Homilia księdza biskupa Ignacego Deca, ordynariusza świdnickiego, wygłoszona 2 lutego 2008 r. w kaplicy Sióstr Loretanek w Warszawie z okazji 10-lecia "Naszego Dziennika"; Ml 3, 1-4; Hbr 2, 14-18; Łk 2, 22-32
1 Przesłanie Liturgii Słowa święta Ofiarowania Pańskiego
Liturgia dzisiejszego święta w zapisie ewangelicznym przywołuje nam ważne wydarzenie z wczesnego dzieciństwa Jezusa. Dziecię Jezus ma dopiero 40 dni życia. Zostało już powitane w Betlejem przez pasterzy, znalezione przez Mędrców ze Wschodu. Maryja z Józefem, posłuszni Prawu Mojżeszowemu, przynoszą Je do jerozolimskiej świątyni. Na oczach ludzi dokonują aktu ofiarowania Bogu narodzonego Dziecięcia.
Bardzo nas ujmuje sceneria tego zdarzenia, tego ofiarowania. Ewangeliczny zapis wskazuje na szczególnego świadka i uczestnika tego świętego obrzędu. Jest nim starzec Symeon, człowiek prawy i pobożny, człowiek pełen Ducha Świętego, człowiek wielkiego i cierpliwego oczekiwania.
a) Chrystus światłem na oświecenie pogan
To właśnie on, biorąc Boże Dziecię na ręce, wypowiedział do Boga Izraela słowa o doniosłej treści: "Teraz, o Władco, pozwól odejść słudze Twemu w pokoju, według Twojego słowa, bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, któreś przygotował wobec wszystkich narodów, światło na oświecenie pogan i chwalę ludu Twego Izraela" (Łk 2, 32). Słowa te, wypowiedziane pod natchnieniem Ducha Świętego, były tak ważne i tak aktualne, że znalazły się w ustach modlącego się Kościoła. Uczniowie Chrystusa od tamtego niemal czasu zwracają się nimi do Pana Boga każdego dnia przed udaniem się na spoczynek w modlitwie na zakończenie dnia. W słowach tych ciągle potwierdzamy, że Chrystus jest zbawieniem wszystkich narodów, że jest światłością na oświecenie pogan, czyli światłością wszystkich ludzi.
Byśmy tej prawdy tak łatwo nie tracili z oczu, Kościół stawia nam świece na ołtarzach. Przy palących się świecach sprawujemy święte obrzędy Eucharystii. One nam przypominają, że Chrystus jest naszą światłością.
Świece przynosimy dziś do świątyni. Łączymy je także, w to święto, z Maryją, jako że nie ma Chrystusa bez Maryi. Nie ma Bożego Narodzenia bez Maryi, nie ma ofiarowania Pańskiego bez Maryi, nie ma ofiary Krzyża bez Maryi, nie ma Eucharystii bez Maryi, nie ma i naszej dzisiejszej liturgii bez Maryi.
b) Chrystus znakiem sprzeciwu
Powróćmy jeszcze do zdarzenia ofiarowania. Symeon powiedział tam jeszcze inne ważne, prorocze słowa, które skierował do Maryi: "Oto ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu" (Łk 2, 34-35). Sprawdziły i sprawdzają się te prorocze słowa. Maryję stojącą pod Krzyżem przeszył miecz boleści, a Chrystus w każdym pokoleniu dla jednych jest mocą do powstania i powodem do chluby, a dla innych staje się znakiem sprzeciwu i powodem do upadku.
Warto przypomnieć, że te ostatnie słowa: "znak, któremu sprzeciwiać się będą", obrał sobie kard. Karol Wojtyła za motto rekolekcji wygłoszonych przed Ojcem Świętym Pawłem VI w Watykanie w marcu 1976 roku.
Po przypomnieniu zdarzenia ofiarowania Pańskiego w świątyni chcemy je teraz odnieść i jakoś zaaplikować do naszego dzisiejszego życia. Tę aktualizację ograniczmy w tej chwili do dzieła, któremu na imię "Nasz Dziennik".
