Homilia JE ks. bp. Pawła Sochy, wygłoszona podczas Eucharystii pogrzebowej w intencji zamordowanego śp. ojca Władysława Polaka CSsR, Serby, 19 stycznia 2008 r.
W imieniu nowego ks. bp. Stefana Regmunta, ks. bp. Adama Dyczkowskiego i swoim własnym oraz całej rodziny diecezjalnej łączę się w modlitwie i bólu z rodzinami okrutnie zamordowanego ks. proboszcza Władysława Polaka i gospodyni Heleny Rogali, z rodziną zakonną Ojców Redemptorystów, którego członkiem był ks. Władysław, i z całą wspólnotą parafii pw. Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Serbach.
Szczególne okoliczności, w jakich przeżywamy pożegnanie śp. księdza proboszcza Władysława i naszej siostry w Chrystusie śp. Heleny sprawiają, że nasza modlitwa jest tym żarliwsza. Padli oni ofiarą zbrodniczej napaści na plebanię.
Wydarzenie, jakie rozegrało się na plebanii w Serbach 12 stycznia wieczorem, jest zbrodnią, która przemawia do naszych sumień, do naszych umysłów i serc.
Najpierw uczy nas, do czego zdolny jest człowiek pozbawiony odniesienia do Boga, człowiek bezbożny, człowiek bez sumienia, człowiek okradziony z miłości, a naładowany wrogością, a nawet nienawiścią. Kiedy zamiast Boga, miłości człowiek na pierwszym miejscu stawia siebie, dobro materialne, chęć użycia, i to bez pracy, kiedy został naszpikowany nienawiścią do Boga i Kościoła, i tych, którzy mu służą. Wówczas bliźni, a zwłaszcza wierzący w Boga, nie jest już bratem, siostrą, ale przedmiotem, który należy wykorzystać dla własnej korzyści.
Cywilizacja bezbożna, barbarzyńska uważała zawsze człowieka za zwierzę obdarzone rozumem, dlatego zdolne do rozwoju naukowego i technicznego. Dlatego jest on tym bardziej niebezpieczny i trzeba szukać sposobów, by móc panować na bliźnim. Filozofia Sartre'a z powiedzeniem "piekło to inni" wydawała i wydaje zawsze te same owoce: pogardę dla człowieka, szczególnie słabego i bezbronnego, i kult siły, przemocy, pieniądza, sławy, panowania i wszystkiego, co byłoby znakiem ubóstwiania siebie.
Wydarzenia w Ciosańcu i w Serbach uczą nas, jak konieczna jest cywilizacja miłości. Tę cywilizację przyniósł nam na ziemię Chrystus Pan, a raczej przywrócił nam przez swoją Boską miłość. Jezus Chrystus przyniósł nam nową kulturę ducha. On pierwszy wydał samego siebie za nasze grzechy. Sam doświadczył wrogości, przemocy okrucieństwa ludzkiego w biczowaniu, cierniem koronowaniu, wyśmianiu, wyszydzeniu, dźwiganiu krzyża i ukrzyżowaniu. Wszystko to w tym celu, aby uświadomić nam, jak straszny jest grzech ludzkiego egoizmu, pychy, chciwości, seksu, żądzy panowania. Jak straszny jest człowiek bez Boga.
Chrystus umiłowawszy swoich, do końca ich umiłował. To cywilizacja miłości miłosiernej przebaczającej. Dlatego modlimy się za zabójców o ich opamiętanie i nawrócenie, o to, by poznali zaćmienie sumienia, by wpuścili światło prawdy i miłości Chrystusowej do tych sumień i życiem pokutnym naprawili swój grzech zbrodni morderstwa.
Gorliwy kapłan
Kim był Ksiądz Władysław? Najlepiej moglibyście powiedzieć wy, drodzy parafianie. Służył wam bowiem przez 17 lat. Pozwólcie jednak, że powiem to, co wiem z obserwacji życia i praktyki waszego księdza proboszcza jako biskup, który odwiedzał tę parafię i ją wizytował.
