Grudzień 05 2008 04:58:04
Siostra Łucja. Świat otrzymał ją w darze
wiara dnia luty 15 2008 16:13:16
W 3. rocznicę odejścia do Nieba
Siostra Łucja od Jezusa i Niepokalanego Serca. Któż z nas nie zna tego imienia? Ale czas płynie nieubłaganie. Już trzy lata nie ma jej wśród nas - odeszła do Nieba 13 lutego 2005 roku. Jednak, co jest cechą świętych, jej postać wcale się od nas nie oddala. Podobnie jak z osobą Jana Pawła II: po śmierci jest ona coraz bliżej nas - jeszcze bardziej czynna i bardziej wyrazista w swych przesłaniach. Postać Siostry Łucji budzi też więcej emocji niż kiedykolwiek, bo sama stała się częścią wielkiej tajemnicy wciąż jeszcze zamkniętej w orędziu z Fatimy. Na dziś możemy powiedzieć, że ona jedna znała całość przesłania Matki Bożej. Umierała z uśmiechem, spokojna, ofiarowując swe cierpienia za Ojca Świętego... To były jej dwie ostatnie wskazówki. Mówiła:
Nie bójcie się o przyszłość, bo możecie świat zmienić w wiosenny ogród.
Wspierajcie Ojca Świętego, bo trwanie przy nim jest rękojmią powstania "nowego, lepszego świata".


Siostra Łucja to postać niezwykła. Była i pozostaje dla nas wielkim darem, jaki Bóg przekazał światu. Można by rzec, że nie rozpakowaliśmy jeszcze tego niebieskiego prezentu do końca, że wciąż jest w nim wiele świętych niewiadomych. Ale już teraz jesteśmy pewni, że ten niezwykły dar zmienia nasze życie i pozwala ze spokojem spoglądać w przyszłość naszych dzieci. Skąd to przekonanie? Ona wierzyła w nas - że staniemy po stronie Boga i pomożemy Mu przeprowadzić wielką reformę świata, w której zło zamieni się w dobro, a śmierć zamieni się w życie.

O Siostrze Łucji trzeba mówić na każdej szerokości geograficznej naszego chorego świata, ponieważ Siostra Łucja nie należy jedynie do Portugalii ani do samego tylko Karmelu. Ona nie jest nawet własnością całego Kościoła. Należy do całego świata. Została mu podarowana, więcej - sama dała się światu jako dar bez reszty. Trzeba więc o niej pisać, o niej mówić, zgłębiać jej pisma, budować mosty między przykładem jej życia a naszym postępowaniem. Od niej mamy uczyć się wszystkiego, co dziś dla nas najważniejsze: wielkiej modlitwy, bezkompromisowej wiary, nadziei, której nic nie pomniejszy, ofiary, której nigdy dość, pracy, która spala na popiół zapomnienia o sobie, by być sługami Orędzia Ocalenia. Bo od nas zależy, kiedy stanie się to, co zapowiadała Matka Najświętsza w Fatimie: kiedy wybije godzina zwycięstwa Dobra.
Tam, w Niebie, ilu jest ludzi, którzy zawdzięczają jej wszystko? Przez blisko dziewięćdziesiąt lat, dzień po dniu, składała ofiary i modliła się w intencji grzeszników, kochając Boga w ich imieniu, cierpiąc za nich, wierząc podwójnie, bo także w ich imieniu. Żyła pochłonięta jedną myślą: uratować przed piekłem jak najwięcej grzeszników. Stała blisko mocy piekła (a wiemy, jak bardzo bała się szatana). Stała pochylona nad przepaścią, łapiąc w sieci tkane z modlitwy, pokuty i ofiary jak najwięcej dusz. Ci ludzie zawdzięczają jej życie wieczne. Siostra Łucja ocaliła ich przed wyrzuceniem na wieczny śmietnik, jakim jest piekło.
Ale jej misja nie ograniczyła się ani do jej życia na ziemi, ani do niej samej. Ona chciała, aby razem z nią nad przepaścią piekła pochylili się inni i... ratowali ludzi. Wiedziała, że każda dusza ma tak wielką wartość, iż nie ma ceny, jakiej nie trzeba by za nią zapłacić. Zapłacić bez namysłu. Przyjąć wielkie cierpienie? Tak. Zgodzić się na przegraną w życiu? Oczywiście. Być wyśmianym? Utracić dobre imię? Stać się człowiekiem na marginesie? Wypaść z wiru sukcesu? Ależ tak, jeśli w ten sposób można ocalić choć jedną duszę!
Nie przestaje stawiać nam pytań. Kochasz swoje dziecko... Co chcesz mu dać? Co, twoim zdaniem, jest dla niego najważniejsze? Jego doskonałe stopnie, dominacja wśród kolegów, bycie pierwszym i najlepszym, kolejne świetne szkoły, potem doskonałe zarobki, piękny dom, podróże...? Nie, ważna jest jego dusza. Czy jest czysta, czy oświeca ją blask Nieba? Pytaj - mówi Siostra Łucja - czy udziałem twego dziecka będzie prawdziwe, jedyne szczęście - wieczność w zjednoczeniu z Bogiem. Te same pytania stawia dziś Siostra Łucja nam, dorosłym, którzy szukają recepty na szczęście. Zasłania nam oczy, gdy patrzymy na karuzelę tego świata i mówi: Liczy się tylko wieczność.
Nie znaczy to, że ten świat nic nie jest wart, że nie mamy prawa do radości, uśmiechu, swoich małych zwycięstw. Tylko, powtarza Siostra Łucja, prawdziwa radość, uśmiech, wygrana są jedynie tam, gdzie nie ma grzechu.
Więc cóż? Otrzymujemy od niej dwie wskazówki: "Nie grzesz i nie toleruj grzechu" oraz "Za wszelką cenę ratuj dusze ludzi przed piekłem". To jej recepta na szczęście. Prawdziwe. To także jej propozycja na inną przyszłość świata. Bo prorokowała, że nadchodzi "nowe pokolenie" ludzi żyjących bez grzechu i przeciw piekłu, ludzi, którzy przełamią ofensywę zła. Co z tego, że szatan zasiadł już niemal na wszystkich tronach tego świata, skoro dobro jest potężniejsze od zła. Dobro zakorzenione w Bogu ma w sobie tyle mocy, że rozsadzi mury budowanej od lat cywilizacji bez Boga. Apokaliptyczny anioł nie będzie musiał strącać z nieba iskier, by spopielić twierdzę zła, bo jej mury runą, a dobro przyniesie wiosnę, pokój.
W to w ostatnich latach swego życia wierzyła Siostra Łucja.
Wiemy, jak tę wyglądaną przez nas chwilę nazwała Matka Boża Fatimska. To godzina triumfu Jej Niepokalanego Serca. W wariancie, o którym opowiadała nam Siostra Łucja, nastanie ona dzięki ludziom, którzy wysłuchają głosu Siostry Łucji: głosu Wizjonerki, głosu Prorokini, głosu żertwy całopalnej.
Siostra Łucja to współcześnie najważniejszy głos dla świata. Dziś, w dniu fatimskim, który jest dniem jej odejścia do Pana, głos ten dociera do nas z natarczywością samej Ewangelii. Jeśli zamkniemy na niego uszy, jeśli go zlekceważymy, sami pozbawimy się niebieskiej pomocy.
Siostra Łucja wciąż powtarzała, że wszystko jest warunkowe, że Boży scenariusz spełni się, jeśli my się weń zaangażujemy. Teoretycznie możemy nie chcieć opowiedzieć się za Niebem i żyć pozornie wiarą, która świetnie godzi przyjemności tego świata z wędrowaniem ku Niebu. Bóg potrafi godzić sprzeczności i możliwe, że rzeczywiście nas, ludzi żyjących dla świata, ocali jakimś cudem Boska łaska i gdy wybije dla nas godzina śmierci, przejdziemy stąd do ojczyzny w Niebie. Jak jednak pomniejszone będzie nasze szczęście, gdy ujrzymy się współwinnymi pełnego piekła i tak pustego Nieba... Lepiej o to nie pytać.
Polski przyjaciel Siostry Łucji, ks. Mirosław Drozdek, mówił przed swoją śmiercią, że "Siostra Łucja będzie ważna dla świata". Tak, z każdym rokiem będziemy widzieć pełniej prawdziwość jego ostatnich słów...
Ona, kiedyś ukryta pod innym imieniem, potem zamknięta za murem Karmelu, dziś przemawia do każdego z nas. Przychodzi do wszystkich, by powiedzieć: "Nie bój się. Pomogę ci". Czy jesteśmy gotowi przyjąć od Boga ten wspaniały dar świętych obcowania, spotkać się dziś z nią, poznać jej ducha i odkryć moc jej pełnego prostoty przesłania?
Wincenty Łaszewski


Dwa spojrzenia na życie Łucji

Świętość... Marzenie każdego, kto poważnie traktuje swoją wiarę. Wielu pyta: Jaki jest klucz do chrześcijańskiej doskonałości? Co trzeba zrobić, by stać się świętym? Wiemy, że musimy wyrzec się swego egoizmu, że trzeba nam dążyć do świętości ukrytej przed ludźmi, że jest ona owocem współpracy człowieka z łaską, że w jej osiągnięciu bardzo pomaga posiadanie duchowego mistrza. Znamy te prawdy, ale pytamy dalej. Prosimy o konkretne wskazówki i przykłady. Opiszmy bliżej dwa wydarzenia z młodości siostry Łucji, by zobaczyć, jak kształtował się charakter tej, która dziś jest dla świata najważniejszym drogowskazem pokazującym drogi ku lepszej przyszłości.


