Czas jasnogórskich pielgrzymek, osiągający swoje apogeum w sierpniu, w którym wspominamy Wniebowzięcie Matki Bożej i czcimy Ją jako NMP Częstochowską, jakby z konieczności wpisuje się w filozofię i teologię dziejów naszej Ojczyzny. Jednakże nie chodzi tu o zwyczajną historię, pisaną ludzką obecnością w określonym miejscu i czasie, lecz o dzieje wyjątkowe, naznaczone tęsknotą za Bogiem, wpisane w zbawczy plan Stwórcy. Wielotysięczne rzesze pielgrzymów idą drogami pośród polskich miasteczek, wiosek, lasów i pól, uświęcając je swoją modlitwą kierowaną ku Tej, której ufają, że wstawia się za nimi u Boga.
Utrudzeni i rozmodleni pielgrzymi myśli swoje kierują ku Jasnej Górze! Sercem są obecni nie tyle w przepięknej bazylice pw. Podwyższenia (Znalezienia) Krzyża Świętego i Narodzenia Najświętszej Maryi Panny czy u cudownego źródła przy kościele św. Barbary nieopodal Jasnej Góry, ile przed samą świętą Ikoną znajdującą się w kaplicy przylegającej do bazyliki. W ufnym spojrzeniu na Matkę Boga szukają ocalenia wobec ogromu spraw i problemów, które nierzadko rozpoznają jako zagrożenia niemal śmiertelne.
Zdecydowana większość z nich doskonale wyczuwa, jak to niegdyś przypomniał w swoim traktacie Baldwin, biskup kantuaryjski, że śmiercią dla śmiertelnych zagrożeń jest miłość, mająca swój prawzór w zbawczej miłości Chrystusa. Dlatego pielgrzymki tak bardzo różnią się od pochodów protestacyjnych czy modnych ostatnio parad, promujących cywilizację śmierci. Pątnicy są zwiastunami cywilizacji miłości i życia. Prawdopodobnie jest to główny powód, dla którego środowiska skupiające ludzi "poprawnych politycznie" odnoszą się do jasnogórskiego pielgrzymowania z niechęcią, a nawet wrogością.
Pielgrzymi obecni na polskich drogach są swego rodzaju wyrzutem sumienia dla lewicowych czy liberalnych postmodernistów, masowo propagujących swoje bezbożne idee. Wciąż ostrzegają językiem miłości, że byłoby czymś tragicznym, gdyby jednocząca się Europa ostatecznie wyrzekła się Dekalogu. Niepokoją bowiem jej liczne, często antyreligijne projekty, lansujące styl życia przeciwny ludzkiej naturze i godności. Pod tym względem nadzieje i lęki pielgrzymów jakby wtórują słowom Benedykta XVI, które wypowiedział ostatnio do młodzieży w Sydney: "Jeśli Bóg nie będzie pojawiał się w życiu publicznym, to wtedy społeczeństwo będzie kształtowało się na bezbożny obraz". Jakie owoce wydają projekty realizowane "na bezbożny obraz", to już wystarczająco pokazały dwa iście demoniczne systemy: hitleryzm - podczas drugiej wojny światowej, i marksistowski socjalizm - w okresie powojennym.
Nierzadko wzruszamy się widokiem utrudzonych pątników, bo tyle w nich duchowej determinacji, ożywianej nadzieją niezwykłego doświadczenia wiary. Rodzi się jednak pytanie o najważniejszy, bodaj najbardziej zasadniczy cel, jaki przyświeca pielgrzymkom na Jasną Górę. Wydaje się, że pątnicy nade wszystko pragną spotkać Boga. Kierując się intuicją wiary, głęboko osadzonej w narodowej tradycji, ufają, że spotkanie to jest możliwe za wstawienniczym pośrednictwem Najświętszej Maryi Panny.
"Nowe spojrzenie" na Obraz
W refleksji na temat pielgrzymowania chciałbym częściowo posłużyć się wspaniałymi rozważaniami ks. kard. Josepha Ratzingera, obecnego Papieża Benedykta XVI, zawartymi w jego książce "Duch liturgii" (Der Geist der Liturgie. Eine Einführung, Verlag Herder, Freiburg i Br. 2000), której polski przekład ukazał się w 2002 roku. Sądzę, że refleksje ówczesnego prefekta Kongregacji Nauki Wiary mogą ułatwić mistyczny wgląd w realizm jasnogórskiego Obrazu, wokół którego koncentruje się fenomen ruchu pielgrzymkowego.
