Kazanie JE księdza biskupa Antoniego Pacyfika Dydycza, ordynariusza diecezji drohiczyńskiej wygłoszone na Jasnej Górze, 13 VIII 2008 r., podczas Mszy św. kończącej pielgrzymowanie archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej, diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej, pelplińskiej, rzeszowskiej, toruńskiej i drohiczyńskiej (Czytania: Iz 2, 2-5; Ga 4, 4-7; J 2, 1-11).
Ekscelencje,
Drodzy Kapłani i Alumni,
Bracia i Siostry Zakonne,
Ukochani Pątnicy,
PIELGRZYMOWANIE PROWADZI KU PANU
W pierwszym dzisiejszym czytaniu usłyszeliśmy słowa, które stanowią swoistą syntezę tego wszystkiego, co przeżywaliście, wędrując przez Polskę od Wolina, przez Szczecin, pozostawiając za sobą znaki Chrobrego; od Wybrzeża Kołobrzeskiego, przez Koszalin, Skrzatusz i Wałcz; od Bałtyku przez Pelplin i Piaseczno; od Prymasowskiego Rywałdu przez Toruń i Działdowo; od Rzeszowa przez Terliczkę i Sędziszów; i wreszcie od Bielska Podlaskiego, Łochowa, Drohiczyna, Sokołowa i Węgrowa.
Czytamy przecież w Księdze Izajasza: "Stanie się na końcu czasów, że góra świątyni Pana stanie mocno na wierzchu gór". To "stanie się" ma swoje miejsce od wieków na tej Górze, którą zupełnie słusznie nazywamy "Jasną", ponieważ rozsiewa swój blask na całą Polskę i na cały świat, niezależnie od tego, jaka jest pora roku i co się dzieje na kontynentach, czy panuje pokój, czy daje o sobie znać wojna.
Przybywamy na tę Górę, aby coś z tego światła zabrać ze sobą, aby rozświecać nasze diecezje i parafie, nasze wioski i miasta, nasze rodziny i każde ludzkie serce. Świat i człowiek potrzebują takiego światła. I dopiero wówczas, kiedy: "Wszystkie narody do niej (do tej Góry) popłyną, mnogie ludy pójdą i rzekną: 'Chodźcie, wstąpmy na Górę Pana do świątyni Boga Jakuba. Niech nas nauczy dróg swoich, byśmy kroczyli Jego ścieżkami'".
Z różnych stron i różnych odległości podążaliśmy na tę Górę, która jest Górą Pana, ponieważ na niej mieszka Matka Najświętsza, Uczennica Pańska, aby przypomnieć sobie i chętnie powracać na drogi Pańskie w całym naszym życiu. Na te drogi, które wyznacza nam sakrament Chrztu św., które rozjaśnia Słowo Boże, a wędrujących nimi pokrzepiają sakramenty święte. Odkrywanie tych dróg i ukazywanie ich znaczenia jest naszym obowiązkiem i przywilejem; naszą nadzieją i radością.
Łatwiej nam przychodzi wypełnianie tego rodzaju misji, kiedy za św. Pawłem będziemy pamiętali, że to właśnie po to: "Bóg zesłał swojego Syna...", Jezusa Chrystusa, który jest Życiem i Prawdą, ale także i Drogą.
PIELGRZYMOWANIE RAZEM Z CHRYSTUSEM
To właśnie Pan Jezus, odchodząc z tego świata, polecił nam wszystkim wędrowanie przez ziemię, a uczynił to w słowach skierowanych do apostołów: "Dana mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego", czyli - idźcie i czyńcie moimi uczniami mieszkańców całego świata!
Rok duszpasterski, jaki przeżywamy, jest poświęcony naszej osobistej refleksji nad tymi słowami, nad tą szczególną ufnością Syna Bożego w stosunku do nas, ludzi, gdyż to nam zawierza kontynuację własnej misji, a więc ukazywanie Królestwa Bożego i kierowanie do niego. Przez chrzest św. staliśmy się uczniami Chrystusa. Każdy i każda z nas ma nieco inny start, inne możliwości i perspektywy, ale ważne jest to, abyśmy pamiętali, że jako uczennice i uczniowie Chrystusa nie poznaliśmy Jego samego, nie weszliśmy do królestwa Bożego, nie znaleźliśmy się na górze Tabor po to, aby jedynie samej czy samemu cieszyć się radością, że jesteśmy z Nim.