"W planach Bożej Opatrzności nie ma przypadków" - mawiał Ojciec Święty Jan Paweł II. Nieprzypadkowo Łucja dos Santos, mieszkająca w małej portugalskiej wiosce Aljustrel, miała za matkę Marię Rosę - kobietę o stanowczym charakterze, który przekładał się na cechy jej wiary. Matka Łucji była wieśniaczką o silnej wierze, nieciekawą nowinek. Dla niej najważniejsze były zasady przekazane przez katechizm. Kiedy spotykamy Łucję w wieku sześciu lat, dziewczynka jest jak jej matka: stanowcza, nieszukająca rozgłosu, nieinteresująca się nowinkami. Jako jedyna nie wspomniała nawet słowem o pierwszej niewyraźnej wizji anioła w 1915 roku.

Pierwsze spojrzenie: Ważny krok na drodze świętości
To zdumiewające! Podczas tamtego objawienia anioła oglądało kilkoro dzieci. Wśród nich znajdowała się Łucja. Wszystkie inne pobiegły do wsi, by rozpowiadać o tym, co ujrzały... Czy możemy przypuszczać, że Bóg, wystawiwszy je na prostą próbę, widząc ich reakcję, porzucił zamiar uczynienia z nich swoich posłańców? Wśród niedoszłych emisariuszy Matki Bożej była Teresa Matias, Maria Rosa Matias, Maria Justino. Potem żyły długo, pobożnie, ale Pan uczynił je tylko bliskimi świadkami cudownych wydarzeń.
Tylko Łucja zdała Boży egzamin - to, co widziała, zachowała dla siebie. Miała wówczas osiem lat. Ale już dwa lata wcześniej była dobrze przygotowana do czekających ją zadań. Najpierw dzięki matce, potem dzięki świątobliwemu jezuicie, ojcu Cruz.

Wpływ matki
Mama Rosa była wspaniałą katechetką. Wieczorami opowiadała swym dzieciom o Bogu i Jego przykazaniach. Jej nauki opierały się na treści najprostszego katechizmu i on właśnie był wpajany dzieciom. Ta prosta metoda, w ramach której nauka religii nie była zabawą, lecz pouczającą lekcją, słuchaną zawsze z szacunkiem i podziwem, sprawiła, że Łucja już w wieku sześciu lat doskonale znała cały katechizm. Kiedy proboszcz uczył prawd wiary, dzieci nie zawsze umiały odpowiedzieć na jego pytania. Wówczas stawiał obok siebie Łucję i aby zawstydzić pytane dziecko, kazał odpowiedzieć przyszłej wizjonerce.
W wiedzy Łucji nie byłoby nic szczególnie interesującego, gdyby nie to, że wraz z poznawaniem Boga w sercu dziewczynki wzrastało pragnienie zjednoczenia z Nim. Łucja chciała przystąpić do Komunii Świętej wcześniej niż inne dzieci, ale proboszcz odmówił. Kiedy Łucja usłyszała "nie", położyła główkę na kolanach księdza i zaczęła płakać. Nic nie pomogło.
W chrześcijaństwie nie ma przypadków. W tej samej chwili do fatimskiej parafii przybył ojciec Cruz, który miał przewodniczyć Triduum odprawianemu w kościele.

Świątobliwy ojciec Cruz
Co uczynił ojciec Cruz, dziś jedna z najbardziej popularnych postaci w Portugalii, człowiek, którego proces beatyfikacyjny jest w toku? Wszedłszy do kościoła, zobaczył, że jedna z dziewczynek płacze. Nie zlekceważył dziecka. Podszedł, zapytał o powód. Potem interweniował osobiście u proboszcza, zmuszając go do zmiany decyzji. Z uporem powtarzał, że Łucja jest doskonale przygotowana do przyjęcia Komunii Świętej. "Mogę wziąć na siebie odpowiedzialność, jeżeli ksiądz proboszcz nie chce".
Zadziwia nas stanowczość ojca Cruza. Co ten kapłan dostrzegł w małej Łucji? Chyba niezwykłą dojrzałość duchową i bezgraniczne otwarcie się na Boże działanie. Zapewne spostrzegł, że to małe dziecko może stać się doskonałym narzędziem w rękach Boga, tak doskonałym, że Pan z pewnością je do czegoś wykorzysta. I nie mylił się!
Nie wiemy, jak wyglądało życie tego kapłana. Nie wiemy, co robił, gdzie żył, czego dokonał. Ale to jedno spotkanie z Łucją wystarczy, by powiedzieć: on również, jak Łucja, był doskonałym narzędziem w ręku Boga. Doskonałym, więc świętym.
A fatimski proboszcz? Czy możemy mówić o nim źle? Nie, bo gdyby był złym kapłanem, sześcioletnie dziecko nie położyłoby główki na jego kolanach, by się wypłakać. Niech nie dziwi nas opór proboszcza: dekret o dopuszczeniu małych dzieci do Komunii Świętej został wydany zaledwie trzy lata wcześniej.

Pierwsza duchowa wskazówka
Z woli Opatrzności przed przyjęciem Komunii Świętej Łucja spowiada się przed ojcem Cruzem. Spowiada się w zakrystii i kiedy stamtąd wychodzi, wszyscy się z niej śmieją. Powód? "Moje dziecko, czy nie wiesz, że spowiedź odbywa się po cichu, że jest to tajemnica? - mówi matka dziecka. - Wszyscy słyszeli, co mówiłaś..."
Ale jednej rzeczy nikt z obecnych w kościele nie usłyszał. Odpowiedź kapłana słyszała tylko przyszła wizjonerka. Co mógł powiedzieć spowiednik sześcioletniemu dziecku? Znowu zdumiewające, ale ojciec Cruz potraktował je niezwykle poważnie, jakby w ciele ukończyło ono zaledwie sześć lat, ale w duchu prowadziło już w pełni dojrzałe życie. Łucja odnotowała niezwykłe pouczenie ze swej pierwszej spowiedzi: "Moje dziecko, twoja dusza jest świątynią Ducha Świętego. Zachowaj ją zawsze czystą, aby On mógł w niej dalej prowadzić swoje dzieło". Przejęte dziecko zapytało, co powinno uczynić. Znowu słowa jak do dorosłego: "Uklęknij u stóp Matki Bożej i proś ją z całkowitym zaufaniem, aby miała pieczę nad twym sercem i przygotowała je, abyś jutro przyjęła godnie Jej ukochanego Syna i zachowała swe serce jedynie dla Niego".
Tych słów Łucja nie zapomniała nigdy.
Dziecko od razu pobiegło przed figurę Matki Bożej. To właśnie wtedy Maryja uśmiechnęła się do Łucji i przytaknęła "spojrzeniem i gestem dobroci". Związek łączący małą dziewczynkę z Matką Bożą został zapoczątkowany i nigdy już się nie miał skończyć.

