem północno-wschodnich II RP była pozbawiona regularnych oddziałów Wojska Polskiego, a w wielu miejscach policja ewakuowała się razem z administracją samorządową i rządową. W sytuacji gdy rozpadały się struktury państwa polskiego, a nie powstały jeszcze struktury władzy radzieckiej, na tym terenie zapanował kilkudniowy (a gdzieniegdzie nawet kilkunastodniowy) okres swoistego "bezkrólewia". Był to czas anarchii, kiedy organa porządku publicznego praktycznie nie działały. Do najbardziej rozpowszechnionych wówczas zdarzeń należały napady na ludność cywilną połączone z rabunkiem, ograniczeniem wolności, pobiciem, a czasem nawet z morderstwem. Okres anarchii trwał aż do chwili, kiedy organa administracji sowieckiej i NKWD wypełniły swoistą pustkę powstałą na skutek rozpadu administracji polskiej. Jego charakterystyczną cechą jest powszechność występowania tych ekscesów, ponieważ napady, mordy i grabieże zdarzały się praktycznie we wszystkich zakątkach północno-wschodniej Polski.
Ofiarami tych ekscesów były przede wszystkim osoby zamożne: ziemianie, kupcy, bogatsi chłopi, ponadto osoby blisko związane z państwem polskim: policjanci, urzędnicy, osadnicy wojskowi, oficerowie WP, księża katoliccy i prawosławni, leśnicy i nauczyciele. W większości byli to Polacy, ale nie sposób stwierdzić, że przynależność narodowa była głównym kryterium selekcji ofiar. Chodziło tu raczej o ich zamożność i silne przywiązanie do instytucji państwa polskiego.
"Mały Katyń pod Kobryniem"
Z wielu przykładów tych ekscesów dwa z nich ukazują niejako w sposób modelowy ich przebieg i mechanizmy. Pierwszy to mord na oficerach polskich w Buchowiczach niedaleko Kobrynia, który media słusznie określiły mianem "małego Katynia pod Kobryniem". 22 lub 23 września 1939 roku na skraju wsi Buchowicze zatrzymała się grupa kilkunastu oficerów WP. Po kilku godzinach zaatakowali ją miejscowi chłopi - Poleszucy - podburzeni przez tamtejszych komunistów. Napastnicy byli uzbrojeni w widły, łopaty i strzelby. W ataku wziął także udział sowiecki czołg. W wyniku potyczki jeden z czołgistów został zabity, a polscy oficerowie skapitulowali. Wówczas żołnierze sowieccy, rozwścieczeni utratą kolegi, rozstrzelali polskich oficerów. Część ofiar, która żyła jeszcze po egzekucji, została dobita łopatami przez chłopstwo i odarta z odzieży (w 1994 roku zmarł ostatni sprawca tej zbrodni).
Motywy napadów, mordów i grabieży były różne. Jednym z ważniejszych był motyw polityczny polegający na "oczyszczaniu" terenu z ludzi blisko związanych z państwem polskim, postrzeganych jako wrogowie komunizmu i ZSRR. Nieprzypadkowo więc rejony największego natężenia mordów i samosądów pokrywały się z obszarami najintensywniejszej działalności grup terrorystyczno-dywersyjnych i partyzanckich, a więc na Polesiu i w powiatach Grodno i Wołkowysk województwa białostockiego.
W wielu przypadkach mordów dokonywano prawdopodobnie z udziałem wojsk sowieckich czy funkcjonariuszy sowieckich służb bezpieczeństwa, którzy wyłapywali i mordowali polskich żołnierzy. Dzieje walk w okolicach Kobrynia i losów ludzi zmuszonych do walki z dwoma wrogami są bardzo dramatyczne i do dziś właściwie nieznane, a co więcej, często zupełnie nieobecne w świadomości historycznej i pamięci Polaków.
Ofiara Chrystusa złamała oścień śmierci
Wiele zrobiono, aby dramat naszych Braci wyjaśnić, rozpoznać, udokumentować. Wiele zrobiono, aby stał się ważnym memento, mającym również wpływ na stan wzajemnych stosunków między pobratymczymi słowiańskimi państwami: polskim i białoruskim.
Dzisiejszy dzień otwiera nowy etap podjętego przed laty dzieła utrwalania pamięci o naszych zamordowanych Braciach. Przybyliśmy do Kobrynia, aby poświęcić kwaterę wojenną, którą chcemy uczcić ofiary tamtych zbrodni.
Wiemy, że "przez człowieka przyszła śmierć" (1 Kor 15, 21) do tych naszych Braci "wiernych aż do śmierci" (por. Ap 2, 10).
Ale mówi nam też nasza wiara, że choć śmierć przyszła przez człowieka, to przecież ofiara Jezusa Chrystusa poniesiona na Krzyżu złamała jej oścień, przyniosła zapowiedź nowego życia. Mówi przecież Apostoł Narodów: "Jeżeli bowiem przez śmierć, podobną do Jego śmierci, zostaliśmy z Nim złączeni w jedno, to tak samo będziemy z Nim złączeni w jedno przez podobne zmartwychwstanie" (Rz 6, 5). Nawet taka śmierć jak ta, tragiczna i okrutna, bezsensowna i niepotrzebna, odnajduje swój najgłębszy sens w Chrystusie.
Mijają lata, przechodzą pokolenia, trwa pamięć, z której czerpie Naród moce życia, o którą się wspiera. Zdają się słyszeć słowa Juliusza Słowackiego: "Kto po sobie miłości ludzkiej nie zostawił, ten nie zostawił żadnego dziedzictwa".
Nasza obecność jest znakiem miłości - jesteśmy dziedzicami tamtej ofiary. Zabiegajmy o to, aby pamięć o ofierze naszych Braci znajdowała jeszcze mocniejszy wyraz w wydawnictwach, w filmach, a przede wszystkim w edukacji młodych pokoleń.
To zadanie utrwalania pamięci podejmuje również Kościół - wspólnota miłości. Kościół, który pokazuje pokoleniom znaki świętości, wskazuje ludzi, którzy w swoim życiu szli drogami miłości i wierności, a kiedy trzeba było - jak ci ze Starobielska, Kozielska, Ostaszkowa, Bykowni, Kobrynia i tylu innych miejsc - oddawali, wzorem Chrystusa, życie swoje. Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś "życie swoje oddaje za przyjaciół swoich" (J 15, 13).
Amen.
Śródtytuły pochodzą od redakcji.
|