Wiarę należy przekazywać. Życie powinniśmy chronić. A drogę należy wskazywać każdemu. A jak to mamy czynić? Odpowiedź znajdziemy, przypatrując się Chrystusowi. Czyż pielgrzymując przez Polskę, nie pomyśleliście czasem, zbliżając się do jakiegoś zakrętu, że oto z drugiej strony wyjdzie wam naprzeciw Mistrz z Nazaretu razem z apostołami, prowadząc braterski dialog, pokazując świat i ucząc, jak się mają, czyli i my, jak się mamy po tym świecie poruszać? Pięknie śpiewamy o tym w naszej pieśni młodzieżowej: "On szedł w spiekocie dnia i szarym pyle dróg. A idąc, uczył kochać i przebaczać. On z celnikami jadł, On nie znał, kto to wróg. Pochylał się nad tymi, którzy płaczą".
Czy w taki sam sposób pielgrzymowaliśmy? Chyba tak. I wam nie brakowało spiekoty i pyłu dróg. Niekiedy dawał się we znaki deszcz. Ale to wszystko nie miało większego znaczenia, ponieważ odkrywaliście kolejne etapy na drodze rozwijającej się miłości. Chrystus bowiem uczył "kochać i przebaczać". Tego nie są w stanie zrobić ani olimpiady, ani tysiące różnych międzynarodowych konferencji. On nie lękał się stać na straży godności Magdaleny i przyjąć Nikodema, choćby Go później oskarżali, że zadaje się z dziwnymi ludźmi. Ale to byli ludzie i taka jest prawda. A "prawdy trzeba pragnąć, trzeba szukać". Nie można nie pochylić się nad tymi, "którzy płaczą". I to nie z racji na medialny szum, ale ze względu na krzyk miłości.
Wszystko to bowiem jest w zasięgu naszych serc i rąk. Wszystko to będziemy w stanie wypełnić, nieść, jeśli z nami będzie ON, Droga, Prawda i Życie, Jezus Chrystus, jedyny tej miary Przyjaciel człowieka, wasz i mój Mistrz.
NASZE PIELGRZYMOWANIE PROWADZI NAS DO SYDNEY
Ten sam, który jest tutaj, ale który w sposób szczególny przebywał z waszymi koleżankami i kolegami, z duchowieństwem i Ojcem Świętym na XXIII Światowych Dniach Młodzieży w Sydney. Otóż tam przypomniano wypowiedź naszego Mistrza z jednej z Jego mów pożegnalnych, bardzo ważną, gdyż jest ona jakby formułą pasowania apostołów na uczniów.
"Gdy Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc i będziecie moimi świadkami" (Dz 1, 8). Czyli będziecie uczniami z dyplomem. Ważne jest to zwrócenie uwagi na przyszłość.
Ojciec Święty Benedykt XVI, mając na myśli powyższe słowa, odniósł je do wszystkich młodych ludzi. Każda przecież dziewczyna i każdy chłopiec, ale też i każda kobieta i każdy mężczyzna przyjmują Ducha Świętego, najpierw w sakramencie chrztu św., a później już w pełni sakramentu bierzmowania, otrzymując "Jego moc". Z tego to względu wypada, abyśmy zastanowili się nad tym, jak często pamiętamy o tym, że mamy moc Ducha Świętego, że dzięki Jego mocy możemy być prawdziwie uczennicami i uczniami Chrystusa.
Znajdujemy się w różnych sytuacjach, w różnych środowiskach. Żyjemy w kraju, w którym pewne media usiłują ciągle deprecjonować wartości ewangeliczne, przez co pomniejszają człowieka, jego godność i jego nietykalność. Czy w takich momentach, gdy słyszymy głosy wrogie Kościołowi, a nawet Panu Bogu, pamiętamy, że mamy moc Ducha Świętego? Co więcej, że jest z nami Mistrz, a przecież śpiewamy: "poniosę wszystko, jeśli będziesz ze mną Ty". On jest z nami. Ta pielgrzymka ten fakt potwierdza.