"Uczyń mnie świętą!"
Nadchodzi wielki dzień Komunii Świętej. W sercu Łucji spotyka się wpływ ojca Cruza z wpływem matki, ta bowiem poleca dziewczynce, aby przyjąwszy Komunię Świętą, prosiła Pana Jezusa... by uczynił ją świętą!
Co za wspaniała teologia prostej wieśniaczki! Ona wie, że świętość jest darem, a nie owocem własnych wysiłków. Wie, że nie my czynimy się świętymi, to Bóg robi z nas świętych. Trzeba się tylko poddać Jego kierownictwu, otworzyć na Jego łaskę, zapomnieć o sobie, by pamiętać tylko o Jego chwale.
Przyjąwszy Komunię Świętą, mała Łucja modli się, łącząc w jedno polecenie matki i spowiednika: "Panie, spraw, abym była świętą. Zachowaj moje serce zawsze czyste tylko dla Ciebie". Wówczas w głębi serca słyszy wyraźne słowa: "Łaska, która dzisiaj została ci dana, pozostanie żywa w twej duszy, wydając owoce życia wiecznego". A Matka Najświętsza przedstawiona w figurze Matki Bożej Różańcowej nagrodziła dziewczynkę ciepłym, matczynym uśmiechem. I Bóg postawił to małe dziecko na drodze świętości.
Na mówienie o Bogu nigdy nie jest za wcześnie, podobnie jak na stawianie wymagań. Na traktowanie religii poważnie też nie jest nigdy za wcześnie. Wiedział o tym ojciec Cruz, na pewno święty.
Aby pomóc dziecku rozkochać się w Bogu, nie trzeba być teologiem. Trzeba tylko samemu zdać egzamin dojrzałości - dojrzałości w wierze. Taki, jaki zdała celująco prosta wieśniaczka z Aljustrel, matka Łucji.

Drugie spojrzenie: Cud fatimski w rodzinie Łucji
To, co opiszemy poniżej, z pewnością nie było pierwszym cudem dokonanym za przyczyną Matki Bożej Fatimskiej, bo było ich wiele już w dniach objawień w 1917 roku. Jednak dokonana rok później nadprzyrodzona interwencja Maryi ma cechy zupełnie szczególne. Po pierwsze, dotyczy matki Łucji. Po drugie, została dokonana w odpowiedzi na pokorną prośbę zanoszoną przez wizjonerkę w miejscu objawień. Warto przyjrzeć się duchowej dojrzałości Łucji, która już jako małe dziecko umiało skutecznie wypraszać u Boga łaski potrzebne dla innych.
Niedługo po objawieniach matka Łucji poważnie zaniemogła. Przyczyniły się do tego nie tylko dodatkowe prace, które podejmowała, ale także trudności i niepokoje związane z napływającymi zewsząd pielgrzymami, przede wszystkim zaś nurtujące ją wątpliwości co do prawdziwości objawień. Kobieta, kierując się roztropnością, radziła się kilku okolicznych lekarzy, ci zaś przepisali jej najrozmaitsze leki. Na próżno, lekarstwa okazały się zupełnie nieskuteczne.
Dopiero pewien doktor mieszkający w Reguengo do Fetal rozpoznał chorobę: miało to być "przemieszczenie nerki i bliżej nieokreślone problemy ze stosem pacierzowym". Przepisał m.in. punkcję kręgosłupa. Ta kuracja przyniosła matce Łucji pewną ulgę, wymagała jednak długiej podróży, co przy braku środków transportu było bardzo uciążliwe. Jazda na podskakującym koniu wywoływała ostre bóle, a długa piesza wędrówka była w jej stanie zdrowia zupełnie niemożliwa. Trzeba było zrezygnować z leczenia.

Agonia
W rezultacie stan chorej zaczął się z wolna pogarszać. Niebawem Maria Rosa poczuła się tak źle, że sprowadzony lekarz rozłożył bezradnie ręce. Wezwano księdza proboszcza, który udzielił jej ostatnich sakramentów. Rozpoczęła się agonia. Cała rodzina zebrała się przy łóżku konającej, by pożegnać się z drogą osobą i otrzymać od niej błogosławieństwo. Łucja była najmłodsza, rozmawiała więc z matką jako ostatnia.
- Biedactwo! - powiedziała umierająca. - Co stanie się z tobą, gdy zabraknie ci matki? Umieram z rozdartym sercem.
Zanosząc się płaczem, przytuliła z całych sił Łucję, nie chcąc wypuścić jej ze swych objęć. Dopiero starsza córka Maria siłą oderwała dziewczynkę od matki, zaprowadziła do kuchni i zakazała pokazywać się w pokoju Marii Rosy. Powiedziała jeszcze, że "mama umiera ze smutku, którego ty jesteś przyczyną".
Co zrobiła fatimska wizjonerka? Z podziwem patrzymy na jej dojrzałość duchową, dziewczynka umiała bowiem dostrzec w swym cierpieniu sposobność do złożenia Bogu ofiary w intencji wynagrodzenia za grzechy ludzi - przecież właśnie o to prosiła w swym pierwszym objawieniu Matka Boża. Łucja uklękła na podłodze, głowę oparła o kuchenną ławę i "pogrążona w głębokim smutku, którego nigdy przedtem nie czuła", złożyła swój ból w ofierze Bogu, prosząc jednocześnie o powrót do zdrowia matki.
Nie minęło kilka chwil, a dwie z sióstr przyszły do niej i oznajmiły: "Łucjo, jeśli naprawdę widziałaś Matkę Bożą, to idź do Cova da Iria i proś Ją o uzdrowienie mamy. Obiecaj Jej, co chcesz; wszystko spełnimy".

Wysłuchana prośba
Łucja wyszła z domu. By uniknąć ludzi, szła znanymi sobie skrótami, cały czas odmawiając Różaniec. Skończyła go, klęcząc pod dębem, na którym ukazywała się Matka Najświętsza. Cała we łzach przedstawiła Maryi swą prośbę. Co obiecała? Odprawienie przez siebie i swe siostry dziękczynno-pokutnej nowenny. Powiedziała Maryi, że przez dziewięć kolejnych dni przyjdzie z nimi na miejsce objawień, a od bitej drogi dziewczęta będą szły na kolanach, odmawiając Różaniec; w ostatnim zaś dniu przyprowadzą ze sobą dziewięcioro ubogich dzieci, a po modlitwie w miejscu objawień wrócą do domu i dadzą im obiad.
Długo mała Łucja klęczała w miejscu, w którym wiele razy rozmawiała z Matką Najświętszą. W końcu wstała i przepełniona nadzieją wróciła do rodzinnego domu. W kuchni czekała na nią siostra Gloria, wołając, że matka czuje się dużo lepiej! Po chwili ojciec zaprowadził dziewczynkę do matki. Zdumiona Łucja zobaczyła, że konająca przed godziną Maria Rosa siedzi w łóżku i pije rosół! Chora, ucałowawszy córkę, zapytała:
- Gdzie byłaś, moje maleństwo? Czy nie poszłaś do Matki Najświętszej, by prosić o moje uzdrowienie? - Tak, mamo. - Czuję się już o wiele, wiele lepiej.
Ojciec wziął Łucję na kolana i wypytał ją o wszystko: gdzie była, co robiła, jaką złożyła obietnicę. Potem powiedział: - Gdy tylko twoja mama wróci do zdrowia i nabierze sił, wszyscy pójdziemy na miejsce objawień i spełnimy to, co obiecałaś. Podziękujemy Matce Najświętszej za tak wielką łaskę.
Zaraz cała rodzina usiadła do dziękczynnej kolacji. Wszyscy z radością wielbili Boga: "Niech Bogu będą dzięki, że nasza mama czuje się lepiej".
Po sprzątnięciu ze stołu i odmówieniu modlitwy po posiłku siedząca w łóżku matka zaczęła Różaniec, a wszyscy domownicy uklękli i dołączyli swe głosy do jej dziękczynnych zdrowasiek.

Dotrzymana obietnica
Już niebawem nie tylko same córki Marii Rosy, ale cała rodzina dos Santos wyruszyła na pierwszą pokutną pielgrzymkę do miejsca objawień. Nawet matka Łucji chciała od drogi iść na kolanach, ale ojciec jej nie zezwolił, szła więc obok pozostałych, posuwających się wolno na kolanach członków rodziny. Pod dębem dokończono Różaniec, odśpiewano litanię i hymn do Maryi Królowej Portugalii. Po powrocie do domu z ostatniej, dziewiątej pielgrzymki nakarmiono nie tylko biedne dzieci, ale również ich matki. Bo obietnic złożonych Niebu dotrzymać trzeba, i to gorliwiej niż nakazuje sama litera podjętych zobowiązań. A mama Łucji przeżyła jeszcze wiele lat, służąc ludziom i oddając Bogu chwałę swoją pokorą i gorliwością.
Wincenty Łaszewski



Jaka była Siostra Łucja?

