Zbliża do Boga, łączy ludzi
16. rocznica powstania Radia Maryja
Czas potwierdził, że Radio Maryja jest dobrym dziełem
Rozmowa z JE księdzem arcybiskupem Sławojem Leszkiem Głódziem, ordynariuszem warszawsko-praskim
W odniesieniu do Radia Maryja bardzo często mówi się o fenomenie - w świecie mediów i w życiu religijnym. Na czym polega ten fenomen?
- Oczywiście na tym, że Radio Maryja upodmiotowiło słuchacza. To znaczy, iż tu każdy radiosłuchacz jest zauważony, może zadzwonić, uczestniczyć w programie, czuje - nawet będąc gdzieś w odległym miejscu czy na emigracji - że jest we wspólnocie ludzi wiary. Każdy człowiek potrzebuje wspólnoty. A wspólnota jest tym mocniejsza, im silniej oparta jest na wartościach. Tymi wartościami są religia, przynależność do Kościoła, umiłowanie Ojczyzny, tego, co Polskę stanowi. Inne oznaki fenomenu Radia Maryja to zwłaszcza ciągła katecheza, szkoła ewangelizacji, formacji religijnej, podtrzymywanie treści narodowych. Fenomen Radia Maryja to także fakt, że jest to medium, które liczy 5 milionów odbiorców w społeczeństwie pluralistycznym. W trwającym procesie globalizacji Radio daje ogromne pole do oddziaływania. Dlatego ten fenomen jest zauważony i przez tych, którzy są słuchaczami Radia Maryja, i przez tych, którzy prowadzą nasłuch Radia, a także przez tych, którzy to Radio zwalczają.
Wiadomo, że media katolickie, jeżeli zachowują wierność nauce Kościoła, zawsze są znakiem sprzeciwu. Ale w tym prześladowaniu Radia Maryja chodzi o coś więcej. Dlaczego jest ono tak zwalczane?
- Sam często stawiam to pytanie. Dlaczego wśród wielkiej rodziny medialnej brak ducha solidarności? Poszczególne media mogą się nie lubić między sobą, powinny ze sobą konkurować, które z nich jest lepsze, doskonalsze, ale niech to będzie konkurencja uczciwa. Tymczasem jesteśmy świadkami spuścizny PRL-owskiej, swoistej walki klas, ducha walki, zaciśniętej pięści. W zwalczaniu Radia Maryja przejawia się swoisty - świadomy bądź nieświadomy - "oddech Lenina", ciągłej walki, szukania wroga, a jeżeli nie klasowego, to ideowego. Ta walka bynajmniej szybko się nie zakończy. Media, które tak się chlubią szybkością informacji, obiektywnością, szukaniem prawdy, powołują działy śledcze dla odkrycia prawdy, idą często w kierunku zafałszowania, dyfamacji, wrogości prowadzącej do zniweczenia godności ludzkiej. Niestety takich przejawów widzimy zbyt wiele. Dobrze, że Radio Maryja gromadzi archiwum ataków medialnych, będzie to kiedyś przyczynek dla nowego pokolenia, które z pewnością potrafi zanalizować i sprawiedliwie ocenić doznania, krzywdy, oskarżenia, jakie przez te wszystkie lata dotknęły Radio Maryja, w tym także słuchaczy. Bo nie tylko rozgłośnia jest obiektem ataku, ale także radiosłuchacze. Dzisiaj do dobrego tonu w wyperfumowanych środowiskach mieniących się salonami inteligenckimi należy powiedzieć coś pejoratywnego o Ojcu Dyrektorze, a także o słuchaczach Radia Maryja bądź o Kościele.
Zastanawiające, że nawet młodzi dziennikarze powielają stare metody z arsenału skompromitowanych metod manipulacji z czasów komunistycznych i służb specjalnych, np. nagrywanie ukrytą kamerą.
