Homilia JE księdza biskupa Antoniego Dydycza na 145. rocznicę wybuchu Powstania Styczniowego, Drohiczyn, 27 stycznia 2008 r.
1. Nawrócenie drogą do niepodległości
Wspominając 145. rocznicę wybuchu Powstania Styczniowego, odwołujemy się do dzisiejszej Ewangelii, która nam przypomina wezwanie Syna Bożego: "Nawracajcie się, albowiem bliskie jest Królestwo Niebieskie". A nieco dalej czytamy, że Apostołowie, podejmując misję swego Mistrza, głosili "Ewangelię o Królestwie, lecząc wszelkie choroby i wszelkie słabości wśród ludu". Oba te zdania wprowadzają nas w klimat styczniowego zrywu wolnościowego, mówiąc jednocześnie o tym, co trzeba robić, aby taki zryw mógł doprowadzić do nadejścia królestwa, także tego o ziemskich wymiarach.
Trzeba leczyć wszelkie choroby i wszelkie słabości wśród ludu. Tak mówi Ewangelia, a pamięć o upadku Powstania wskazuje na to, że widocznie nie leczono chorób, wszelkich chorób i wszelkich słabości. A ponieważ mówimy tutaj o ziemskim królestwie, to znaczy, że nie leczono chorób i słabości drążących nasze społeczeństwo, wszystkie warstwy społeczne, czyli wszystkie stany. Niektóre z tych chorób pamiętały jeszcze wiek XVIII, inne słabości mogły zaistnieć dopiero w czasach niewoli. Już wtedy nasi ciemięzcy umieli korumpować Naród, posługując się przysłowiową marchewką.
W tym kontekście jest zrozumiały ból Stefana Żeromskiego i innych pisarzy, lękających się, aby naszych praojców nie rozdziobały "kruki i wrony". Z nową więc mocą, w oparciu o tamte doświadczenia powraca biblijne wezwanie, abyśmy leczyli nasze choroby i nasze słabości.
2. Jedność nie do zastąpienia
Wśród tych chorób, które znane były przed Powstaniem i które w poważny sposób osłabiły jego powodzenie, najgroźniejszymi były: ogólne rozbicie, czyli brak zgody. O tym pisze św. Paweł: "Upominam was, bracia, w imię Pana Jezusa Chrystusa, abyście byli zgodni i by nie było wśród was rozłamów; byście byli jednego ducha i jednej myśli". Taka zgoda, jeden duch i jedna myśl są możliwe tylko wówczas, gdy odwołamy się do Krzyża Chrystusowego, gdy będziemy pamiętali, że to w tym znaku zostaliśmy ochrzczeni.
Niestety, nie wszyscy o tym pamiętali, a poglądy lansowane przez ówczesne media były często podobne do tych, z którymi spotykamy się dzisiaj. Wielu zaś myślało, że francuskie rewolucje, karbonariuszowskie ideologie - będą w stanie dopomóc Polakom w wybiciu się na wolność. Dzisiaj już wiemy, że to był błąd. Widać to także we francuskich wydarzeniach, gdy na naszych oczach ta ongiś potęga morska i kulturowy sztandar Europy słabnie i blednie wyjątkowo szybko.
W obliczu jakże ważnej sprawy nie stać było naszych poprzedników na zawarcie zgody, na podjęcie wspólnych działań, na pełne zaangażowanie się w walkę o niepodległość. A nie zabrakło i takich, którzy stanęli po stronie caratu.
Kosy i broń palną, a zwłaszcza donos kierowali przeciwko powstańcom. Nie dziwi nas ból Kornela Ujejskiego:
"Z dymem pożarów, z kurzem krwi bratniej,
Do Ciebie, Panie, bije ten głos,
Skarga to straszna, jęk to ostatni,
Od takich modłów bieleje włos".
I chociaż przez lata śpiewano "Chorał" Korneliusza Ujejskiego, to jednak słabość ludzka, a niekiedy zwyczajne tchórzostwo stale dawały i dają o sobie znać.
Okazuje się, jak dobrze znał polską duszę Ojciec Święty. To przecież On w "Bracie naszego Boga" mówi: "W Każdym z nas tkwi człowiek wymienny jak pieniądz i człowiek niewymienny, najgłębszy, wiadomy tylko sobie samemu".
I my teraz pochylmy się nad tym drugim człowiekiem, zawsze pamiętając o tym, co jest w nas, co nas przybliża do człowieka wymiennego jak pieniądz i człowieka niewymiennego, tego najgłębszego, znanego nam samym, bo obok jedności zewnętrznej niezbędna jest jedność wewnętrzna, w nas trwająca, aby odnieść pełne zwycięstwo.