2 "Nasz Dziennik" światłem na polskiej ziemi i znakiem sprzeciwu
Nietrudno zauważyć, że "Nasz Dziennik" wraz z Radiem Maryja i Telewizją Trwam, a także innymi mediami katolickimi, uczestniczy w dziele ewangelizacji zapoczątkowanej przez starca Symeona. Na łamach tego pisma, niemal w każdym numerze, Chrystus jest ukazywany jako światło na oświecenie narodów i przez to także staje się znakiem sprzeciwu dla tych, którzy lękają się blasku prawdy i wolą żyć i działać w ciemności.
Patrzymy dziś na dziesięć lat ukazywania się "Naszego Dziennika", jedynego dziś dziennika w naszym kraju, który nie funkcjonuje na mocy obcego kapitału i przez to zachowuje niezależność ideową. Stara się być jedynie zależny od prawdy, czerpanej z Ewangelii i prawego sumienia.
Patrząc na to dzieło z perspektywy dziesięciu lat, w kontekście wydarzeń polityczno-społecznych i religijnych w naszym kraju, w Europie i świecie, trzeba uznać, że jest to dla nas wielki dar Bożej Opatrzności, dar na miarę potrzeb obecnego czasu w naszej Ojczyźnie.
Pan Bóg zawsze obdarzał nas hojnie w historii odpowiednimi ludźmi i wyposażał w odpowiednie narzędzia do promowania i obrony prawdy i dobra. Nie sięgajmy daleko w historię. Popatrzmy na czasy najnowsze. W czasach niewoli narodowej, oprócz bohaterów powstań, dał nam w Kościele wspaniałych zakonodawców, a w kulturze - wspaniałych poetów, pisarzy, artystów, mistrzów pióra, pędzla i dłuta. Na progu niepodległości byli znakomici mężowie stanu (Wincenty Witos, Józef Piłsudski, Ignacy Paderewski, Roman Dmowski). W latach nocy okupacyjnej, czasu deptania godności człowieka, błysła gwiazda św. Maksymiliana. Po drugiej wojnie światowej, gdy rządzący odwrócili się tyłem do Kościoła, gdy przyłożyli rękę do ateizacji, dał nam Pan Bóg wielkiego Prymasa Tysiąclecia, dał nam wczorajszego solenizanta i jubilata, ks. abp. Ignacego Tokarczuka. Dał nam ks. kard. Karola Wojtyłę, którego wyniósł na Stolicę Piotrową w Rzymie i uczynił głosicielem i obrońcą prawdy: obrońcą Boga i człowieka w wymiarach całego Kościoła i świata. Jego głos prawdy przezwyciężył siłę komunistycznego kłamstwa i fałszu. Zanim jednak runął mur berliński i rozpadł się blok krajów socjalistycznych, potrzebna była danina męczeństwa, by przekonać ludzi o wartości prawdy i prawdziwej miłości Kościoła i Ojczyzny. Złożył ją polski kapłan ks. Jerzy Popiełuszko.
Gdy padł na ziemię zraniony prawdą komunizm, gdy zaczęto głośno mówić, że komunistyczna wizja świata jest czystą utopią i przyczyniła się do unieszczęśliwienia tak wielu ludzi, na arenie Europy i Polski pojawił się nowy upiór - ideologia liberalistyczna i libertyńska. Gdy nieco wyschło komunistyczne źródło kłamstwa, nabrało większej żywotności źródło postmodernizmu i liberalizmu, które także serwuje zafałszowany obraz człowieka, społeczeństwa i świata. Jest to nowa utopia, której weryfikacja może także kosztować wiele cierpień i nieszczęść.