Jest synem duchowym św. Alfonsa Liguoriego, założyciela zakonu Ojców Redemptorystów. A charyzmatem wszczepionym synom duchowym tego świętego jest głoszenie Ewangelii duchowo opuszczonym i ubogim poprzez misje i rekolekcje, zgodnie z hasłem: "Obfite u Niego Odkupienie" (Ps 129, 7).
Ksiądz Władysław pracował w Głogowie w parafii św. Wawrzyńca, od lutego 1985 r. do czerwca 1990 roku. Po tragicznej śmierci o. Władysława Kantora (1991 r.), który był pierwszym proboszczem tej parafii, utworzonej w 1989 r. przez ks. bp. J. Michalika, ks. Władysław Polak objął posługę proboszcza w waszej parafii 15 sierpnia 1991 roku. Pracował więc pośród was blisko 16,5 roku.
Stanął wobec trudnego zadania dokończenia rozpoczętej budowy nowego domu parafialnego z obszernymi salkami. Posługiwał w Serbach i Goli Drzewieckiej, dbając usilnie o renowacje i konserwacje kościołów, a także o piękno ich otoczenia.
O gorliwości świadczy fakt, że w tak małej parafii odprawiał aż cztery Msze św., by wiernym jak najbardziej przybliżyć Boga i umożliwić udział we Mszy św. niedzielnej i świątecznej. Bardzo sumiennie prowadził księgi parafialne i rozliczenia finansowe wobec swojego zakonu i wobec kurii biskupiej.
Przede wszystkim jednak dbał o rozwój duchowy i żywą wiarę w waszych sercach. Gromadził na modlitwę różańcową i zachęcał do odmawiania tej modlitwy, rozbudowując róże różańcowe do pięciu. Dbał o duchową formację ministrantów i lektorów. Troszczył się, by dobrze funkcjonowały schola i chór parafialny. Dla troski o potrzebujących założył parafialny zespół Caritas. Zabiegał o formację duchową starszych i ich ducha apostolskiego, zakładając Akcję Katolicką, a także Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży, które równocześnie pełniło funkcję grupy teatralnej, uświetniającej ważniejsze uroczystości kościelne. Chciał włączać do współpracy i odpowiedzialności za parafię wiernych świeckich i dlatego powołał Parafialną Radę Duszpasterską i Parafialną Radę Ekonomiczną.
Gorliwy spowiednik w duchu charyzmatu św. założyciela św. Alfonsa Liguoriego, kaznodzieja i katecheta, wierny sługa Chrystusa i powierzonych mu wiernych. Właśnie wracał z posługi duszpasterskiej, ze spotkania z wiernymi, z bliskimi współpracownikami należącymi do grup parafialnych, by stanąć oko w oko demoniczną duchowością ludzi uprawiających kult siły, przemocy, okrucieństwa.
Od lat posługująca proboszczowi p. Helena Rogala duchowo towarzyszyła w pracy duszpasterskiej przez posługę oddanej dla sługi Bożego gospodyni. Umiała zdobyć sobie przyjaźń parafian życzliwością i skromnością, gdyż wszystko, co czyniła, było dokonywane w imię Boga i dla dobra Kościoła świętego. Towarzyszyła duszpasterzowi Władysławowi nie tylko w trosce o dom parafialny i kościół, ale także ofiarą okrutnej, męczeńskiej śmierci.
W Liturgii Słowa czytaliśmy urywek z listu do Rzymian z 8. rozdziału. Urywek ten czyta się w formularzu Mszy św. o męczennikach. W wydarzeniu z 12 stycznia w Serbach również mamy do czynienia ze współczesną formą męczeństwa. Kapłani i osoby świeckie pomagające duchownym wielokrotnie narażają się na przejawy nienawiści, napady, rabunki. Wojujący ateiści w Polsce wmawiają bowiem społeczeństwu, że księża są bogaczami, że gromadzą kapitały i kosztowności. Nagonka na duchownych wydaje owoce podobne jak kiedyś prowadzona przez rzecznika prasowego nagonka na ks. Jerzego Popiełuszkę i wielu innych zamordowanych bestialsko księży. Każdy, kto jest zamordowany z powodu jego wiary i służby Bogu, staje się męczennikiem, upodabnia się do samego swojego Mistrza Jezusa Chrystusa, który umiłowawszy swoich, do końca ich umiłował.
