Rozmowa z ojcem Tadeuszem Rydzykiem CSsR, założycielem i dyrektorem Radia Maryja
Europa coraz bardziej zdradza swoją chrześcijańską tożsamość. Atakowani są biskupi, księża - za trwanie przy nauczaniu Kościoła, za jednoznaczną postawę przy Chrystusie. Czy zauważa Ojciec, że "centrale antyewangelizacyjne" nasilają swoją działalność?
- Ewangelia zawsze, od samego początku jest znakiem sprzeciwu. Realizuje się to, co kryje się za przyjęciem słów Chrystusa: "Wy jesteście światłem świata, wy jesteście solą ziemi". Światło rozświeca mrok, ale równocześnie może razić, gdy stoimy w ciemności. Tak samo sól - dodaje smaku, konserwuje, ale jeżeli posypie się ją na ranę, szczypie. Chrystus jest znakiem sprzeciwu, ale to nie znaczy, że ma Go nie być, a my nie mamy być Jego świadkami, czy się bać. Nie odbieram ataków na nas w znaczeniu jakiegoś cierpienia. To normalne zjawisko, że nie będziemy się podobali temu światu. Jeżeli Kościół chciałby się upodobnić do świata, to go w ogóle nie będzie. Ksiądz abp Stanisław Wielgus powiedział w jednym ze swych wykładów, że jeżeli Kościół poślubiłby ten świat, to wnet stałby się wdową. Jest w tej chwili jakaś ekspansja antyewangelizacji, bardzo dobrze zorganizowana, jak każde zło. W Ewangelii czytamy, że "nocą przyszedł nieprzyjaciel i posiał kąkol". Dziś jest tak samo. Patrzę na to wszystko, co się dzieje, ale także jak to się dokonuje w mediach. Widać, jak bardzo zorganizowane są te siły i w jak niezwykle sprytny sposób przeprowadzają antyewangelizację. Również pod pozorami dobra, humanizmu, troski o Kościół, czyli w pięknych szatkach. Trzeba więc uważać, patrzeć i żyć normalnie, jak przystoi na człowieka, który chce być w prawdzie.
Wystarczy snop światła w ciemności, żeby sytuacja radykalnie się zmieniła. Takim promykiem było pojawienie się 17 lat temu Radia Maryja? Wiedział Ojciec, że zaczyna się wielkie dzieło?
- To długa historia... Kiedy jako chłopiec, jeszcze przed seminarium doświadczyłem bardzo osobiście Pana Boga, pojawiła się myśl: dlaczego wszyscy nie kochają Chrystusa? Jeżeli tylu mówi, że wierzy w Niego, to dlaczego o tej miłości nie mówią innym? Patrzymy na cały świat, na jego dzieła, a nie zauważamy Twórcy tych dzieł, jakby to było obojętne. Widziałem jakiś rozdźwięk. Później, już w seminarium, coraz mocniej byłem przeświadczony, że musi być bardziej pogłębiona religijność, świadomość ludzi, że jeszcze bardziej potrzeba formacji. W nowicjacie w seminarium jeszcze mocniej doświadczyłem Pana Boga, Kościoła, ale też Ojczyzny. "Takie seminaria powinny być dla ludzi świeckich" - pomyślałem. Zacząłem marzyć o centrum do ewangelizacji. Początek był bardzo skromny - jakieś proste konspekty dla młodzieży na katechezę. A więc słowo drukowane...
Nie było wtedy innych możliwości?
- Ta praca odbywała się poza wszelkimi zezwoleniami, mieliśmy tylko małą maszynę do drukowania chałupniczym sposobem. Później pojawiła się kserokopiarka. A potem było drukowanie książek w różnych językach i rozdawanie ich za darmo. To działo się poza Polską. Zastanawiałem się, co ludzie robią np. z otrzymanym katechizmem? Widzimy przecież tyle książek na półkach, które nie są czytane. W takim razie może... radio? Wyobrażałem sobie, że będzie tam i modlitwa, i katecheza, i muzyka, ale i rozmowa. Słuchacze będą poznawali prawdę, uczyli się poznawania rzeczywistości. Pamiętamy, gdy Polska była w niewoli, a ojcowie zsyłani na Sybir czy do więzień, to matki pilnowały tego, co najcenniejsze: wiary, miłości do Pana Boga, Kościoła i Ojczyzny. A doświadczenie Rosji... to babuszki uratowały tam wiarę. Tak samo będzie u nas, myślałem. Wszyscy w domu idą do pracy, zostaje matka albo babcia. Robią porządek, przygotowują obiad i... słuchają katechezy przez radio. Stają się coraz bardziej katechetkami w domu, przekazują wiarę.