3. Ku naszym powstańcom
Powstanie Styczniowe wybuchło na przełomie dwóch epok kulturowych: romantyzmu i pozytywizmu. Tak było w Polsce, natomiast w wielu krajach europejskich pozytywizm już dogorywał. To zderzenie kulturowe daje się zauważyć w dwojakości nastawienia do samego wybuchu Powstania Styczniowego, do jego przebiegu, a zwłaszcza do pytania, czy Powstanie to było potrzebne? Wiele zależy od tego, jakim językiem posługujemy się w pisaniu i mówieniu o tym, co się zaczęło styczniową nocą.
Jan Paweł II w książce "Przekroczyć próg nadziei" pisze o tej sprawie: "Wraz z cofaniem się przeświadczeń pozytywistycznych, myśl współczesna dokonała postępu w coraz pełniejszym odkrywaniu człowieka, uznając między innymi wartość języka metaforycznego i symbolicznego" (Lublin, 1994, s. 45).
Ten język jest widoczny w literaturze powstańczej i o Powstaniu, ale w sposób wyjątkowy przemawia w malarstwie Artura Grottgera. Jego obraz "Widzenie" pokazuje nam kobietę w łachmanach, z kajdanami, w czeluściach syberyjskiej kopalni, która w czasie modlitwy widzi Matkę Bożą, Królowę Polski z Częstochowy. Kobieta ta dostrzega blask Światła i Pocieszenia. Jej wiara się umacnia. Jej nadzieja podnosi ją z kolan.
Z pomocą śpieszy poezja, zwłaszcza modlitewna. Oto fragmenty "Modlitwy z zesłania":
"Widzimy Cię, Matko, jak przez węgla bryły
Idziesz ku nam jasna i wyciągasz dłonie,
Wzrokiem koisz rany, które już krwawiły,
I ocierasz z potu perlące się skronie. (...)
Nie gardź nami, Matko, choć na nas łachmany,
poszarpane, brudne, częste z krwi śladami,
choć z nas sobie szydzą, żeśmy 'polskie pany',
Królowo 'szachtiorów', opiekuj się nami" ("Niedziela", nr 2, 2008, s. 35).
"Szachtior" to po prostu górnik. I do takich prac najczęściej kierowano powstańców, względnie ludzi sprzyjających powstańcom. W tamtych czasach była to robota pełna zagrożeń. Ale właśnie i tam dawało się odkryć człowieka.
4. Czy warto było?
Skutkiem Powstania Styczniowego, w takim ludzkim wymiarze, była śmierć tysięcy młodych ludzi, zsyłki na Sybir albo ucieczka na Zachód, zniesienie jakiejś autonomii Królestwa Kongresowego, wzmożony ucisk narodowy i religijny. Car dekretem z dnia 8 listopada 1864 roku skasował w Królestwie 114 klasztorów, pozostawiono jedynie 35 klasztorów "etatowych". Zostało skazanych na wygnanie trzech biskupów diecezjalnych, w tym arcybiskup warszawski bł. Zygmunt Szczęsny Feliński. Tysiące rodzin pozbawiono majątków, przekazując je na rzecz carskich urzędników albo Cerkwi prawosławnej.
Ale czy to wszystko? Czy warto było nocą z 22 na 23 stycznia 145 lat temu wyruszyć do lasów, uciekając przed branką? Wielu współczesnych Powstaniu było negatywnie nastawionych do jego wybuchu, ale potem zmieniło zdanie. Liczni jednak do końca pozostali krytyczni w stosunku do niego. Większość natomiast światłych Polaków poparła Powstanie. Wątpliwości co do jego sensu wciąż trwają. Podzielają je historycy. A co mówią ci, którzy dostrzegają jednak coś pozytywnego w kolejnym zrywie niepodległościowym?
Powstanie przyczyniło się do obudzenia i umocnienia świadomości narodowej. Zaborcy bowiem wszystko robili, aby uśpić czujność Polaków i różnymi metodami, zwłaszcza ofertą awansów nakłaniać do szybszej asymilacji. I niestety, w wielu wypadkach to się udawało. Byli przecież i tacy, którzy mówili: mamy rodziny, trzeba jakoś żyć, a dzieci mają prawo do awansu społecznego!
Powstanie bardzo wyraźnie postawiło sprawę narodowości. Powstanie stało się apelem nawołującym do pamięci i szacunku dla własnej tożsamości. I dlatego nie można mówić jedynie o klęsce Powstania. Klęska dotyczyła wyłącznie płaszczyzny wojskowej. Trzeba zaś mówić, że wygrała Ojczyzna, zakorzeniona i odradzająca się w umysłach i sercach.