Pytałem księdza proboszcza z Ciosańca, czy nie boi się sam mieszkać na plebanii po kolejnych napadach na plebanię i okrutnym zamordowaniu pani, która przychodziła z domu, by napalić w czasie jego nieobecności. Odpowiedział: "Pan Bóg podarował mi życie, dlatego chcę być Chrystusowi wierny do końca". Podobnie wierni świeccy nadal chcą służyć swoim pasterzom i bronić ich przed napaściami ludzi naszpikowanych nienawiścią i wrogością do Boga i Jego świętego Kościoła.
Ponieśli śmierć męczeńską
Nad nienawiść silniejsza jest miłość do Chrystusa Pana i wiernych. Święty Paweł, który doświadczył na sobie nieskończonej miłości miłosiernej Boga, woła: "Jeśli Bóg jest z nami, to któż przeciwko nam?". A mówi to o Jezusie Chrystusie, który "umiłowawszy nas, do końca nas umiłował...", "poniósł za nas śmierć, co więcej - zmartwychwstał, siedzi po prawicy Boga i przyczynia się za nami".
Ogarnięty miłością do Chrystusa i wiernych św. Paweł poniósł śmierć męczeńską. Oddał życie. Oddać życie za kogoś, jak Chrystus je oddał za nas i nasze grzechy, jak św. Maksymilian Kolbe oddał za życie Gajowniczka, to oznacza nie umrzeć, ale oddać życie ziemskie, by zyskać pełnię życia w zmartwychwstaniu i życiu wiecznym. Tak wierzyli śp. ks. Władysław i śp. Helena. Nie umarli. Oddali życie ziemskie, by zyskać pełnię życia, jakie otrzymali na chrzcie św. i które karmili słowem Bożym i Eucharystią.
W Chrystusie bowiem, wraz z sakramentem chrztu, zaczęło się nowe życie. I oto padając pod ciosami napastników, morderców, nasi drodzy ks. Władysław i p. Helena dali ostatnie na tej ziemi świadectwo temu życiu, które było w nich. Śmierć cielesna go nie zniszczy. Śmierć oznacza nowy początek tego życia, które jest z Boga, które staje się naszym udziałem przez Chrystusa, za sprawą Jego śmierci i zmartwychwstania.
Ginie więc ks. Władysław i p. Helena. Ich martwe ciała pozostają zatopione w przelanej, męczeńskiej krwi. A śmierć niewinnych zdaje się odtąd głosić ze szczególną mocą tę prawdę, którą wypowiada Psalmista: "Pan jest moim dziedzictwem, Pan jest moim przeznaczeniem. To On mój los zabezpiecza" (por. Ps 16, 5).
Swoją wiarą dają oni świadectwo, że życie jest mocniejsze od śmierci.
W obliczu okrucieństwa, ludzkiego zła, grzechu pychy i śmierci nie pozostajemy bez nadziei. Jan Paweł II w 2002 r. dał nam lekcję wiary w życie wieczne, gdy śpiewającym "sto lat" pod oknem na Franciszkańskiej powiedział: "Jest tylko jedna rada, to jest Pan Jezus. Jam jest Zmartwychwstanie i życie, to znaczy pomimo starości, pomimo śmierci: młodość w Bogu (...)".
To istota dzisiejszej, żałobnej Liturgii, naszej modlitwy i papieskiego przesłania: nadzieja jest albo chrystologiczna, albo nie ma jej wcale. Inaczej mówiąc: jeśli nadzieja ma istnieć i ma być dostępna, to musi mieć kształt Chrystusa. Albo jeszcze prościej, słowami Jana Pawła II z tamtego wieczoru: "Jest tylko jedna rada, to jest Pan Jezus".