O Siostrze Łucji wiemy dużo. Czas, by uzupełnić naszą wiedzę dodatkowymi informacjami, które ujrzały światło dzienne już po śmierci wizjonerki. Zawierają się one w odpowiedziach na kilka z najbardziej istotnych, a także najczęściej stawianych pytań.


Sama pytana, kim jest, tłumaczyła, że "jest cała Jezusa": "Jestem Maria Lucia de Jesus e de Cora?čo Immaculado (Marią Łucją [od] Jezusa i Niepokalanego Serca). Myślę, że moje imię nigdy nie powinno być bez "Jezusa", bo wzięło się ono od mojego imienia otrzymanego na chrzcie. A to, co dla mnie najważniejsze, to być całą Jezusa, wiernie, z miłością i bez ograniczeń.
Siostra Łucja lubiła swoje imię. "Bardzo lubię to, co się ukrywa pod tym imieniem - Gwiazda, Światło Jezusa i Niepokalanego Serca". W swym imieniu odkrywała swe najważniejsze zadanie: "Trzeba żyć w Świetle, aby móc przekazywać je światu i sprawić, by jaśniało w ciemnościach, jakie spowijają świat, aby przez wiarę, nadzieję i miłość obudzić ludzi ze snu śmierci i wzbudzić ich do życia, którym jest Chrystus".

Jakie było jej życie?
Miała trudne życie, czego symbolem jest choćby to, że przez niemal trzydzieści lat nie była "Łucją". Od 1921 r. do 1948 r. była Marią das Dores, ukrywając w ten sposób swą tożsamość przed setkami ciekawskich i pobożnych dusz, pragnących ją zobaczyć i zadać dziesiątki pytań. Opuszczając rodzinną Fatimę, była jeszcze Łucją, przekraczając progi szkoły sióstr doroteuszek w Porto, była już sama dla siebie kimś obcym. Imię Łucja powróciło do wizjonerki z chwilą przejścia ze zgromadzenia św. Doroty do zakonu karmelitańskiego, w którym żyła do 2005 r. już jako Siostra Łucja od Jezusa i Niepokalanego Serca.

Czy Siostra Łucja to wielka święta?
Świadkowie zapewniają, że początkowo nie różniła się od innych niczym. Może z wyjątkiem jednej rzeczy - niezwykłej pobożności i wielkiego daru modlitwy. Już krótko po objawieniach jej modlitwa była niezwykle skuteczna: niejaka pani Dolores, właścicielka farmy w Valado, gdzie Łucja spędziła przed wyjazdem do Lizbony kilka dni, pisała do wizjonerki w dniu 4 grudnia 1919 r., że jej chora służąca Ana "ma się dzięki Bogu lepiej. I ona i ja dziękujemy ci, bo Matka Najświętsza wysłuchała twoich modlitw". To samo twierdziła przełożona nowicjatu w 1925 r., wyznając w liście do przełożonej, że dzięki modlitwom Siostry Łucji "otrzymała wielkie łaski"!
Jej modlitwa zawsze była niezwykle skuteczna. Kiedy w Coimbrze trwały trudne remonty klasztoru i trzeba było odbudować mury otaczające klauzurę, Siostra Łucja "prosiła Matkę Najświętszą, by sama znalazła rozwiązanie problemu i obiecała postawić figurę Jej Niepokalanego Serca w ogrodzie". Matka Boża szybko przyszła z pomocą, "ściany zostały odbudowane, a w ogrodzie stanęła dwumetrowej wysokości figura". Siostra Łucja miała zwyczaj chodzić tam, by w wolnych chwilach odmawiać u jej stóp Różaniec, śpiewać, wznosić ku niebu dłonie w postawie błagania.
Już jako młoda dziewczyna zdołała oczyścić pole swego serca z większości wad i słabości. W 1925 r. przełożona nowicjatu, komentując wyznanie Siostry Łucji, że "otrzymała tu od Matki Najświętszej wielką łaskę", napisała uwagę: "A ja w to nie wątpię, bo ta dziewczyna ma w sobie tak wielką cnotę i tyle prostoty, że może zachwycić nawet samą Matkę Najświętszą!".
Jej receptę na osiągnięcie świętości ujawnił w 2000 r. Jan Paweł II: "Zapewniam was, że większy czyni się postęp przez krótki czas posłuszeństwa i uległości wobec Maryi niż przez całe lata osobistych wysiłków, podejmowanych wyłącznie własnymi siłami".
Co znaczą tajemnicze litery "J.M.J.", którymi rozpoczynała wszystkie listy?
Oznaczają one "Jezus, Maryja, Józef". Te trzy litery pokazują, że dla Siostry Łucji istniał jeszcze jeden ważny patron: Oblubieniec Najświętszej Maryi Panny, ukazany podczas cudu słońca w październiku 1917 r., święty, który, jak podkreśla Niebo, jest potrzebny współczesnym czasom.

Jakie były najważniejsze objawienia w jej życiu?
Poza sześcioma objawieniami w Fatimie i siódmym, dodatkowym, też w Fatimie oraz dwoma objawieniami uzupełniającymi przesłania z Fatimy (Pontevedra - 1925 r., i Tuy - 1929 r.) było jeszcze kilka ważnych dla Siostry Łucji spotkań z Maryją. Pierwsze z nich miało miejsce w 1923 roku. Siostra Łucja pisała: "26 sierpnia 1923 r. Matka Najświętsza znów mnie nawiedziła. Powiedziała, że zgodziła się być moją prawdziwą Matką w Niebie, ponieważ zostawiłam z miłości do Niej swą matkę na ziemi. Raz jeszcze zaleciła modlitwy i ofiary za grzeszników, mówiąc, że wielu jest potępianych, bo nie mają nikogo, kto by składał za nich ofiary i modlił się za nich". Nawet spowiednik nie miał pojęcia o sierpniowym objawieniu. Ale zauważył, że Siostrę Łucję ożywia wielkie pragnienie ratowania grzeszników. Pisał: "Wigilia św. Jana. W pobliżu wielkie, popularne święto w Kryształowym Pałacu. Zaczynają się pokazy sztucznych ogni. Inne uczennice udały się na wysoką werandę, z której wszystko dobrze widać. Ale Łucja wie, że w sąsiedztwie jest ateista chemik, który umiera i nie chce się wyspowiadać ani przyjąć ostatnich sakramentów. Wrażliwe serce religijne młodej dziewczyny cierpi. Dlatego postanawia nie oglądać pokazu fajerwerków i przekonuje swe towarzyszki, by uczyniły tak samo, składając tę ofiarę - mały kwiatek - Matce Najświętszej za umierającego człowieka. Zdołała przekonać do tego wszystkie swe przyjaciółki".

Jaka była Siostra Łucja na co dzień?
To był zwykły człowiek. Zwykły na zewnątrz, niezwykły w ukryciu serca. Jak głosi motto Karmelu: "Na zewnątrz jak każdy inny, w środku jak nikt inny!". Współsiostry wspominają: "Mogłaby myśleć, że skoro Niebo udzieliło jej tylu nadzwyczajnych doświadczeń, nie powinna żyć zwykłym życiem, lecz znajdować się na innej orbicie. Nic w tym rodzaju!".
Była świętą, ale świętą prawdziwą. Miała swój charakter, własną osobowość. Nie była bezwolna - choć posłuszna. Błyszczała dowcipem, była pełna wigoru, głośno się śmiała, lubiła śpiewać i opowiadać historie z dzieciństwa. Im bliżej dnia odejścia, tym była radośniejsza: "Pod koniec życia jej serce stało się lekkie" - wspominają karmelitanki z Coimbry. Miała pamięć tak świetną, że niektórzy nazywali ją fotograficzną. Pod koniec życia ta cecha dotyczyła tylko objawień, resztę zaczynał pokrywać mrok starości: "Gdy w grę wchodziły orędzia z Nieba, jej pamięć była doskonała jak zawsze".
Miała się za nic. "Kiedy przychodzili do niej najwięksi ludzie tego świata i najważniejsze osobistości Kościoła, powtarzała: 'To z powodu Matki Najświętszej'. Rozmawiała z kardynałami i książętami z tą samą prostotą i naturalnością, z jaką gawędziła z naszym ogrodnikiem...". "Wszystko dla niej wydawało się proste - była uosobieniem prostoty - była w pełni czysta".