Nie lękajmy się tego świata. Umiejmy przyjąć to, co dobre, i bądźmy odważni, gdy spotykamy się z przewrotnością. Sięgajmy wówczas do mocy Ducha Świętego. Starajmy się jednak najpierw odkrywać to, co w naszej Ojczyźnie znajdujemy uświęcone doświadczeniem, a nawet męczeństwem wielu pokoleń. Sięgajmy do kultury, do sztuki, do literatury, do malarstwa i muzyki. Na Jasnej Górze warto przypomnieć Henryka Sienkiewicza. To on pozostawił przejmujący opis chrystianizacji starożytności. Oto do apostołów Piotra i Pawła: "Zbliżała się słodka, cudna, rozpłakana (Afrodyta). Serce biło w niej pod śnieżną piersią jak u ptaka... Więc przypadłszy im do nóg i wyciągnąwszy swe boskie ramiona, poczęła wołać z pokorą i bojaźnią: - Jam grzeszna, jam winna! ale, o Panie! jam szczęście ludzkie! Zmiłuj się... Po czym lęk i łkanie odjęły jej głos. Lecz Piotr spojrzał na nią litościwie i położył sędziwą dłoń na jej złotych włosach, a Paweł pochylił się ku kępie polnych lilii, uszczknął jeden kielich i dotknąwszy jej nim, rzekł: - Bądź odtąd jako i ten kwiat - ale żyj, szczęście ludzkie! A wtem rozedniało. Różowa jutrzenka wyjrzała zza przełęczy. Słowiki umilkły, a natomiast szczygły, makolągwy, zięby i piegże jęły wydobywać spod zroszonych skrzydeł senne główki, strzepywać z piór rosę i powtarzać cichymi głosami: "świt, świt!". Ziemia budziła się uśmiechnięta i radosna, bo nie odjęto jej Pieśni i Szczęścia" (Baśnie i legendy, LSW 1975; Na Olimpie, s. 143--144, Sąd nad bożkami).
I tak jak postępowali apostołowie przed wiekami, tak my obecnie powinniśmy uczyć się i uczyć innych odróżniać dobro od zła, piękno od brzydoty, szczęście od nieszczęścia, pieśń od bełkotu. Jakże to szeroka przestrzeń otwiera się przed nami. Nie lękajmy się więc świata!
Mamy moc Ducha Świętego!
PIELGRZYMUJEMY ZE ŚW. PAWŁEM
Tej mocy Ducha Świętego nie zabrakło Zbigniewowi Herbertowi. Dziesięć lat temu odszedł od nas. On też borykał się z wyborami. Jeszcze przed rozstaniem z ziemią napisał:
"...Żyłem rozpięty
między przeszłością a chwilą obecną
ukrzyżowany wielokrotnie przez miejsce i czas
A jednak szczęśliwie ufający mocno
że ofiara nie pójdzie na marne..."
("Rovigo").
I dzięki temu do końca pozostał wyprostowany, sobą. A dzisiaj odnosi triumf. Gdzie są ci, którzy go deprecjonowali, nie dawali mu paszportu, nie pozwalali na druk jego dzieł, pisali wstrętne przeciw niemu artykuły, podpisywali się tytułami naukowymi i podpierali się wysokimi stanowiskami państwowymi. To były setki ludzi. A on był sam. I zwyciężył, gdyż miał moc Ducha Świętego.
O tym coraz częściej winniśmy pamiętać. Umieć poznawać świat, oceniać, umieć wybierać i umieć wprowadzać w czyn. W Roku św. Pawła przypatrzmy się Apostołowi Narodów, jak on to robił. A żył w znacznie trudniejszych okolicznościach. On nie przyszedł na świat w rodzinie katolickiej. On na każdym kroku nie spotykał się z pięknem kultury chrześcijańskiej. On nawet nie mógł czytać Nowego Testamentu. Gdy natomiast się nawrócił, poznał Pana Jezusa i poszedł za Nim jako uczeń, już nie miał żadnych wątpliwości. Chrystus stał się dlań wszystkim.