I w ten sposób radio staje się narzędziem ewangelizacji?
- Radio to jeden ze środków, ale musimy wykorzystywać wszystkie media.
A co jest celem, Ojcze?
- Celem, zasadniczo, jest poznawanie prawdy. Komunikowanie się między ludźmi po to, żeby odkryć prawdę. Człowieka trzeba wyczulić na prawdę, a wtedy dojdzie do pełnej Prawdy, którą jest Jezus Chrystus. Dlatego media powinny być środkami komunikowania, dialogu między ludźmi, dialogu na argument prawdy. Uczymy się prawdy, rozpoznajemy ją. Gdy dojdziemy do jej poznania, wtedy jednoczymy się, jest communio - zjednoczenie. W zjednoczeniu możemy bardzo wiele uczynić dobra. Prawda i dobro, prawda i miłość idą razem. Żeby dojść do jedności, trzeba jeszcze uleczenia wielu ran. A co robią antyewangelizatorzy? Cały czas chcą skłócać, przeciwstawiać sobie. Mają w tym ukryty interes, dla ludzi niewidoczny, żeby przeprowadzić jakiś cel. Ta ciągła walka, odrywanie uwagi od prawdziwych problemów, od budowania wspólnego dobra - to jest jedna z metod manipulacji.
To się dokonuje wobec Narodu, ale też wobec Kościoła.
- Tak, to widać bardzo jasno. Cały czas atakuje się Kościół. To nie jest już nieludzkie, ale powiedziałbym, że diabelskie. Człowiek rozumny powinien to zauważyć i iść za rozumem, a nie za emocjami, bodźcami.
Cel tego biczowania Kościoła jak oczywisty: chodzi o zniszczenie polskiego stylu posługi księży, zawsze stojących blisko spraw ludzi.
- Oczywiście, chodzi o zniszczenie, ale najpierw o odebranie księżom autorytetu. To dzieje się już od dłuższego czasu. Tak było w komunizmie, gdy ciągle kreowano wroga. Wrogiem była i inteligencja, i rolnicy - dobry rolnik to był kułak. Zawsze przeciwstawiali: rolników - robotnikom, robotników - rolnikom, miasto - wsi, wieś - miastu, dzieci przeciwko rodzicom. Zawsze bunt, podsycanie niechęci zamiast budowania. Teraz też używają tej samej metody ciągłego skłócania. To, co mówią o Kościele, to zwykłe oszczerstwa, ale nikt nie może się obronić, nie szuka się argumentów. Proszę zobaczyć, jaką tu rolę odgrywają media - taką samą, jak kiedyś agenci w komunizmie. To oni odbierali dobre imię księżom, robili plotki, propagandę szeptaną. Kiedyś, gdy byłem jeszcze w szkole podstawowej, ktoś mi pokazał pismo dla milicji. Jakie tam były obrzydliwe oszczerstwa na Prymasa Wyszyńskiego! Później w teren szli ludzie i powtarzali te kłamstwa. A teraz jest to samo. Ci agenci mają do dyspozycji media. Widzę coś tragicznego w Polsce. Najpierw odebrano Polakom własność wypracowaną przez pokolenia. Ci, którzy wzbogacili się na majątku Narodu, wzięli też w swoje ręce media. Kiedyś oddawali Polskę Związkowi Sowieckiemu, a dziś jest uzależnianie w inną stronę, tam, gdzie mogą mieć patronów, jakieś korzyści. Pieniądze, media i władza - są potrzebne tym siłom. A jeżeli ktoś im nie pasuje, wchodzi na zawłaszczony przez nich teren mediów, to trzeba go zneutralizować. Ta agentura jest i w mediach. Czy dziennikarze zostali zlustrowani? Czy profesura na uczelniach została zlustrowana? Kto uczy studentów, kto wychowuje młodzież, kto formuje? A może w takim razie deformuje? Teraz jest czas, by każdy myślał indywidualnie, szukał i nie dał się zmanipulować. Musi być mądry. Inaczej - zginie.