Dla większości z nas sam Obraz i jego historia z pewnością stanowi przedmiot głębokich przeżyć, ilekroć jest przywoływany. Budzi poczucie tożsamości religijnej i narodowej, wszak chodzi tu o Wizerunek, na którym rozpoznajemy Bogarodzicę jako Królową Polski. Nie może to nie powodować rozlicznych odniesień i skojarzeń związanych z naszym życiem religijnym, jak również narodowym, społecznym czy nawet politycznym. Aby wszakże stosunek nasz do Matki Bożej Jasnogórskiej nie zatracił cech zdrowej pobożności, musimy ciągle wsłuchiwać się w głos Kościoła, który pod tym względem wypracował formułę doktrynalną określaną mianem teologii ikony. Nie tyle chodzi tu o dyscyplinę naukową w znaczeniu akademickim, ile o teologię w jej najgłębszym, pierwotnym znaczeniu, na jakie wskazuje jego grecki źródłosłów: Theós - Bóg i Lógos - Słowo, dzięki któremu św. Jan Apostoł, autor czwartej Ewangelii, zasługuje na miano prawdziwego teologa.
Otóż ks. kard. Ratzinger, skupiający swoje uwagi głównie na osobie Zbawiciela, wskazuje, że prawdziwa ikona Chrystusa jest ikoną Zmartwychwstałego. "Nie istnieje żaden portret Zmartwychwstałego: wszak uczniowie początkowo nie rozpoznają Go. Muszą oni najpierw zostać niejako przysposobieni do "nowego spojrzenia", dzięki któremu stopniowo od wewnątrz otwierają się im oczy tak, że mogą teraz na nowo Go rozpoznać i zakrzyknąć: "To jest Pan!". Najbardziej znacząca jest tu opowieść o uczniach wędrujących do Emaus, których serca zostają najpierw przemienione, aby w zewnętrznych wydarzeniach, o których mówi Pismo, mogli rozpoznać wewnętrzne centrum, z którego wszystko wynika i do którego wszystko zdąża: krzyż i zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa. Wówczas to pragną zatrzymać tajemniczego towarzysza drogi, okazać mu gościnność, a przy łamaniu chleba doświadczają tego, czego zaznali Adam i Ewa, spożywając owoc drzewa poznania - otwierają im się oczy - lecz z przeciwnym skutkiem. Teraz nie widzą już tylko tego, co zewnętrzne, ale postrzegają to, co nie ukazuje się zmysłom, lecz zmysły przenika. Jest to Pan, żyjący na nowy sposób. W ikonie to nie rysy twarzy są istotne, w ikonie chodzi o nowe spojrzenie. Ona sama musi wynikać z otwarcia wewnętrznych, duchowych zmysłów, ze zdolności widzenia, które wykracza poza to, co empiryczne, i (...) postrzega Chrystusa w światłości Taboru. Ikona prowadzi patrzącego w taki sposób, że dzięki wewnętrznemu oglądowi, który uzyskał kształt w ikonie, w przestrzeni zmysłowej sięga on wzrokiem poza to, co zmysłowe, a co jednak do zmysłów przeniknęło" (s. 109-110).
Asceza spojrzenia: "post oczu"
Autor książki, odwołując się do myśli teologów wschodnich, podkreślił, iż spojrzenie na ikonę zakłada "post oczu". "Ikona wynika z modlitwy i do modlitwy prowadzi; uwalnia od zamknięcia zmysłów, które dostrzegają jedynie zewnętrzność, materialną powierzchnię, a nie zauważają przezroczystości ducha, przezroczystości Logosu w rzeczywistości. W zasadzie mamy tu do czynienia z możliwym dzięki wierze przekroczeniem tego, co zmysłowe; ujawnia się tu również cały nowożytny problem poznania. Jeśli w człowieku nie nastąpi wewnętrzne otwarcie, które sprawi, że dostrzeże on coś więcej niż tylko to, co daje się zmierzyć i zważyć, że zauważy odblask boskości w stworzeniu, to wówczas Bóg wykluczony jest z naszego pola widzenia. Prawidłowo rozumiana ikona odwodzi nas od fałszywego pytania o zmysłowo uchwytny portret i właśnie w ten sposób pozwala nam rozpoznać oblicze Chrystusa, a w Nim oblicze Ojca. (...) Jej chrystologia jest trynitarna - to Duch Święty czyni nas widzącymi, to Jego działanie wywołuje w nas zawsze ruch w kierunku Chrystusa" (s. 110-111).
Myślę, że przytoczone rozważania nie mogą nie inspirować naszego spojrzenia na Ikonę jasnogórską, gdyż jest to również ikona Jezusa Chrystusa, któremu towarzyszy Jego Matka. To nic, że Najświętsza Maryja Panna znajduje się na pierwszym planie! Wszyscy święci stanowią przecież komunię z Chrystusem, są z Nim zjednoczeni w tajemnicy Kościoła, który można wyobrażać sobie na sposób mistycznego Ciała. Dlatego spoglądając na Chrystusa, widzimy w Nim także świętych, i odwrotnie, spoglądając na świętych, nie podobna, by nie zobaczyć ich w zjednoczeniu z Chrystusem.