Wiara w Zmartwychwstałego, zwycięskiego Jezusa jest dla nas światłem teraz, tutaj, kiedy jesteśmy z naszym bólem, z naszą żałobą zgromadzeni wokół ołtarza i trumien. Dzięki Tobie, Jezu Chryste, nie jesteśmy w naszym bólu, w naszym cierpieniu samotni. Jest na to jedna rada: Pan Jezus. I więź, jaką nasz śp. brat Władysław i siostra Helena utrzymywali z Chrystusem przez częste przybywanie na modlitwę do Kościoła, troskę o kościół, o wiernych, o utrzymanie księdza.
Są blisko Boga
Życie po śmierci jest dla nas, żyjących na ziemi, nieprzeniknioną tajemnicą. Pan Bóg uchyla nam nieco rąbka tej wielkiej tajemnicy, pozwalając niektórym zmarłym skontaktować się z żyjącymi na ziemi.
W tomie z serii "Chrześcijanie" opublikowane są listy Marii Kolbe, matki św. Maksymiliana. Jeden z tych listów, napisanych w okresie okupacji, zawiera opis nadzwyczajnego spotkania Marii Kolbe ze swoim synem. Pisze, że w roku 1941, wkrótce po męczeńskiej śmierci swojego syna, o której wtedy jeszcze nie wiedziała, po przebudzeniu się rozpoczęła poranną modlitwę. W pewnej chwili usłyszała delikatne pukanie do drzwi, odwróciła się i zobaczyła swego syna Maksymiliana ubranego we franciszkański habit. Był radosny, uśmiechnięty, nadzwyczajnie piękny i promieniejący przedziwną jasnością. Pani Kolbe zaniemówiła z radości i zapytała po chwili milczenia: "Synu, czy cię Niemcy wypuścili?". Maksymilian przeszedł przez pokój, zbliżył się do okna i powiedział: "Nie martw się mamo, tam, gdzie jestem, jest pełnia szczęścia". Po wypowiedzeniu tych słów nagle zniknął. Maria Kolbe natychmiast zrozumiała, że jej syn umarł i przyszedł, aby ją o tym poinformować. Dopiero później przyszła pocztą wiadomość z obozu w Oświęcimiu o śmierci św. Maksymiliana Marii.
Katechizm Kościoła Katolickiego poucza nas: "Śmierć jest końcem ziemskiej pielgrzymki człowieka, czasu łaski i miłosierdzia, jaki Bóg ofiaruje człowiekowi, by zrealizował swoje ziemskie życie według zamysłu Bożego i by decydował o swoim ostatecznym przeznaczeniu" (1013).
Nasi drodzy zmarli, których żegnamy dzisiaj w Serbach, zrealizowali życie według zamysłu Bożego. Jesteśmy pewni, że są blisko tego, który obdarował ich życiem wiecznym.
Wdzięczni za ich wierną służbę Bogu i nam polecamy naszych zmarłych Tobie, Boże, nieskończenie miłosierny. Przyjmij ich do swojego domu ojcowskiego i obdarz radością, pokojem i szczęściem wiecznym.
Słowa pożegnania od wspólnoty parafialnej w wierszowanej formie przekazała Danuta Sebastianowicz
Jesteś w naszych sercach i pozostaniesz w pamięci Pożegnanie...
Księże Władysławie!
Przewodnikiem duchowym naszej parafii byłeś,
udzielałeś nam ślubów, dzieci i wnuki nasze chrzciłeś,
do bierzmowania i Pierwszej Komunii przygotowywałeś,
żegnałeś naszych bliskich, gdy powołał ich Pan...
Teraz nasze serca rozdziera ból i żal,
że tej tragicznej nocy byłeś tam sam.
Razem z panią Helenką,
która z takim oddaniem potrzebom plebanii służyła,
byliście katowani, ciągani przez oprawców swoich
na ścieżkach, z których tak często liście lip i kasztanów zgarnialiście,
jak prawdziwi gospodarze wspólnie z niezastąpioną panią Helenką
o nasz kościółek, jego otoczenie i plebanię dbaliście.