Czyli potrzeba nam jak najwięcej dobrych, rzetelnych mediów...
- Mediów, ale i świadków Chrystusa. Nawet jeżeli mamy mało mediów, to przecież każdy może mieć w swoim domu pismo katolickie, w każdym domu może być pismo polskie. Trzeba je czytać, spotykać się ze sobą - z miłością, życzliwością, rozmawiać o wszystkich sytuacjach. Nie powtarzać różnych głupstw, plotek, nawet jeśli byłyby rozpowszechniane przez potężne media. Młodzież może robić strony internetowe, prowadzić dyskusje na cały świat. Musimy też wchodzić w następne środki komunikowania się, w internet. Dziś właściwie każdy może być twórcą mediów, coraz bardziej są to przeróżne multimedia. Chociażby telefon komórkowy - ile można dobrego zrobić, korzystając z niego. Albo telewizja mobilna czy internetowa. Media to narzędzia, najważniejszy jest jednak człowiek, który będzie w nich posługiwał. Dziennikarz musi być prawy, być człowiekiem prawdy, człowiekiem sumienia. Siać dobro i prawdę.
Naszych mediów katolickich i polskich mamy tyle, co nic. Porównajmy: które tytuły dzienników ogólnopolskich są czysto polskie, a więc kierują się polskim interesem? Jest tylko "Nasz Dziennik". Na przykład pismo codzienne "Polska", wydawane jest przez Niemców. Ciekawe, czy Polacy mogliby w Niemczech zrobić pismo "Deutschland" i przekazywać treści, które sami by chcieli? Pytam więc o nasze myślenie, o nasze wartościowanie, o nasze działanie, by budować i wspierać media katolickie i polskie. Konopnicka pewnie by się nas wstydziła, i Mickiewicz, i Słowacki, i Traugutt, i powstańcy warszawscy, ci, którzy ginęli...
W tym świetle jaśniejsze stają się powody dyskryminacji WSKSiM przez obecny rząd?
- Bardzo jasno widać, o co tu chodzi. Gdy tak patrzę, to widzę, jakby temu rządowi o nic nie chodziło, tylko o zniszczenie, nie tylko naszej uczelni. To nie jest działanie na moją szkodę, ale wielu ludzi, również wierzących. Na szkodę wspaniałych ludzi, reprezentujących wartości, które są wszystkim potrzebne, byśmy nie tylko przetrwali, ale się rozwijali. Inaczej - dokąd idziemy? Nie chodzi tylko o uczelnię, ale też o bezsensowne ataki na projekt odwiertów geotermalnych. To jakaś schizofrenia! W tym samym czasie, gdy UE zastanawia się nad odnawialnymi źródłami energii, specjalna dyrektywa unijna zobowiązuje nas do uzyskania w 2010 r. 7,5 proc. energii z zasobów odnawialnych, nam chcą to zniszczyć. Wydaje mi się, że tu nie tylko chodzi o niechęć. To może być zazdrość, by Polakom nic się nie udało, by katolikom nic się nie powiodło, a ksiądz to już w ogóle nie może mieć żadnego sukcesu. Boję się, że są tu jeszcze jakieś obce lobby, może gazowe, może naftowe, żeby nie pokazać, że Polska ma takie bogactwo. Pamiętam, jak parę lat temu w Sejmie i rządzie chcieli doprowadzić do możliwości sprzedawania nawet podziemnych złóż, źródeł itp. Czy o to teraz nie chodzi?
Trudno zrozumieć, że mając takie atuty w ręku, rządzący sami się ich pozbawiają. Czemu to ma służyć?