W międzyczasie, dzięki nauce i technice narodziły się sprawniejsze, szybsze i rozleglejsze środki komunikacji myśli, słowa. Na rynku medialnym pojawił się internet. Niezwykle usprawnił się system elektronicznego przekazu informacji. Pomnożyły się tytuły prasowe. Przybyło kanałów i stacji telewizyjnych oraz rozgłośni radiowych. Zaczęła się istna walka o wpływ na media. Weszły w grę wielkie pieniądze, często zagraniczne. Uważni i krytyczni obserwatorzy szybko zauważyli, że w niektórych mediach nie chodzi już o prawdę, ale o to, by "dołożyć" ideowym przeciwnikom, by także - niestety - podjąć batalię z wartościami chrześcijańskimi i w ten sposób kontynuować walkę z Kościołem. Obniżył się znacznie etos dziennikarzy, którzy zaczęli wyprzedzać się w zabiegach zasłaniania, ukrywania, a nie odkrywania prawdy.
W czwartkowym numerze "Naszego Dziennika", z 31 stycznia br., jeden z redaktorów napisał: "(...) w dzisiejszych czasach mówienie prawdy i tylko prawdy, czy jej konsekwentna obrona, nie jest najważniejszą z kwalifikacji, jakich oczekujemy od polityka. Medialne wystąpienia i telewizyjne 'szoł' mają raczej na celu umiejętne ukrywanie prawdziwych powodów decyzji albo służą usprawiedliwianiu działań całkowicie złych i szkodliwych".
W takiej oto sytuacji Opatrzność Boża postawiła wśród nas Ojca Tadeusza Rydzyka, który doszedł do przeświadczenia, że nauczający Kościół w Polsce trzeba wzmocnić nowymi narzędziami ewangelizacji. Sama bowiem ambona dla biskupów i kapłanów, a także szkolna sala lekcji religii, katechezy nie wystarczą w zasiewie prawdy na roli, na której jest tyluż siewców kąkolu.
Czyż w demokratycznym państwie, gdzie obowiązuje wolność słowa, nie trzeba było stworzyć szerszej palety mediów katolickich, które by niosły do serc i umysłów ludzkich prawdę Chrystusa i Kościoła?
Jakże trzeba dziękować Panu Bogu, że dał nam taki dar na trudny czas zagospodarowywania odzyskanej wolności, na czas budowania cywilizacji prawdy i miłości, cywilizacji życia i ewangelicznego braterstwa. Tym darem są: Radio Maryja, Telewizja Trwam, "Nasz Dziennik", Wyższa Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu. Tym darem są także pozostałe media katolickie, głównie ogólnopolskie tygodniki i miesięczniki czy regionalne katolickie rozgłośnie radiowe.
W ostatnim czasie w "Naszym Dzienniku" znalazło się tyleż wzruszających świadectw o roli tego pisma w życiu tak wielu wiernych, poczynając od ks. bp. Wiesława Meringa z Włocławka, a kończąc na wypowiedziach najmłodszych Czytelników. W dniach jubileuszu dziesięciolecia mamy naprawdę za co dziękować Panu Bogu.
Przypomnijmy, że "Nasz Dziennik" ma tak wielkie zasługi dla naszego Kościoła i Narodu. "Nasz Dziennik" towarzyszył Ojcu Świętemu Janowi Pawłowi II w dwóch ostatnich pielgrzymkach do Ojczyzny - w roku 1999 i 2002. W roku 2000, Wielkiego Jubileuszu Chrześcijaństwa, znajdowaliśmy w "Naszym Dzienniku" sprawozdania z pielgrzymek różnych stanów i grup społecznych do Wiecznego Miasta. "Nasz Dziennik" towarzyszył chorobie, śmierci i pogrzebowi Ojca Świętego Jana Pawła II. Taką samą troską i miłością otoczył następcę Jana Pawła II, Ojca Świętego Benedykta XVI. To jedynie w "Naszym Dzienniku" mogliśmy znaleźć na bieżąco homilie i przemówienia, jakie Papież wygłaszał w czasie pamiętnej pielgrzymki do naszej Ojczyzny w maju 2006 roku. I tak jest do dziś.