Podobno była bardzo wrażliwa na ludzką biedę...
Tak czyniła już jako dziecko. Ograniczmy się do jednego przykładu. Kiedy w szkole w Porto wybuchła grypa i wiele dziewcząt mogło umrzeć, zdecydowano, by wszystkie chore uczennice zostały namaszczone. Jedna z nich, Miquelina, nie chciała, bała się bowiem, że tym samym potwierdzi gotowość na śmierć, a chciała żyć. Ona jedna umarła. Kiedy jej matka przyjechała na pogrzeb, zapytana przez Łucję o powód płaczu, powiedziała, że poza bólem po stracie dziecka, nie ma pieniędzy na powrót do domu. Łucja, sama bardzo uboga, "zdjęła z uszu duże pierścienie (tak je opisywała), jakie przywiozła z domu, i dała kobiecie, polecając, by spieniężyła je u jubilera"...
Znamy drugi podobny fakt. "Pewnego dnia uczennice z Vilar poszły na spacer w pola rozciągające się za miastem. Siostra Łucja również poszła. Po drodze dziewczynki spotkały biedną kobietę, która zaczęła prosić je o jałmużnę. Co one jednak mogły jej dać? Nic! Niektóre z dzieci same były tak ubogie jak ta żebraczka! Wstyd, ale nie mogły jej pomóc. Wizjonerka, poruszona do głębi, w spontanicznym geście zdjęła złote kolczyki i wręczyła je ubogiej kobiecie". Pisała w 1942 r., że dla siebie nie chce niczego.

Nie była przykładem "biernej świętej"...
Siostra Łucja była pełna radości życia i zawsze tryskała energią. Uwielbiała na przykład jazdę konną. Jeszcze jako uczennica w Porto "wybierała najsilniejszego konia i pędziła na nim galopem, podczas gdy jej przyjaciółka przerażona wołała: 'Uważaj, byś nie upadła'. Popędziwszy na szczyt wzgórza, zawracała, by znaleźć przyjaciółkę niemal w tym samym miejscu, zawołała ją i znów puściła się galopem".
Mieszkając w Vila Nova de Gaia prowadziła swe wychowanki na spacery. Po drugiej stronie ulicy szli naigrywający się z nich chłopcy, śpiewając: "Siostry Miłosierdzia, pum, pum, pum. Żyją w żółtym domu, pum, pum, pum!". "Pewnego dnia Siostra Łucja zamieniła się miejscami z siostrą, tak że znalazła się po tej samej stronie co chłopcy. Kiedy gromada się zbliżyła, złapała jednego z nich i zaczęła walić w niego jak w bęben w rytm muzyki, jaką śpiewali. To był koniec zabawy! Potem, ilekroć chłopcy się zbliżali, by zacząć, a któryś z nich ujrzał siostrę, która otrzepała ich z kurzu, ostrzegał swych kumpli, mówiąc: 'Nie, nie te'".
Podobny przykład znajdujemy w relacji świadka wczesnych lat Siostry Łucji, matki Martins, doroteuszki. Wspominała ona: "Uczennice z Vilar miały w zwyczaju wychodzić w czwartki i niedziele na spacery poza teren klasztoru. Na początku wizjonerka zawsze pozostawała w domu, w końcu jednak również zaczęła wychodzić, najpierw sporadycznie, potem za każdym razem, zauważyła bowiem, że brak świeżego powietrza zaczyna odbijać się na jej zdrowiu.
Pewnego dnia poszły do lasu. Po drodze napotkały gromadkę dziewczynek, które wychowywała ulica. Te zaczęły naśmiewać się z uczennic i ich mundurków. Jedna z nich była odważniejsza niż inne i zaczęła nawet rzucać w ich stronę kamienie. Wizjonerka natychmiast pozostawiła swe towarzyszki, odważnie podeszła do wrogiej grupy (która natychmiast zaczęła się rozchodzić) i stanęła oko w oko z biedną dziewczyną, która wciąż jeszcze trzymała w ręku kilka kamieni. Zaczęła coś do niej mówić. Te słowa słyszała jedynie winowajczyni. Opuściła głowę, wypuściła z dłoni kamienie i cicho, zawstydzona, odeszła!".
Czy dodać jeszcze, że owa ulicznica sama stała się niebawem podopieczną sióstr doroteuszek?

Była dowcipna...
Kiedyś, jeszcze jako uczennica w Porto, będąc na spacerze, "spotkała jakichś ludzi idących w stronę klasztoru. Zapytali ją, jak się dostać do klasztoru, w którym żyje wizjonerka z Fatimy. Grzecznie pokazała drogę, dodając, że o tej porze wizjonerki może nie być w domu. Mając nadzieję, że spotkają ją może gdzieś na ulicy, zapytali, jak wizjonerka wygląda. 'Mniej więcej tak jak ja' odpowiedziała i ruszyła dalej".

Miała marzenia...
Zawsze chciała wstąpić do Karmelu, ale w tamtych czasach w Portugalii pozostały tylko "użyteczne" zgromadzenia, jak doroteuszki, u których uczyła się w szkole w Porto. "Nosiła się nawet z myślą nauczenia się francuskiego, by wstąpić do klasztoru w Lisieux! Jednak w tamtych czasach nie było łatwo uczyć się języków!".
Chciała zostać misjonarką w Afryce. Ponieważ było to niemożliwe, ewangelizowała Czarny Kontynent w inny sposób. Robiła dla misjonarzy setki, tysiące różańców, które na jej prośbę wysyłano do Afryki. Robiła je w każdej wolnej chwili, z wielką gorliwością i dbałością. W listach wiele razy dopominała się o lepszy drut, by jej różańce były mocniejsze.

Jaka była jej główna cnota?
Przede wszystkim była posłuszna. Jej sekret to posłuszeństwo woli Bożej. Było ono tak głębokie, że o. Luis Kondor, spowiednik Siostry Łucji, myślał nawet, żeby zrobić film, którego byłoby jedynym tematem.
Jej postawę wyraża list z 10 października 1943 r.: "Niech się dzieje Jego wola. Nie proszę Go o zdrowie ani o chorobę, o życie ani o śmierć. Niech ześle mi to, co się Mu najbardziej podoba. On wie, w jaki sposób sprawię Mu najwięcej radości i oddam najwięcej chwały. To jedyna rzecz, o jakiej myślę...".
Wolę Bożą widziała w życzeniach swych przełożonych. Kiedy zdawało się jej, że to, czego domaga się Kościół, nie zgadza się z tym, czego żądał Bóg, oddawała się modlitwie. Wiemy, że Bóg udzielał jej przez Maryję odpowiedzi, czasem poprzez objawienia. Tak było na przykład 2 stycznia 1944 r., kiedy wizjonerka leżała chora w infirmerii, a Matka Najświętsza ukazała się jej "na ścianie naprzeciwko korytarza, jaki łączy pokoje matki Meirelas i matki Cabral". Wówczas ukazała się po to, by potwierdzić, że nasz Świadek Fatimy powinien spisać trzeci sekret.
Wincenty Łaszewski


Wizjonerka, prorokini i żertwa ofiarna

Na czym polegała misja Siostry Łucji? Co mamy o niej myśleć? Czego się od niej spodziewać? Siostra Łucja była z pewnością największą wizjonerką w historii Kościoła. Była również prorokinią, bowiem jej rozmowy z Jezusem i z Matką Najświętszą dotyczyły przede wszystkim przyszłości. Była też całopalną żertwą za świat. Spalała się za grzeszników, ratując ich od śmierci wiecznej.