Prześladowania najmocniej dotknęły duchowieństwo, mieszczaństwo i szlachtę. Rządy zaborcze szukały przeróżnych sposobów, aby nie tylko zlikwidować Powstanie, ale żeby też osłabić jego pozytywne oddziaływanie na Naród. Odwoływały się do opinii międzynarodowej, domagano się wreszcie potępienia Powstania ze strony Stolicy Apostolskiej. Pisał o tym Romuald Traugutt w odezwie do Narodu: "Oto już drugi rok u Ojca Świętego proszą rządy zaborcze, aby nas, Polaków, potępił, a on, jako Dobry Pasterz, takiej niesprawiedliwości uczynić nie chce i nie czyni, ale owszem, modlić się za nas każe, czym jej pewniejszą pomoc wyjedna".
A na wieść o represjach Papież bł. Pius IX w "Invito sacro" zarządził modlitwę i procesję ulicami Rzymu w intencjach Narodu Polskiego. Pisał o tym kard. Costantino Patrizi Naro: "Jest wyraźną wolą Ojca Świętego, aby szczególnie modlono się za nieszczęśliwą Polskę, którą z boleścią widzi wydaną w tej chwili na łup tylu mordów i krwi przelewu".
5. Świętość i patriotyzm zeszły się razem
Czasy zaborów były dla Narodu Polskiego latami zmagania się o wolność, godność i tożsamość narodową. Rozumieli to ludzie wielkiego ducha, a przede wszystkim twórcy kultury, a więc pisarze, malarze, kompozytorzy, a nawet wynalazcy. Byli w pełni tego świadomi ludzie święci. Niemało spośród nich uczestniczyło bezpośrednio w Powstaniu Styczniowym. Od dawna czynione są starania o beatyfikację Romualda Traugutta. Kanonizowany został przez Jana Pawła II wojenny dowódca powstańczy na Wileńszczyźnie - św. Rafał Józef Kalinowski. Jako oficer carski był świadkiem egzekucji generała Zygmunta Sierakowskiego. Wcześniej służył w Brześciu, a potem poprosił o dymisję z wojska i przyłączył się do powstańców. Ujęty przez Rosjan - został skazany na śmierć, którą potem zamieniono na 18 lat katorgi. Po zwolnieniu z zesłania nie mógł wrócić w strony rodzinne, udał się do Krakowa, razem z innym przywódcą powstańczym z Lubelszczyzny - ojcem Wacławem Nowakowskim, kapucynem. Święty Rafał wstępuje do Karmelu i gorliwie pracuje nad jego odrodzeniem.
W homilii kanonizacyjnej Jan Paweł II powie, że św. Rafał "jest jednym z tych, którzy ten kruszec wolności Polaków szczególnie uszlachetnili, jednym z tych, którzy pozostawili nam najwspanialsze dziedzictwo".
Tenże sam Papież podczas beatyfikacji kolejnego powstańca, późniejszego Brata Alberta Chmielowskiego, obecnie kanonizowanego, podkreślił, że "Brat Albert od wczesnych lat życia rozumiał tę prawdę, że miłość polega na dawaniu duszy, że miłując, trzeba życie swoje oddać".
Prześladowania carskie musiał znosić przez wiele lat bł. Honorat Koźmiński, kapucyn, pierwszy Podlasianin wyniesiony na ołtarze. Natomiast 80-letni ks. Stanisław Siemaszko żywcem został pogrzebany przez carskich żołnierzy za to, że udzielił sakramentów świętych konającemu powstańcowi. Powieszony został ks. Antoni Mackiewicz na kowieńskim placu, w Warszawie zaś obok cytadeli o. Agrypin Konarski, kapucyn i kapelan oddziałów Langiewicza; o. Maksym Tarejwa w Koninie, a w Sokołowie Podlaskim podobnie ginie ostatni powstańczy dowódca ks. gen. Stanisław Brzóska i jego adiutant Franciszek Wilczyński.
6. Ofiara nie idzie na marne
Ewangelia dzisiejsza przypomina nam powołanie apostołów. Na wezwanie Pana Jezusa "natychmiast" albo "zaraz" zostawiali wszystko i szli za Nim, aby uczestniczyć w głoszeniu Ewangelii, "lecząc wszelkie choroby i wszelkie słabości wśród ludu". I dlatego ich wybór okazywał się niesłychanie owocny. Zresztą te owoce są wciąż świeże, my z nich też korzystamy. Bohaterowie Powstania Styczniowego opuszczali swoje domy i rodziny na wezwanie stale dającej o sobie znać - Polski. Wielu z nich oddało swoje życie. Tylko jeden z Apostołów zmarł śmiercią naturalną. Nie dziwmy się więc temu, co się działo dziewiętnaście wieków potem. Pozostaje w mocy pytanie: czy my chcemy leczyć się z naszych chorób i naszych słabości? Jeśli tak, to warto było nocą z 22 na 23 stycznia dać początek Powstaniu!
A tych, którzy cierpieli i oddali swoje życie, Bóg pełen Miłosierdzia niech z otwartymi ramionami przyjmie na wieczną wartę!
|