Ojcze Władysławie,
jeszcze w tym tygodniu w pełni sił i z uśmiechem,
i troską o owczęta swoje, nas, serbian, odwiedzałeś,
życzenia nam składałeś,
o plany pytałeś, nieobecnych domowników także pozdrawiałeś...
Czy wtedy przeczuwałeś?
W sobotę na spotkaniu opłatkowym w Serbach Starych byłeś.
Z obecności swoich parafian tak bardzo się cieszyłeś...
Boże miłosierny, z ufnością prosimy,
przyjmując go do siebie, obdarz go łaskami,
on zawsze był Ci wierny, Boże miłosierny.
Służył Bogu i nam, barankom swoim,
ufni, wierzymy, że jego ziemskie czyny tylko potwierdzały,
że jest dzieckiem Twoim.
Widzimy cię, księże Władysławie,
jak przed Eucharystią przechadzasz się po głównej nawie,
witasz się z nami, o sprawy pytasz,
pozdrawiasz baranki swoje.
A dzisiaj... Teraz my sieroty twoje.
Drogi nasz ojcze,
ta tragedia długo jeszcze do nas nie dotrze.
Ale każdy z nas zapamięta:
głoszone przez ciebie Słowo Boże, uścisk twojej dłoni,
ojcowską troskę o każdego człowieka
zawsze widoczną na obliczu twoim;
ciepłe gesty i pozdrowienia;
twoją niezwykłą skromność i pracowitość;
umiłowanie tej ziemi i jej cudnej przyrody,
tego stawku z łabędziami i żabami przy kościele;
i to duchowe wsparcie zawsze
i wtedy, gdy szło do nas morze wody.
Ukochany Księże Władysławie!
Dziękujemy Bogu, że z nami byłeś,
wiernie, dyskretnie, z oddaniem i pokorą
w sprawach swojej parafii uczestniczyłeś.
W naszych sercach jesteś i w pamięci na zawsze pozostaniesz.
Przyrzekamy, że tych siedemnastu lat twojej ciężkiej pracy
tak łatwo nie oddamy.
Głęboko wierzymy, że wasze dusze,
twoja, ojcze, i pani Helenki
jak te dwa przepiękne, ukochane przez ciebie łabędzie,
które tego tragicznego niedzielnego ranka nagle do lotu nad kościółkiem się zerwały
- wprost do nieba bram poleciały.
Twoi parafianie
not. MB
W imieniu Rady Parafialnej w Serbach śp. o. Władysława Polaka CSsR pożegnał Jerzy Lewandowski
"To, co tobie zawdzięczamy, jest bezcenne"
Kochany ojcze Władysławie!
Twoja męczeńska śmierć nastąpiła tak nagle i w tak okrutny sposób, że my, twoi parafianie, nie możemy się z tego otrząsnąć. My jeszcze słyszymy twój piękny, doniosły śpiew w murach tej świątyni.
Ten niedzielny poranek, kiedy przyszliśmy tutaj, przed kościół, aby uczestniczyć we Mszy Świętej, a zastaliśmy kościół zamknięty, a ciebie zamordowanego w kałuży krwi na dziedzińcu za kościołem, to obraz, który chyba nigdy nie zniknie z naszej pamięci.
To, co tobie zawdzięczamy, jest bezcenne. Ty, przez głoszenie Słowa Bożego, uczyłeś nas umiłowania prawdy, miłości do Boga i Ojczyzny. Sam byłeś niedościgłym wzorem pobożności, dobroci, wyrozumiałości i patriotyzmu.
W pełnieniu służby Bożej towarzyszyła ci pani Helena, jako osoba zaufana, życzliwa, pracowita, pobożna i zatroskana o ciebie, ojcze Władysławie, i naszą świątynię. I jej, podobnie jak tobie, przyszło zginąć na tej kościelnej placówce.
Pogrążeni w smutku z bólem serca żegnamy was, nasi kochani dobroczyńcy. To, co wam zawdzięczamy, nie da się wyznać słowami, ale zapewniamy, że w naszej pamięci pozostaniecie na zawsze i modlić się będziemy wciąż, aby Pan Bóg obdarzył was szczęściem wiecznym.
not. MB
|