Gdyby nie było "Naszego Dziennika", nie mogłyby się ukazywać mądre i odważne teksty o. prof. Mieczysława Alberta Krąpca, ks. prof. Czesława Bartnika, ks. prof. Jerzego Bajdy czy prof. Jerzego Roberta Nowaka. Chętnie są czytane na ostatniej stronicy felietony: Stanisława Michalkiewicza, Jana Marii Jackowskiego, Józefa Szaniawskiego, Wojciecha Reszczyńskiego czy Marka Czachorowskiego.
"Nasz Dziennik" przynosi nam aktualne, najnowsze informacje z życia Kościoła powszechnego i Kościoła w naszej Ojczyźnie. Przybliża nam nauczanie Ojca Świętego. Informuje nas także o najważniejszych wydarzeniach z życia politycznego, a także sportowego.
Redakcji należy wyrazić uznanie i wdzięczność za odwagę, za trzymanie się linii Episkopatu, za szacunek i miłość do Kościoła i do Ojczyzny. Możemy powiedzieć, że "Nasz Dziennik" uczy nas zdrowej religijności i zdrowego patriotyzmu.
Mówiąc o zasługach tego pisma, nie można nie wspomnieć o ciągle ponawianych atakach na "Nasz Dziennik" i inne media i dzieła stworzone przez Ojca Tadeusza. Media te stały się dzisiaj dla niektórych "znakiem sprzeciwu". Niektórzy głowią się od lat, jak by tu zniszczyć te media, włącznie z "Naszym Dziennikiem".
Dziś, w dziesiątą rocznicę ukazywania się tego dziennika, modlimy się, aby niechętni mu ludzie otrzymali od Boga łaskę zrozumienia, że dzieło Chrystusa, niesione dziś przez Kościół, w tym także przez media katolickie, nie niesie nikomu zagrożenia, że trzeba wyzbywać się strachu Heroda. Nie usuwajmy Chrystusa z życia publicznego, z mediów. Z Nim, z Jego Ewangelią, będzie się nam lepiej żyć, doznamy już tu, na ziemi, uroku życia.
Zadufanym w swoje zasoby finansowe, zapatrzonym w swoich bogatych mocodawców i przekonanym o swojej potędze medialnej, warto przywołać przed świadomość walkę Goliata z Dawidem. Niech pamiętają, po czyjej stronie jest Bóg i kto ostatecznie zwycięża.
3 Słowo do redakcji "Naszego Dziennika"
Droga i szanowna Pani Ewo, redaktor naczelna "Naszego Dziennika", szanowni pracownicy i współpracownicy Redakcji. Wraz z wami dziękujemy dziś Panu Bogu za dar naszego pisma dla Kościoła w Polsce. Prosimy także o Boże błogosławieństwo na dalsze lata pracy ewangelizacyjnej.
W dniu jubileuszu dziękujemy także wam za służbę prawdzie, za odwagę. Dziękujemy za składanie świadectwa przed Bogiem, przed Kościołem i przed Narodem. Dziękujemy za ukazywanie Chrystusa jako światłości świata. Dziękujemy za ukazywanie działalności Ojca Świętego, za regularne zamieszczanie tekstów jego homilii i katechez środowych. Dziękujemy za komentarze do bieżących wydarzeń z życia Kościoła. Dziękujemy za drukowanie tekstów naszych pasterzy, homilii biskupów i kapłanów. Dziękujemy za relacje z uroczystości religijnych i sympozjów teologicznych. Dziękujemy za teksty patriotyczne, ukazywanie naszych narodowych bohaterów, niezłomnych sylwetek kapłanów i wiernych świeckich. Dziękujemy za obronę wartości religijnych i narodowych. Dziękujemy za demaskowanie mitów i komentarze do aktualnych wydarzeń z życia społeczno-politycznego. Dziękujemy za wszystko.
Do wdzięczności dołączamy życzenia obfitości Bożego błogosławieństwa. Wyrażam je słowami Ojca Dyrektora: "Alleluja i do przodu", "Alleluja i pod prąd". A korzystając z języka dzisiejszej Ewangelii, życzymy, by "Nasz Dziennik" rósł i nabierał mocy, napełniał się mądrością i by łaska Boża spoczywała na nim. Amen.
|