Mówimy o niej, że była Wizjonerką, która dostępowała łaski objawień Matki Najświętszej nie przez kilka chwil czy kilkanaście spotkań, ale przez 88 długich lat. Święty Grzegorz Cudotwórca widział Matkę Najświętszą raz, Katarzyna Laboure rozmawiała z Maryją dwa razy, św. Bernadetta Soubirous aż osiemnaście. Ale nawet święta z Lourdes nie spotykała się z Niepokalaną dłużej niż kilka miesięcy. A Siostra Łucja? Ilu dostąpiła łask objawień? Kilku tysięcy? Tyle, a może jeszcze więcej zawarło się w latach 1917-2005, w okresie jej życia, kiedy była wizjonerką. Na co dzień była prowadzona za rękę przez Niebo, a Matka Najświętsza była dla niej kimś równie rzeczywiście obecnym jak inne współsiostry z klasztorów, w których mieszkała: w Tuy, w Pontevedrze, Coimbrze. Już jako dziecko biegała z rodzinnego domu na miejsce objawień do Cova da Iria, bo tam czuła namacalnie obecność Maryi. Jakby Bóg obdarzył ją szczególną wrażliwością na dotyk Nieba. I nas ono raz po raz dotyka, nie czujemy jednak tego przez naszą grubą skórę, w której uaktywniliśmy komórki czuciowe tylko na bodźce tego świata. Siostra Łucja odwrotnie: była wrażliwa na nadprzyrodzoność, to, co ziemskie, odczuwała jakby w tle swego życia w zjednoczeniu z Bogiem.
Lepiej znała drogi Nieba, niż my znamy drogi ziemi. Z perspektywy Nieba spoglądała na wydarzenia naszej historii, znając prawdę o nich lepiej niż wszyscy badacze historii. Wiemy, że znane jej były fakty, o których nie mogła usłyszeć za murami klasztoru. Chyba rzeczywiście przemawiało do niej samo Niebo, które pochyla się przecież nad każdym zakątkiem świata i widzi wszystko. To dlatego z uwagą słuchali jej biskupi, kardynałowie, papieże. A ona, zupełnie nieświadoma swej wielkości, do końca pozostała prostą, zwykłą zakonnicą.
I dlatego dziś mówimy o niej, że sama już stała się uczestniczką tych wizji, które oglądała tyle razy w doczesnym życiu. Naśladowała Maryję i poszła Jej drogą: kiedyś przez życie, dzisiaj przez wieczność.
Sam Jezus uczył Jej maryjnej drogi. Gdy u początku swego życia zakonnego nie mogła pogodzić się z myślą, że ją, która pięknie haftowała i dobrze się uczyła, siostry doroteuszki uczyniły kandydatką do drugiego chóru, do sióstr służebnych, skarżyła się: "Miałam wykonywać najbardziej niskie obowiązki i być służącą na każde skinięcie i zawołanie innych sióstr. Czułam się smutna, choć bardzo się starałam, nie umiałam wyzbyć się tych myśli. Kiedy byłam zjednoczona z Matką Bożą, zdawało mi się, że ktoś mówi do mnie i pyta: 'Czy przyniosłabyś więcej radości Matce Najświętszej, gdybyś wyszywała te złote hafty, które były dla Niej, niż teraz, gdy masz wykonywać tak poniżające prace?'". I usłyszała słowa Jezusa, który "wówczas przemówił do mego serca, zapewniając, że będę bardzo szczęśliwa, kiedy będę mogła z radością podejmować trudy jak Matka niebieska. Powiedział mi: 'Słuchaj, moja córko, moja Matka Najświętsza też doskonale wiedziała, jak haftować, ale z miłości do mnie zostawiła naukę i poszła służyć w swym domu. Zamiatała, cerowała ubrania męża, swoje i moje, i nigdy już nic nie wyszyła. Upokorzyła się, a teraz jest wywyższona. Pragnij być jak Ona, oddaj się temu z radością i zadowoleniem, a pewnego dnia ci to wynagrodzę'". To dlatego mówimy, że uniżona z Maryją za życia, po śmierci razem z Nią została wywyższona.

Mówimy też o niej, że była Prorokinią.
I znowu podkreślamy niezwykłość jej misji prorockiej, która trwała praktycznie tyle samo, co powołanie Siostry Łucji jako wizjonerki. Bowiem jej rozmowy z Jezusem i z Matką Najświętszą dotyczyły przede wszystkim przyszłości. Fatimska prorokini widziała drogę, którą kroczy świat, i znała wydarzenia, jakie czeka ludzkość. Więcej, znała "drogi objazdowe", pozwalające ominąć nieuniknione wojny i nieodwołalne katastrofy.
Mrocznych zapowiedzi przekazywanych przez Siostrę Łucję było wiele. Są wśród nich: druga wojna światowa, opanowanie wielu krajów przez komunizm, czasy męczeństwa, zamach na Ojca Świętego, przede wszystkim jednak wojna atomowa, która miała wybuchnąć w latach osiemdziesiątych i zniszczyć świat. To ostatnie proroctwo zostało uchylone dzięki poświęceniu świata Niepokalanemu Sercu Maryi przez Ojca Świętego Jana Pawła II.
Tak, nie zapadłby nad historią mrok, gdyby ludzkość stawiała na swej drodze światła oddania się Niepokalanemu Sercu Maryi. Te kilka lamp, jakie zapalili biskupi portugalscy, ta jedna pochodnia, jaką postawił we współczesnych dziejach naszego Narodu kard. August Hlond, poświęcając nas Niepokalanemu Sercu Maryi w 1946 r., to wielkie światło, jakie zapalił Jan Paweł II w Rzymie w 1984 r., poświęcając Niepokalanemu Sercu Rosję i cały świat - w kręgu tych świateł działy się cuda! Ale ludzie nie umieją się uczyć z cudownych lekcji historii i dziś kroczą w ciemnościach, w których króluje zło...
Zupełnie w innym miejscu znajdowałby się świat, gdyby ludzkość słuchała głosu Siostry Łucji. Jej ojczyzna - Portugalia - posłuchała dwukrotnie, przez co uniknęła wojny domowej, która zniszczyła sąsiednią Hiszpanię, a zachowując neutralność, uniknęła grozy drugiej wojny światowej i nie stała się kolejnym krajem opanowanym przez komunizm. To na życzenie Siostry Łucji naród portugalski poświęcił się Niepokalanemu Sercu Maryi. Czy nie warto było jej słuchać?
A przecież owoce poświęcenia w Portugalii miały być zaledwie przykładem łask, które staną się udziałem innych krajów zawierzających swe losy Niepokalanemu Sercu. Pierwsza sprawdziła prawdziwość tych słów nasza Ojczyzna. Cóż z tego jednak, że Bóg dał nam cud zachowania wolności narodowej i wolności wiary, kiedy drugi raz, stając w obliczu kolejnych zagrożeń, nie sięgnęliśmy po "znak Siostry Łucji"?
I Polska też mogła być dziś zupełnie inna. Byłaby już teraz miejscem zwycięstwa Niepokalanego Serca Maryi...
To Siostra Łucja wyznaczała światu drogę w XX stuleciu, zapowiadając kolejne warunkowe wydarzenia, jak konflikty zbrojne, przewroty, czasy głodu i prześladowań, czasy oczyszczenia i kary Bożej. Pokorna zakonnica uparcie wzywała świat do otrząśnięcia się ze zła, jednocześnie ogłaszając, że nawet gdy pozostawimy Boga samemu sobie i nie będziemy z Nim współpracować, to Bóg i tak powoli zrealizuje wszystkie swe zamiary pokoju. Wskazywała drogę swemu narodowi, kolejnym papieżom, mówiła też o Europie. Przekonywała, że jeden naród ma wpływ na dzieje całego świata. Pisała na przykład: "Jeśli rząd portugalski w zjednoczeniu z hierarchią Kościoła ustanowią dni karnawału dniami modlitwy i pokuty z publicznymi modłami na ulicach (...) ściągniemy na siebie i Europę łaski pokoju!". Czy trzeba dodawać, że Siostra Łucja pisała te słowa w 1940 r., na początku drugiej wojny światowej, która wcale nie musiała trwać kolejne lata i przynieść z sobą ludzkości tyle łez i nieszczęść?
Są przesłanki, by twierdzić, że Siostra Łucja wiedziała coś na temat przyszłych losów Polski... Prorokowała o wielkiej roli naszego Narodu, który nie wyrzeknie się wiary i ocali ją dla zagubionego świata. Ale też mówiła o czasach próby, o czasach świadectwa i czasach katakumb...
Spisać jej proroctwa to mozolna praca, tak ich wiele. Duża ich część już się spełniła, niektóre zostały "ominięte" dzięki modlitwom i ofiarom ludzi wsłuchujących się w jej wołanie. Inne proroctwa leżą jeszcze przed nami. Są one warunkowe, ale - może wbrew naszym oczekiwaniom - wcale nie mroczne. Pod koniec życia Siostra Łucja widziała już na horyzoncie światło pokoju, zwycięstwo dobra, kres cywilizacji walczącej z religią i tradycją.
Kiedyś Rosja nienawidziła fatimskiego orędzia i walczyła z nim wszelkimi sposobami. Dziś boi się go współczesna bezbożna cywilizacja, słyszy w nim bowiem zapowiedź swego rychłego upadku. To dlatego raz po raz jesteśmy świadkami ataku na Fatimę i prób marginalizacji roli Siostry Łucji. Jak się o niej dzisiaj mówi? Jej rolę ogranicza się do bycia jedną z wizjonerek, którym Maryja objawiła się w 1917 roku. Mediom wydaje się, że wówczas Matka Boża nic jeszcze nie mówiła o grzechach współczesnego świata i że nie zapowiadała upadku współczesnej "cywilizacji bez Boga". Miała mówić o komunizmie, a ten jest już, ich zdaniem, tylko domeną badań historycznych, tym samym słowa Matki Najświętszej mówią już tylko o przeszłości. I choć nie jest to zdanie w pełni prawdziwe, przerażonym władcom tego świata śpi się lepiej, kiedy Siostra Łucja to tylko "wizjonerka z Fatimy". Ale Siostra Łucja jest czymś więcej. Jej słowa wyznaczają drogę dzisiejszym pokoleniom.