- Dziwię się takiej polityce. Ten rząd, gdyby chciał mieć sukces, to powinien taką rzecz poprzeć, a nie ślepo, robić na złość. Ktoś panu Tuskowi źle podpowiada. Z zaskoczeniem dowiaduję się, że w tym rządzie są ludzie wierzący. Ministrowie, którzy nas prześladują, mówią, że są wierzący, składali przysięgę: "Tak mi dopomóż Bóg", chodzą do kościoła. A jednocześnie niszczą nasz projekt geotermalny. Przed kilku laty, gdy z UE były dotacje dla krajów Europy - najwięcej z tych dotacji potrafiła wykorzystać Hiszpania - bo ponad 80 proc., najmniej Grecja, ponad 40 procent. Teraz jest szansa dla zapóźnionej w stosunku do bogatej Europy Polski. Specjaliści mówią, że jeśli tak będą dalej u nas działać decydenci, którzy m.in. odebrali przyznane dotacje na wiele ważnych dla rozwoju kraju projektów, to nie otrzymamy nawet 20 proc. z przyznanych nam dotacji. Stracimy niepowtarzalną szansę. Cofniemy się jeszcze bardziej. Było wiele obietnic. Będziemy w Europie Trzecim Światem. To jest działanie wprost nieludzkie, niemieszczące się w żadnych kanonach. Jak w tym kontekście zakwalifikować działania przeciw naszej uczelni i pokrętnego odebrania dotacji dla niej z UE? Te pieniądze przepadną dla Polski i naszej młodzieży.
Na pewno chodzi o zniszczenie?
- Tak to widzę. Polska ma być "Kopciuszkiem" Europy. Ale chodzi też o niszczenie naszej cywilizacji łacińskiej, chrześcijańskiej, niszczenie Kościoła. W tej chwili polski Kościół jest najsilniejszy w Europie, należy do najsilniejszych w świecie, ale widać, iż są mocne działania, by szybko stało się tak jak np. w Hiszpanii.
Ostatnio Benedykt XVI dramatycznie ostrzegł, że sekularyzacja nie jest tylko zjawiskiem zewnętrznym, ale występuje też w łonie Kościoła. Mimo wszystko wydaje się, że Polsce to niebezpieczeństwo jeszcze nie grozi.
- Pamiętam, przed laty myślałem, że pomogą w ewangelizacji ludzie świeccy. Patrzyłem z nadzieją na pewne pisma, które miały w tytule "katolicki", patrzyłem też na grupy, w których gromadziła się inteligencja. A później zobaczyłem, że tam nie jest na pierwszym miejscu Pan Bóg, ale jakiś interes. Mówią: "Jestem katolikiem, ale...". Różnica pomiędzy ludźmi z tych ugrupowań a osobami, które mają formację oazową, była uderzająca. Oni służą Panu Bogu, są Jego świadkami, a nie żyją z Pana Boga. Trzeba nam ciągłego nawracania, bycia świadkiem.
Czy każdą cenę Ojciec by zapłacił za prawdę?
- Ja nawet sobie nie stawiam takich pytań, bo uważam, że trzeba być świadkiem. To jest normalne, ale i piękne, że mogę dawać świadectwo. Cieszę się, że tak jest. Marzę tylko o jednym: żeby wszyscy Polacy byli z Panem Bogiem, żeby na pierwszym miejscu był u nas Pan Bóg, a wtedy wszystko będzie na właściwym miejscu.
Ale jak to zrobić, żeby innych pociągnąć?
- To proste. Kocham czy nie kocham? Trzeba przyjąć osobiście Pana Boga, uwierzyć w Niego. Może istnieje obawa, że On mnie ograniczy, ale to nieprawda. To szatan podpowiada: "Daj spokój, może troszeczkę, ale nie tak na serio". Nie, trzeba całkowicie się oddać. "Panie Boże, ja jestem z Tobą, z Tobą idę przez ten świat". Pan Bóg mnie nie ogranicza, wręcz odwrotnie - chce, żebym się rozwijał. Grzech przeciwko rozwojowi jest tak samo grzechem, jak przeciwko życiu. Żyć to znaczy rozwijać się. To wszystko jest jasne: jeśli jest miłość, to z miłości aż chce się śpiewać. Wtedy wszystko jest uporządkowane: i człowieka będę szanował, i przykazania zachowam, przede wszystkim przykazanie miłości.
I nawet nieprzyjaciół Ojciec kocha?
- Oczywiście, jakkolwiek psychologicznie może to być ciężkie. To nie znaczy, że łatwo czuć sympatię do człowieka, który rani, ale modlę się za niego, nie życzę mu źle, podam mu chleb, a nie kamień. Nie będę czuł niechęci do niego, ale do zła, które czyni. Jeżeli w Radiu mówimy o trudnych sprawach, które się dokonują w Polsce, to raczej przerażają czyny, bo tych ludzi bardzo żal. Przecież wszyscy jesteśmy potrzebni do tworzenia wspólnego dobra, do głoszenia miłości.