W Liście do Rzymian napisze: "Nie wstydzę się bowiem Ewangelii, gdyż jest ona mocą Bożą sprowadzającą zbawienie na każdego, kto wierzy" (1, 16). Obok mocy Ducha Świętego św. Paweł korzystał z mocy Ewangelii. Jedna jest to bowiem moc, moc Prawdy i Miłości. Warto jej się uczyć, warto ją poznawać. Sięgajmy więc do Pisma Świętego, do katolickich czasopism, stacji radiowych i telewizyjnych. I głośmy całemu światu, że mocą Ducha Świętego i Ewangelii uznajemy w Jezusie Chrystusie naszego Pana i Zbawiciela. I chcemy tutaj w domu naszej Matki przyrzec, że nie zapomnimy o tym, czego Ona nas uczy: "Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie". To było w Kanie Galilejskiej dwadzieścia wieków temu. Tak niech będzie dzisiaj i jutro.
I nie przejmujmy się tym, co mówią wrogowie Pana Jezusa, gdyż są to zawsze także wrogowie człowieka. Już przed laty Paweł Hertz przestrzegał nas, pisząc: "...do dziś trwające zniecierpliwienie: dlaczego nie jesteśmy tacy jak gdzie indziej. Z tym, że to 'gdzie indziej' wyobrażano sobie dość naiwnie. 'Gdzie indziej' wszyscy są cywilizowani i piękni, a my jesteśmy zacofani i szpetni. Zjawisko lokalności istnieje wszędzie, we wszystkich krajach, tylko że nasz turysta, nawet intelektualista, nie jest zazwyczaj świadom, kim jest chłop bawarski czy mieszkaniec małego francuskiego miasteczka. Różnica jest taka, że tam zawstydzenia warstwy 'uduchowionej' wobec własnej lokalności są albo dużo mniejsze, albo żadne. Nie ma poważnej gazety angielskiej czy niemieckiej, która by zarzucała większości narodu, że jest zacofana, 'nieeuropejska', taki problem nie istnieje w normalnej społeczności" ("Życie" 15.05.2001, s. 14).
W normalnej więc społeczności nikt nie będzie za wszelką cenę zabiegał, aby większość upodobniała się do mniejszości, czy to będzie chodzić o prawa, czy obyczaje, prądy kulturowe lub życie codzienne. Nasuwa się więc pytanie, niesłychanie istotne, czy może być reprezentantem Ojczyzny ktoś, kto chciałby ją przerabiać na własną modłę? Kto nie dostrzega i nie szanuje godności ludzkiej? Wasza obecność na pielgrzymce jest nie tylko świadectwem waszej wiary, ale i odpowiedzią na wszelkie przejawy okazywanej pogardy dla polskości i Polaków, dla Kościoła i wiary chrześcijańskiej.
Weźmy więc do serca to, co nam przekazuje św. Paweł: "Wy jesteście moim listem..., który znają i czytają wszyscy ludzie... - Listem napisanym nie atramentem, ale Duchem Boga Żywego, nie na kamiennych tablicach, ale na tablicach waszych serc" (por. 2 Kor 3, 1-6).
A wtedy jeszcze bardziej staną się rzeczywistością słowa poety, często przytaczane przez jednego z najwierniejszych pielgrzymów jasnogórskich, Sługę Bożego Prymasa Tysiąclecia:
"Na tę ziemię ukochaną,
Na tę naszą, naszą ziemię,
Przyjdzie nowych ludzi plemię.
Takich jeszcze nie widziano".
PIELGRZYMKOWE PRZESŁANIE
Ukochani Pątnicy!
W tym roku wasze pielgrzymowanie zbiegło się z czasem trwania kolejnej olimpiady, która jest także swego rodzaju pielgrzymką do przeszłości, do różnorodności ludzkiej i do możliwości ludzkiego ciała i ducha. Ma ona przypominać wszystkim o jednym świecie i jednym marzeniu, niosąc radość, nadzieję i dumę.