Mówimy też o Siostrze Łucji, że była całopalną żertwą za świat.
Spalała się za grzeszników, ratując ich od śmierci wiecznej. W 1942 r. poświęciła się Bogu w tej intencji w sposób formalny.
Siostra Łucja była wewnętrznie niezwykle silna. Nie istniały dla niej granice, których nie można by przekroczyć. Sięgała po najwyższe szczyty, aż po ślub doskonałości i dalej - po oddanie się Bogu jako całopalna żertwa za grzeszników. Chciała ratować poszczególnych grzeszników: "Jest we mnie przemożne pragnienie, by sprawić radość dobremu Panu i Niepokalanemu Sercu naszej najukochańszej Matki niebieskiej, dając Im dusze, wiele dusz, przez ofiarowanie Im siebie i kochanie Ich w zastępstwie ludzi, którzy ani Im nie służą, ani Ich nie kochają".
Chciała także zmieniać bieg historii świata. Tak pisała o drugim motywie oddania się Bogu na całopalną żertwę: "Motyw, jaki mną kierował, to pragnienie przebłagania Boskiej Sprawiedliwości tak smutnej z powodu grzesznego życia większości mieszkańców Portugalii i całej Europy; by zobaczyć, że zamiast oczyszczenia, jakie przywołują ludzie swą niewdzięcznością na tyle otrzymanych łask, otrzymają oni od Boskiej Sprawiedliwości dar Pokoju i Miłosierdzia".
Na dzień złożenia siebie w ofierze wizjonerka wyznaczyła 17 lutego 1942 roku. Wówczas obchodzono Dzień Karnawału, czas, kiedy "świat tak bardzo odsuwa się od Boga". I z dniem 17 lutego 1942 r. jej życie uległo niewidocznej dla ludzi zmianie. Pisała: "Moja ofiara została złożona. Jestem szczęśliwa, widząc, że Bóg nie zapomina mnie oczyszczać i spala mnie, przetapiając w naczyniu cierpienia".
Jakie to były cierpienia? Tego nie wiemy. Raz wspomniała, że Pan zażądał od niej "czegoś, co było bardzo trudne dla jej natury". W cierpieniu towarzyszyła jej radość, że może ocalić od śmierci wiecznej kolejnych grzeszników: "Poprosiłam, bym mogła ofiarować siebie jako żertwę, obiecując nigdy w niczym Mu się nie przeciwstawiać, ofiarowując się w każdy sposób, o jaki On mnie poprosi - dla zbawienia dusz".
Trudności i krzyże, które na nią spadały, były dla niej bezcenne, miały wszak wartość tak wysoką, że mogły ratować dusze przed piekłem! Dlatego pisała o nich: "To skarb, którego nie zamieniłabym na nic na świecie".
Siostra Łucja wiedziała, że cierpienie może mieć wielką wartość. Ale nie musi. Otrzymywała wiele listów, z których dowiadywała się o "ogromie bólu, w którym żyje ludzkość". Czytając je, bolała z powodu tych cierpień, ale nie tylko dlatego, że na świecie jest tyle nieszczęścia. Był ważniejszy powód: to cierpienie było marnotrawione. "Jak wielkim bólem - wyznawała wizjonerka - napełnia mnie myśl o tylu cierpieniach znoszonych bez zasługi".
A wykorzystać można każde cierpienie, wszystkiemu można nadać niebieski sens! Kiedyś dźwigała z inną siostrą ciężkie dachówki. Trzeba je było wciągnąć z podwórza na wysoki strych. Siostra Łucja na koniec dnia powiedziała z uśmiechem: "Jeśli Pan Jezus ocalił wszystkie dusze, o które prosiłam, to dziś ocalił wiele". - Jak wiele? - Prosiłam o uratowanie jednej za jedną dachówkę".
Mówimy, że Siostra Łucja jest dziś wielkim drogowskazem dla świata. Ona wyznacza nowe standardy życia. Jest wzorem i nauczycielką dla milionów ludzi, którzy w modlitwie, wyrzeczeniu i ofierze odnajdują prawdziwy sens i radość swego życia.
Wincenty Łaszewski
0 Komentarzy ˇ 224 Czytań ˇ Drukuj


Ciekawe? Skopiuj odnosnik do tej strony i podaj dalej




Komentarze - za ich treść redakcja nie odpowiada
Brak komentarzy.
Wyraz swoje zdanie
Dodawanie komentarzy czasowo niedostępne
Oceny
Proszę wybrać swoją ocenę:
Brak ocen.
Wyszukiwarka


Ojciec Profesor Mieczysław Albert Maria Krąpiec OP

Matka Boża z Lourdes


13 MAJA


Matka Boża Fatimska


Cytat
  Sytuacja świata współczesnego ujawnia nie tylko takie przeobrażenia, które budzą nadzieję na lepszą przyszłość człowieka na ziemi, ale ujawnia równocześnie wielorakie zagrożenia, i to zagrożenia sięgające dalej niż kiedykolwiek w dziejach. Nie przestając odsłaniać tych zagrożeń przy różnych sposobnościach (jak np. wystąpienia w ONZ, UNESCO, FAO i inne), Kościół musi rozważać je równocześnie w świetle prawdy, jaką otrzymał od Boga. Jan Paweł II
Szkoły katolickie w Polsce
on