Chciałby wszystkich Ojciec odzyskać dla Pana Boga?
- Będzie oczyszczenie, będą zmagania, ale Chrystus zwycięży, Matka Boża zwycięży. Ona nam tyle w Polsce pokazała! Popatrzmy choćby na najnowsze czasy, na ten niesamowity dar, jakim był Jan Paweł II.
Wiele osób martwi się, czy powstanie Wydział Informatyki w WSKSiM?
- Studia informatyczne już są, a Fundacja Lux Veritatis w dalszym ciągu planuje budowę gmachu wydziału. Zamierzamy też wznieść nieduży kościół akademicki pw. Maryi Gwiazdy Nowej Ewangelizacji - wotum za Jana Pawła II, gdzie umieszczony będzie obraz Matki Bożej Częstochowskiej, przed którym Jan Paweł II w swojej prywatnej kaplicy na Watykanie rozwiązywał problemy Kościoła i świata w czasie swego wielkiego pontyfikatu. Nie wiem, czy to się uda. Ludzie są coraz biedniejsi. Bardzo się boję o to wszystko, co się będzie działo w Polsce. Doprowadzają Polskę do ruiny, a nie do rozwoju. To jest dramat. Najbardziej mnie boli, że nie ma w Polsce rozwiązań pozytywnych, tylko niszczenie. Niszczenie i kłócenie.
Najbardziej szkoda młodzieży, która wypychana jest na emigrację.
- To jest ogromny, wieloaspektowy problem na teraz i przyszłość, także dla rodziny. W jednej z parafii w Bydgoszczy ksiądz mi mówił, że 50 proc. młodzieży wyjechało. Jaka będzie przyszłość emerytów? Kto będzie czerpał z owoców pracy tej młodzieży? Dlatego tutaj powinny być dobre rządy, a nie obiecanki. Równocześnie powinniśmy być bardzo krytyczni, nie od razu wierzyć obietnicom. Nie być naiwnym i zacząć używać rozumu, myśleć.
Sprawa traktatu lizbońskiego, narzucanego odgórnie Narodowi, pokazuje kryzys polskiej polityki, polityków?
- Myślę, że nie tylko polityków. Politycy są tacy, jakie społeczeństwo. A z kolei społeczeństwo też jest manipulowane. Gdzie jest nasza inteligencja? Do inteligencji miał kiedyś żal ksiądz Prymas Wyszyński, bo zawiodła w komunizmie.
Bulwersuje mnie wiele rzeczy. Jak to? Podejmuje się decyzje zasadnicze, egzystencjalne dla Ojczyzny bez rozmowy na ten temat z obywatelami, bez poinformowania ich, o co tu chodzi? Milczą media niepolskie czy agenturalne, bo to jest interes niepolski, trudno, żeby obce media dbały o nasze sprawy. Tu więc chodzi o to, żeby na tym kłamstwie zrobić biznes, żeby ludzie to kupili. Ale dziwię się, że media publiczne też milczą. Co to znaczy? Gdzie tu jest rząd? Rząd powinien być jak dobry ojciec i matka, dbać o Naród jak o dzieci. A tu co jest? Okazuje się, że nawet premier nie zapoznał się z tym traktatem, nie wie, o co tu chodzi, nie przeczytał, jak sam mówi. Posłowie również nie przeczytali, ludzie też nie. Gdzie jest nasze myślenie? Uważam, że nasza sytuacja moralna jest podobna do tej z XVII-XVIII wieku.
Czy chce Ojciec powiedzieć, że stoimy przed perspektywą "finis Poloniae"?
- Chyba nasza kondycja moralna jest jak przed rozbiorami. Z jednej strony Papież, "Solidarność" - takie wielkie dary, bez rozlewu krwi przeszliśmy przez "czerwone morze", ale wchodzimy w inne morze - poprawności liberalnej. Tu jest brak świadomości. Proszę popatrzeć: tyle uczelni, ale gdzie jest rozumienie rzeczywistości? Tyle dyplomów, a ilu ludzi prawdziwie mądrych i przy tym o wielkich osobowościach? To są współczesne skutki przeróżnych manipulacji.
Ludzi trudno winić, jeżeli zawodzą elity.