Kolejny raz możemy się przekonać, że tam, gdzie są szczere intencje, gdzie jest świadomość wspólnoty rodzaju ludzkiego, tam jest miejsce na dobro i prawdę. Tam jest miejsce na szacunek dla odrębności kulturowych i etnicznych. Jakże beznadziejnie wyglądałby pochód sportowców, gdyby pokazali się w identycznych strojach i posługiwali się takimi samymi gestami. Nie byłoby wówczas miejsca na coś radosnego i pogodnego, ale czulibyśmy się, jakby zaprowadzono nas do koszar.
Pielgrzymując przez Polskę, odkrywaliście również bogactwo ducha i umysłu, różnorodność zwyczajów, ale wspólne zasady, i dzięki temu czuliście, że jesteście w domu. W tym domu jest miejsce dla tych, którym rzekomo słoma wystaje z butów, i dla tych w moherowych beretach i w siermiężnym okryciu, ale też i dla tych o nienagannie skrojonych sukniach, względnie garniturach. I jakże nie kochać takiego domu, takiej Polski!
Jakże nie podziwiać Narodu, w którym kilkaset tysięcy ludzi udaje się do Matki Bożej, aby modlić się o jakość środków masowego przekazu? Proszę mi wskazać państwo, gdzie byłaby taka wrażliwość na rolę mediów? Jakież to wyczucie kultury słowa i intuicja prawdy! Jaka to mądrość!
A wasze pielgrzymowanie, obecność tysięcy także młodych ludzi czyż nie jest tęsknotą za głębszym poznaniem samego siebie, za odkrywaniem urody człowieka stworzonego na Boży obraz i podobieństwo, odkupionego przez Jezusa Chrystusa? Bogu niech będą dzięki! Odkrywamy to wszystko i przypominamy nie po to, aby się wynosić nad innych, ale żeby, kornie kłaniając się duchom przodków, dzielić się tym wszystkim z całym współczesnym światem. Nie chcemy bowiem jedynie brać, chcemy dawać. I prosimy serdecznie polityków: nie przeszkadzajcie Polakom być Polakami, nie przeszkadzajcie Polakom w dzieleniu się polskością z Europą i całym światem. Tylko wymiana darów, wzajemna wymiana darów może być jednym z kamieni fundamentu jedności, zwłaszcza jeśli zostaną one zespolone wiarą w Boga i zasklepione miłością.
Weźmy więc z tegorocznej pielgrzymki jako przesłanie, godne uczennic i uczniów Chrystusa, apel i wyznanie wieszcza Adama Mickiewicza. On wadził się z Panem Bogiem. Ale miał szczęście, że nigdy nie zapomniał o Matce Najświętszej, o czym mówi w Prologu do Pana Tadeusza. Czcił Pannę, która broni Jasnej Częstochowy, u której jesteśmy. Pamiętał o światłach Ostrej Bramy i cieszył się, że ta sama Maryja, ale w nowogródzkim wizerunku, ochrania wierny lud.
Matka Boża broni Jasnej Góry i nas. Ona świeci w Ostrej Bramie wciąż i chroni nas jak ongiś Nowogródek.
I dlatego w obliczu Matki Bożej Częstochowskiej łatwiej nam będzie przyjąć Mickiewiczowską wizję polskości i Polaka. Oto ona:
"Polak chociaż stąd między
narodami słynny,
Że bardziej niźli życie
kocha kraj rodzinny.
Gotów zawżdy rzucić go,
puścić w kraj świata
W nędzy i poniewierce
przeżyć długie lata,
Walcząc z ludźmi i losem,
póki mu śród burzy
Przyświeca ta nadzieja,
że ojczyźnie służy".
A jak pisze Krzystof Kamil Baczyński, powstaniec warszawski, nie stać człowieka na miłość, jeśli nie potrafi ukochać choćby czegoś jednego. Wszystko inne to tylko pozory, pycha i chciwość. Przebywając z Matką Najświętszą, umocnijmy naszą miłość, miłość do rodziny, miłość do Polski, miłość do świata, do każdego człowieka, a przede wszystkim miłość do Stwórcy i pogłębiajmy cześć dla Matki Najświętszej! Jesteśmy Jej uczennicami i uczniami. Ona nas prowadzi do Jezusa. Bądźmy więc tymi uczennicami i uczniami na miarę naszego Mistrza, Pana i Króla naszych serc. Amen.
|