CYKL: Księża niezłomni

Księża niezłomni: Niezłomny w walce o religię w szkole
Księża niezłomni: Kapłan z "agentury imperializmu"
Księża niezłomni: Ofiara dwóch totalitaryzmów
Księża niezłomni: Pod czujnym okiem bezpieki Ksiądz arcybiskup Walenty Dymek (1888-1956)
Księża niezłomni: Dni chwały i cierpienia
Księża niezłomni: "Bójcie się ludzi obojętnych" Ojciec Honoriusz Stanisław Kowalczyk OP (1935-1983)
Księża niezłomni: Pod sztandarem Wspomożycielki Wiernych
Księża niezłomni: Nie za "funty i dolary" pełnił swą posługę...
Księża niezłomni: Zasłużony w ratowaniu Żydów skazanych na zagładę
Księża niezłomni: Ukarany za udział w wojnie z bolszewikami w 1920 roku? Ksiądz Antoni Walocha (1889-1945)
Księża niezłomni: Życie urozmaicone
Księża niezłomni: "Bądź wola Twoja"
Księża niezłomni: Śmiertelna ofiara "nieznanych sprawców"
Księża niezłomni: Świadek Bożego miłosierdzia
Księża niezłomni: Czynieniem dobra podbijał serca wiernych Ks. Dominik Kostial (1899-1974)
Księża niezłomni: Skazany za walkę o niepodległość Polski
Księża niezłomni: Duszpasterz diecezjalny wobec wyzwań czasów PRL Ksiądz biskup Jan Gurda (1920-1993)
Księża niezłomni: Kapłan na trudne czasy
Księża niezłomni Ojciec duchowny kapłanów i wiernych
Księża niezłomni: "Krew męczenników była nasieniem chrześcijan" Ks. Józef Górszczyk (1931-1964)
Księża niezłomni: Kapłan wierny Bogu i Ojczyźnie Ks. Tadeusz Witkoś (1906-1987)
Księża niezłomni: Nauczyciel i wychowawca
Księża niezłomni: Więzień w sprawie "szpiegowskiej" ks. bp. Czesława Kaczmarka Ks. prof. Józef Rybczyk (1912-1983)
Księża niezłomni: Kapelan AK i działacz WiN
Księża niezłomni: Duszpasterz na miarę komunistycznych czasów
Księża niezłomni: Więziony za mówienie prawdy o PRL
Księża niezłomni: Na pograniczu dwóch światów
Księża niezłomni: Więziony w sprawie ks. bp. Czesława Kaczmarka
Księża niezłomni "Zwyczajny" ksiądz
Księża niezłomni: Więziony za "szeptaną propagandę"
Księża niezłomni: Bronił niezależności Kościoła Ksiądz biskup Stanisław Kostka Łukomski (1874-1948)
Księża niezłomni: Wyjątkowy rektor Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego
Księża niezłomni: Więzień kultu Najświętszego Serca Pana Jezusa
Księża niezłomni: W posłudze charytatywnej Kościoła Ks. Marian Łuczyk (1912-1955)
Księża niezłomni: Wychowawca młodzieży, liturgista, patriota Ks. Edward Gielniewski (1893-1963)
Księża niezłomni: Więziony za obronę katechezy w szkole - Ks. Antoni Kowalski (1905-1963)
Księża niezłomni: Więziony za "próbę obalenia władzy ludowej" - Ks. Józef Dąbrowski (1912-1968)
Księża niezłomni: "Kolega" Prymasa Wyszyńskiego - Ks. Jan Wiącek (1900-1973)
Księża niezłomni: Więziony za "szpiegostwo". Ks. Jan Danilewicz (1895-1965)
Księża niezłomni: Oskarżony o działalność antypaństwową Ksiądz Romuald Błaszczakiewicz (1897-1973)
Księża niezłomni: Nazywano go zdrajcą...
Księża niezłomni: Dwukrotny więzień Mokotowa. Ks. Mieczysław Połoska (1896-1981)
Księża niezłomni: Starty dla Boga i Ojczyzny - Ks. Władysław Gurgacz (1914-1949)
Księża niezłomni: Więziony przez sowieckich i polskich komunistów - Ks. Leon Musielak SDB (1910-1998)
Księża niezłomni: Obrońca Chrystusowego krzyża
Księża niezłomni: Świadek prześladowań ks. bp. Czesława Kaczmarka
Księża niezłomni: Wierny Bogu i Stolicy Apostolskiej Błogosławiony biskup Jozafat Kocyłowski (1876-1947)
Księża niezłomni: Kapłan od "gaszenia pożarów" w diecezji - Ks. Marian Cygankiewicz (1913-1986)
Księża niezłomni: W starciu z działaniami UB i MO - Ksiądz hm. Stanisław Kurdybanowski (1914-1981)
Księża niezłomni: Niezłomny franciszkanin Ojciec Wit Nowakowski OFMConv. (1912-2004)
Księża niezłomni: "Prowadzi działalność godzącą w podstawowe interesy PRL"
Księża niezłomni: Aresztowany za to, że był księdzem - Ksiądz Paweł Komborski (1913-1998)
Księża niezłomni: Więzień i duszpasterz więźniów PRL Ksiądz Zbigniew Gadomski (1921-1993)
Księża niezłomni: Męczennik tajemnicy sumienia.Ksiądz Piotr Oborski (1907-1952)
Księża niezłomni: "Pogłębiać waśnie, ustawicznie kompromitować"
Księża niezłomni: Przeszedł czyściec na ziemi
Księża niezłomni: Kapłan wierny Chrystusowi i Ojczyźnie - o. Rufin Franciszek Janusz, bernardyn
Księża niezłomni: Prześladowany za obronę swego biskupa Ks. Henryk Peszko (1910-1988)
Księża niezłomni: Nieugięty wobec zła - Ksiądz biskup Tadeusz Błaszkiewicz
Księża niezłomni: Lubelski Popiełuszko czasów bierutowskich Ks. Jan Szczepański (1890-1948)
Księża niezłomni: Musimy wystąpić w obronie praw narodu
Księża niezłomni Ksiądz Paweł Kontny (1910-1945)- dusz zastrzelony pasterz
Księża niezłomni Ksiądz Roman Zelek (1893-1975)- duszpasterz i społecznik
Księża niezłomni: Ksiądz biskup Szczepan Sobalkowski (1901-1958)
Księża niezłomni: Obrońca świętości rodziny Ksiądz Stanisław Ziółkowski (1904-1946), zastrzelony na ulicy przez funkcjonariusza MO
Księża niezłomni: Opiekun sierot
Księża niezłomni: Cierpiący świadek Chrystusa
Księża niezłomni: Rozmiłowany w Bogu, niestrudzony w służbie człowiekowi
Księża niezłomni: Gdy odwaga kosztowała
Księża niezłomni: Idąc za popędem miłości Ojczyzny
Księża niezłomni: "Jeżeli głoszenie Słowa Bożego jest przestępstwem, będę popełniał je dalej"
Księża niezłomni: Całym sercem służył Bogu i ludziom
Księża niezłomni: Nikomu nie odmawiał posługi
Księża niezłomni: Więziony za obronę dzieci poczętych - Ojciec Krzysztof Kotnis
Księża niezłomni: Ksiądz Zygmunt Kaczyński 1894-1953
Księża niezłomni: Ostatni akord nieznanych sprawców
Księża niezłomni Zawsze oddany Kościołowi - Ks. Stanisław Bogucki (1907-1996)
Księża niezłomni: Nigdy nie okazał strachu
Księża niezłomni: Wierny towarzysz w cierpieniu - Ksiądz arcybiskup Antoni Baraniak
Księża niezłomni: Ciche bohaterstwo - Losy księdza Wita Brzyckiego
Księża niezłomni: Godnie przeżył swój czas
Księża niezłomni: Skazany za gorliwość kapłańską
Księża niezłomni: Idź w stronę przeciwną
Księża niezłomni: Wstępując w ślady Mistrza
Księża niezłomni: Krew kapłańska. Śledztwo i śmierć księdza Józefa Fudalego
Księża niezłomni: Tajemnica śmierci ks. Romana Kotlarza
Księża niezłomni: Za kratami Mokotowa i Wronek
Księża niezłomni: Odważny obrońca Jasnej Góry o. Kajetan Raczyński
Księża niezłomni: Ksiądz Stefan Niedzielak - ostatnia ofiara Katynia
Księża niezłomni: Król Kaszubów
Księża niezłomni: Wierzbicka wojna z biskupem Piotrem Gołębiowskim
Księża niezłomni: Ksiądz Władysław Findysz - niezłomny świadek wiary
Księża niezłomni: Męczeństwo ks. Jerzego Popiełuszki
Księża niezłomni: Heroiczne życie ks. Adolfa Chojnackiego
Księża niezłomni: Odwaga księdza infułata Wojciecha Zinka
Księża niezłomni: Z życia do życia
Księża niezłomni: Ksiądz Kazimierz Jancarz - kapelan "Solidarności"
 
Serwis funkcjonuje dzięki:
www.naszdziennik.pl
Informacje 2006 - 2007


Wybory do sejmu / Biznes Informacje / Blog polityczny / Tani hosting / Pizzerie
198046 Unikalnych wizyt
P H P - F u s i o n and M a t o n o r . d e
Wielcy zapomniani: Kazimierz Michałowski | Ernest Malinowski | Zofia Kossak-Szczucka | Jan Matejko
Władysław Mickiewicz | Wacław Gasiorowski | Kornel Makuszyński | Aleksander Fredro
Ksiadz Prymas Jan Łaski | Ksiadz Prymas Jan Paweł Woronicz | Ks. abp metropolita Eugeniusz Baziak
Ksiadz arcybiskup metropolita Bolesław Twardowski | Ksiadz kapelan Jan Leon Ziółkowski
Jan Kasprowicz | Leopold Staff | Ferdynand Goetel | Jan Szczepanik | Ludwik Kubala | Mieczysław Gębarowicz
Wojciech Kętrzyński | Władysław Bełza | Artur Grottger | Antoni Małecki | Eugeniusz Romer | Jan Nepomucen Kamiński
Marian Hemar | Karol Szajnocha | Julian i Alfred Zachariewiczowie | Rudolf Weigl | Stefan Banach | Kornel Ujejski
Wincenty Pol | Witold Szolginia | Artur Oppman | Karolina Lanckorońska | Henryk Arctowski | Aleksander Kamiński


Wymiana Banerów Stron Chrzescijańskich Komputery