- Widzę codziennie tysiące ludzi na Apelu Jasnogórskim transmitowanym przez naszą Telewizję i Radio, i mówię: Matko Boża, może nas uratujesz. Uratuj nas... Tyle razy ratowałaś. Uratuj chociaż przez wzgląd na modlitwę tych oddanych Tobie, szczerych ludzi. Zawiodła w dużym stopniu inteligencja, zawiedli liderzy, politycy, którzy pięknie się nam pokazują, zawiedli nas ci, którzy zawsze mieli tendencję "jak najmniej Polski", ale daj nam zachować dom ojczysty i budować przyjaźń ze wszystkimi narodami, wnieść w ich dziedzictwo nasze dziedzictwo, podzielić się tym, co najpiękniejsze, a nie zniszczyć.
Wciąż mamy ogromną misję do spełnienia w Europie, w świecie?
- Oczywiście, i na to liczył Jan Paweł II. Na to liczy Benedykt XVI. Gdy myślałem o Radiu, rozmawiałem z wieloma ludźmi z Europy Zachodniej. Biskupi z Niemiec, ze Szwajcarii, z Austrii, których spotykałem, mówili mi: róbcie to, róbcie. Czekamy na pomoc z Polski. Czekali na ludzi prawdziwie wierzących, na świadków Chrystusa, bo chcieli, żebyśmy ponieśli światło Ewangelii, byli światłem świata, solą ziemi. Wierzę, że jest wielu takich ludzi, ale ciągle za mało. Polska potrzebuje reewangelizacji i ewangelizacji. Popatrzmy na wielkie miasta: ile procent ludzi jest prawdziwie wierzących? A ile z tych przychodzących do kościoła jest świadkami Chrystusa? Ile ludzi przyjdzie w Wielką Sobotę poświęcić pokarmy? A ilu prawdziwie wierzących? A co z młodzieżą? W którym kierunku idzie? W którym kierunku jest prowadzona także przez potężne media? Czy oni będą wierzyć? A jeżeli nie będą wierzyć, to co z nimi? Gdy stawiamy się poza Bogiem, wracamy do tego, co Polska i ludzkość już przeżyła, chociażby w ostatnim wieku. Do tego prowadzą te wszystkie systemy bez Boga. Czas zacząć myśleć, wyciągać wnioski, a za myśleniem niech idzie serce.
Co sprawiło, że wybrał Ojciec zgromadzenie redemptorystów?
- Na pewnym etapie pojawiła się myśl o kapłaństwie. Zafascynował mnie Chrystus. Zapragnąłem zostać kapłanem. A później przyszła myśl - być misjonarzem. Szukałem różnych adresów, oczywiście bardzo nieśmiało, nie chciałem tego ujawniać. To była taka osobista tajemnica. No i usłyszałem: misjonarze redemptoryści. Powiedzieli mi, że są w Tuchowie. Pojechałem tam. Właśnie odbywał się wielki odpust, w sanktuarium zgromadziła się masa ludzi. Stanąłem w tłumie, z daleka widziałem ołtarz. Wtedy zobaczyłem pierwszy raz redemptorystów. Na początku mi się nie spodobali.
Dlaczego?
- Moje pierwsze wrażenie nie było zachęcające. Ale potem na ambonie stanął kapłan, późniejszy mój profesor Pisma Świętego, który powiedział: "Kapłan bierze do rąk patenę z hostią, Chrystus przyjdzie na ołtarz. Złóżcie swoje serca na tej patenie razem z białą hostią, oddajcie się Panu Bogu w ofierze". Zrobiłem to samo w duchu, bardzo mi się te słowa spodobały. Później podszedłem do furty klasztornej. Tam panował tłok, dawali jakieś jedzenie. Odniosłem wrażenie bałaganu, i to było też na "nie". Wtedy wyszedł jeden z redemptorystów, uśmiechnięty od ucha do ucha. A później drugi, młody, tuż po święceniach. I tak się zaczęło. Spodobało mi się przede wszystkim, że są to misjonarze, a także ujęła mnie za serce ich bezpośredniość, prostota, nie prostactwo, nieskomplikowane zachowanie, takie normalne - do ludzi. Jak przepowiadali, to językiem prostym, komunikatywnym, poruszającym serca i umysły. I zawsze było stawanie w obronie prawdy. Bardzo jasne. To mi się bardzo spodobało. Zawsze była też Maryja, nabożeństwo do Matki Najświętszej. Taka jest moja droga.