W owej zasadzie jedności szczególne miejsce zajmuje Matka Boża, ponieważ ma Ona pod tym względem wyjątkowy atut. Jest bowiem wniebowzięta. Podobnie jak Jej Syn po zwycięstwie nad śmiercią została z ciałem i duszą wzięta do chwały niebios, by tam zajaśnieć jako Królowa zasiadająca po prawicy swego Syna, nieśmiertelnego Króla wieków (por. Pius XII, konst. apost. "Munificentissimus Deus").
Dla tego rodzaju wglądu niezbędne jest światło wiary. Pielgrzymi nie mylą się, kiedy liczą na to, że na Jasnej Górze zobaczą Bogarodzicę. Jej oblicze niezawodnie odsłania oblicze samego Chrystusa, który wciąż wierny jest swoim słowom wypowiedzianym niegdyś do św. Filipa: "Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca" (J 14, 9). Niemniej jednak ani na moment nie można zapomnieć o tym, że chodzi tu o poznanie wewnętrzne, mistyczne, zakładające właśnie "post oczu".
Na próżno by wypatrywać Chrystusa tylko oczyma ciała, gdyż wtedy nie zobaczymy Go ani w obrazach, ani w Jego świętych męczennikach czy wyznawcach, ani w sakramentach, ani w ubogich i opuszczonych, z którymi On sam najbardziej się identyfikuje. Dopiero post cielesnych oczu może sprawić, że otwierają się oczy wiary, przed którymi roztacza się nadprzyrodzony świat Trójjedynego Boga, uwielbionego w Maryi, Matce Syna Bożego, jak również sławionego przez aniołów i świętych.
Realizm Bożych energii
W przytoczonej książce ks. kard. Ratzinger, nawiązując do myśli Grzegorza Palamasa - słynnego XIV-wiecznego teologa i filozofa bizantyjskiego - napisał, że "Bóg jest radykalnie transcendentny w swej istocie, lecz chciał i mógł przedstawić się w swojej egzystencji jako Żyjący. Bóg to ów całkowicie inny, wszak ma On wystarczająco dużo mocy, aby się ukazać. Ukształtował swoje stworzenie w ten sposób, że jest ono zdolne 'widzieć Go' i miłować" (s. 113). Doprawdy, jesteśmy zdolni widzieć Boga w świętym Obrazie na Jasnej Górze! Ukazuje Go nam Najświętsza Maryja Panna, nasza Pani i Królowa.
Samo spojrzenie na Obraz jasnogórski zakłada wolę dialogu miłości. Najczęściej jest to dialog bez ludzkich słów, bo te, jeśli się pojawiają, to stanowią raczej monolog. Jakże jednak bogaty jest ten dialog bez słów! Miłość w dialogu zdolna jest bowiem pokonać, unicestwić wszelkie trudności i zagrożenia.
Jednocześnie ileż wymowy nabierają słowa Jana Długosza, słynnego
XV-wiecznego kronikarza, który wskazując na wyjątkowość Obrazu, zapewniał w swoim Liber Beneficiorum: "jakbyś na żywą patrzył". Miał na myśli oczywiście wymiar artystyczny, sam kunszt malarski, w czym trudno odmówić mu racji. Ale w spojrzeniu na Obraz oczyma wiary słowo "jakbyś" staje się zbędne, a nawet nieprawdziwe. Maryja jest obecna w Obrazie, pośrednicząc w udzielaniu nam Bożych łask. Jednakże ów realizm Bożych energii emanujących ze świętej Ikony jasnogórskiej jest niedostępny dla zmysłów. Możliwy jest do ogarnięcia tylko przez wzrok duszy.
Czyż owe energie nie stanowią sekretu jasnogórskiego pielgrzymowania? Dzięki nim możemy z odwagą zmierzyć się z potężnymi wyzwaniami obecnych czasów, by uratować człowieka przed śmiertelnym umniejszeniem, uratować Polskę, Europę i świat cały przed cywilizacją śmierci. Dziś z przykrością obserwujemy, jak liczebnie potężne elity akademickie, stanowiące przecież wielki potencjał intelektualny, są jakby bezsilne wobec groźnego cywilizacyjnego kłamstwa, jakim jest chociażby próba zbudowania społeczeństwa "na bezbożny obraz". Przykładowo wmawia się katolikom, że mogą być aktywnymi obywatelami w życiu publicznym jedynie pod warunkiem, że wyrzekną się wiary w Boga. Zwrócił na to uwagę Papież Benedykt XVI w kwietniu br. podczas swojego wystąpienia w siedzibie ONZ.
W tym miejscu można jednak odwołać się do chrześcijańskiej nadziei. Czyż tego zła, wobec którego elity są bezradne, modlący się pielgrzymi nie są w stanie zdemaskować i przezwyciężyć mocą Bożych energii? Obyśmy więc wszyscy zechcieli z odwagą wiary spojrzeć na Obraz i prawdziwie zobaczyć w nim Bogarodzicę - Matkę nieśmiertelnego Króla wieków, w którym właśnie pokładamy naszą nadzieję!
o. Jan Mazur OSPPE
|