Redemptoryści to bardzo ciekawe zgromadzenie, mimo że obce, przeniesione na polską ziemię...
- Słyszałem, że ludzie mówili na nas "turyści", "rowerzyści", różnie. A ta nazwa pochodzi od Redemptor - Odkupiciel. Zgromadzenie Najświętszego Odkupiciela, jesteśmy odkupieni najdroższą Jego Krwią. "Tak nas Bóg umiłował, że Syna swego dał". Aż do końca dał...
Zgromadzenie było wyjątkowo mocno rozpracowywane przez aparat represji PRL. Ojciec też doświadczył tych bezprawnych metod?
- Poszedłem do niższego seminarium redemptorystów. Byłem tam tylko kilka miesięcy, bo szkołę rozwiązali. Teraz jeden z historyków napisał o tych czasach i znalazł materiały SB na ten temat, w tym również moją rozmowę telefoniczną z dyrektorem. Esbecja nie dawała spokoju. To odrębny rozdział. Ile przesłuchań, nacisków, krzyków, szantaży, żeby podpisać. Teraz jestem tylko ciekawy, co ci ludzie sobie myślą. Co jest w ich umysłach i sercach. Widzę, że bardzo wielu dobrze się powodzi, decydują o różnych sprawach, również o naszej uczelni. A ich rodzice, najbliżsi byli w SB. Nie chcę wymieniać nazwisk. To jest aż zaskakujące, że są tak wysoko w strukturach władzy. Tu nie chodzi tylko o jedną osobę. Dziwię się, że nic nie zrobiono w sprawie lustracji, co najwyżej zamieszanie, odwrócenie uwagi, trochę emocji, trochę szumu informacyjnego. I wszystko spokojnie.
Czy nie podobnie dzieje się ze sprawą traktatu lizbońskiego? Niektórzy posłowie chcą być za, a nawet przeciw?
- Myślę, że zrobią swoje, i tak to rozegrają informacyjnie, że wszyscy będą zadowoleni. Ludzie będą się cieszyć, że to jest jedyne wyjście, a potem obudzą się po iluś latach i będą narzekać. A ci, co to robią, im będzie się dobrze powodziło. Już się przygotowują, gdzieś tam szukają swojego miejsca. Proszę popatrzeć na tych, którzy robili te przemiany, którzy oszukali Polskę od roku 1980. Wszystkim jest bardzo dobrze, ich dzieciom, wnukom, mają satysfakcję, dalej decydują. A ci, co byli biedni, są dalej biedni albo biedniejsi. Ilu ludzi straciło zdrowie, ilu psychicznie nie wytrzymało, załamało się? Ilu ludzi jest na emigracji, z połamanymi kręgosłupami duchowymi? Dlatego ludzie powinni się organizować, budować świadomość, pracować w swoim środowisku, w rodzinach, organizować się choćby do najmniejszych rzeczy. Tak się zaczynają wielkie sprawy. I nie mówić "potem", ale od zaraz.
Radio Maryja stało się takim kamieniem, który zapoczątkował lawinę dzieł na chwałę Pana Boga i dla dobra człowieka: Telewizja Trwam, Wyższa Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej, "Nasz Dziennik", miesięcznik "Rodzina Radia Maryja", Instytut Edukacji Narodowej, Fundacja Nasza Przyszłość, Fundacja Lux Veritatis. To na pewno nie koniec. Czy może Ojciec ujawnić swoje plany?
- Nie powiem. Chciałbym bardzo dużo, ale do tego potrzeba ludzi, pomocy, zrozumienia. Dziękuję ludziom, którzy nam pomagają. Nie poddawajmy się. Jeżeli mogę, to bym apelował do wszystkich w sprawie naszej uczelni, która w sumie w tych wielkich sprawach jest jeszcze mała, ale jednak potrzebna: musimy występować przeciwko dyskryminacji. Bardzo mocno demaskować dyskryminowanie ludzi wierzących, spraw polskich, demaskować każde kłamstwo przeciwko komukolwiek. Dlatego dziękuję tym, którzy występują w obronie naszej uczelni. Proszę, piszcie, kochani, nie wolno dać spokoju tym, którzy czynią zło. I jeszcze jedno: ci, którzy rządzą, powinni wszyscy pamiętać, kimkolwiek są, na jakimkolwiek stanowisku: tam się jest chwilowo, a człowiekiem trzeba być zawsze. Życzę, żeby każdy był człowiekiem.
Żeby wyzwolił się z poprawności medialnej, politycznej...
- A nawet liberalnej. Podziwi am np. ks. bp. Stanisława Stefanka. On teraz jest bity za to, co robił i robi: za troskę o rodzinę, za to, co mówi, jak pokazuje nam te wszystkie mechanizmy rzeczywistości, przeróżne manipulacje. Musiałbym tu mówić o konkretnych osobach, ale nie chcę, bo oni też mają szansę zmiany na lepsze.
Jaka jest Ojca modlitwa?
- Różna, w zależności od dnia i możliwości. Moją codzienną modlitwą jest Różaniec. Bardzo lubię też modlitwę osobistą, sam na sam z Panem Bogiem.
Znajduje Ojciec chociaż chwilę czasu na taką codzienną rozmowę?
- A czy można inaczej? Tu, w Radiu, trzeba to sobie ułożyć, bo to jest bardzo ciekawa posługa. Jakoś muszę się odnaleźć. W klasztorze jest dzwonek na wstanie, na modlitwę, na rozmyślanie itd. Dzień jest uporządkowany. A tu, w Radiu, właściwie nie ma ustalonych godzin. Wiem tylko, że tego dnia mam się z kimś spotkać, wiem, że ktoś już czeka. Na daną chwilę trzeba załatwiać kilka spraw. Można to sobie ułożyć. Czym więcej zadań, tym lepiej się organizuje dzień. Musi być czas na modlitwę, na odpoczynek - na sen. Każdemu bym radził: po wstaniu gimnastyka, toaleta poranna, a później modlitwa. Najlepiej uciec gdzieś do kaplicy, przed Najświętszy Sakrament i zupełnie się zamknąć, minimum na pół godziny. To jest takie "pierwsze śniadanie". A później dopiero inne sprawy. I do pracy, aby być gotowym na wszystko.
Każdy dzień przynosi różne niespodzianki?
- Cały czas. Codziennie mamy bardzo dużo indywidualnych spotkań z ludźmi, dobrych spotkań, ale są też takie, gdy ktoś przychodzi po to, żeby nam wszystko poplątać, wprowadzić w błąd. Ale Pan Bóg czuwa.
Bez oparcia w zgromadzeniu trudno byłoby unieść ciężar codzienności, to ciągłe oczernianie, szpiegowanie przez media?
- Bardzo mi żal, że współbracia cierpią przeze mnie, bo to Radio jest ciągle przez jakieś siły pokazywane jako coś nienormalnego, szkodzącego, złego. Jestem pozytywnie zaskoczony, że doznajemy ogromnego wsparcia, tak się buduje jedność. Jedno serce, jedno myślenie, jakkolwiek jesteśmy z różnych stron Polski czy nawet świata. Te naciski medialne czy kłamstwa są rozpowszechniane na cały świat, one idą z Polski, a potem wracają do Polski, ale rozchodzą się na świat. Redemptoryści też to przeżywają, pytają się: co to jest, bo pewne siły chcą wprowadzić w błąd. Ale jesteśmy razem. Widzę tu następny cud Matki Bożej. Cudem jest to, że Radio zaistniało, że rozwija się ono i inne dzieła. Ta jedność ojców pracujących w Radiu jest naszą mocą. Są też siostry zakonne i świeccy, wspieramy się. Są ciężkie momenty, ale po co o tym myśleć, trzeba patrzeć do przodu. Alleluja i do przodu! Pan Bóg daje radość wewnętrzną, dynamizm wiary, czuje się Jego obecność, Matki Najświętszej. Patrząc na to, dziękuję Panu Bogu, że uczestniczę w cudzie. Jesteśmy w szkole Maryi, Ona nas wychowuje, prowadzi coraz wyżej, trzeba tylko dać się nieść. Tak to odbieram, tak tego doświadczam.
O czym Ojciec marzy dla Polski?
- Marzę o tym, żeby Polska żyła w prawdzie, a Prawda niesie Miłość, Pana Boga.
Dziękuję za rozmowę.
Małgorzata Rutkowska
|