- To się bierze stąd, że ta pępowina PRL-owska nie została jeszcze definitywnie odcięta. Jak czytamy w Piśmie Świętym, nie można starej łaty przyszyć do nowego sukna, a przeżywamy już dość długo ten proces łatania, cerowania starymi łatami i nićmi. Dominuje wciąż stare sukno.
Jest więc problem braku rozliczenia się mediów z przeszłością, natomiast nie ma "problemu" Radia Maryja?
- Unikałbym słowa "problem", bo dziennikarze często pytają, czy jest problem Radia Maryja. Jeśli nie ma, od razu następuje atak. Mówmy o tym, że nie ma mediów doskonałych, i Radio Maryja też nie jest najdoskonalszym medium. A co do problemów, to ze wszystkimi mediami są problemy. Chodzi o udoskonalenie programu, dlatego powstał Zespół Duszpasterskiej Troski o Radio Maryja, złożony z sześciu księży biskupów. W 2006 r. Konferencja Plenarna Episkopatu Polski przyjęła tekst poprawionej umowy i statutu, powołała nową Radę Programową, która wciąż działa. Rada złożona jest z czterech przedstawicieli Episkopatu i czterech reprezentantów prowincji zgromadzenia redemptorystów, do którego należy Radio Maryja. Rada zbiera się regularnie, przekazuje ustalenia przewodniczącemu Zespołu, czyli mnie, ja zaś na bieżąco informuję Konferencję Episkopatu Polski.
Episkopat wyraził podziękowanie i uznanie dla Radia Maryja.
- Słowo to było formą uznania i dowartościowania całej wieloletniej pracy Radia Maryja. Prowadzenie takiego medium nie jest sprawą łatwą, prostą, a także tanią. Za tym stoją ludzie, ogromny wysiłek pracowników. Jednocześnie to Radio zadomowiło się w rodzinach i w wielu środowiskach. Zamierzeniem Radia Maryja było wyjście naprzeciw ludziom chorym, samotnym, opuszczonym, rodzinom. Radio na takie oczekiwanie odpowiedziało i dziś, po 16 latach, możemy powiedzieć, że im sprostało.
Dyżurny zarzut stawiany Radiu to oskarżenie o mieszanie się do polityki. Z czego wypływa niezrozumienie apostolstwa świeckich?
- Właśnie w tym miejscu użyję słowa "problem", bo mamy problem z tym stwierdzeniem. Jeszcze nikt na świecie nie odpowiedział, czym jest polityka, a czym nie jest, czym jest robienie polityki w mediach, a czym nie jest. W PRL kółko różańcowe zaklasyfikowane zostało do organizacji politycznych, jakiekolwiek zgromadzenia miały charakter polityczny. "Polis", czyli lud, to, co się ociera o sprawy ludzi, zawsze ma zabarwienie polityczne. Wiemy, że w przypadku Radia Maryja chodzi przede wszystkim o te 10 proc. audycji społecznych, które wynikają z ustaleń z KRRiT. Paradoks polega na tym, że to KRRiT, jeszcze za czasów pani Danuty Waniek, czuwała nad tym, aby te proporcje były przestrzegane, by w Radiu Maryja nie było za mało modlitwy. Karcone było nawet Radio Plus.
Zarzut o mieszanie się do polityki jest żywcem wzięty z minionych czasów, gdy wiarę chciano zamknąć tylko w kościele. Natomiast Radio Maryja, zgodnie z wezwaniem Benedykta XVI, aktywizuje ludzi, żeby odważnie angażowali się w życie publiczne.
- Pani była łaskawa postawionym pytaniem dać odpowiedź. Dodam tylko, że nauczanie zgodne z oczekiwaniem katolickiej nauki społecznej często odbierane jest jako mieszanie się do polityki ludzi świeckich. A jest to ich święty obowiązek. Jeszcze dalecy jesteśmy od pełnego uczestnictwa w życiu politycznym, publicznym. Najlepszy dowód to frekwencja wyborcza, gdy połowa naszych obywateli, w tym wiernych, nie bierze udziału w głosowaniu. Większość nie rozumie różnicy między wyborami samorządowymi, które z natury swej nie są polityczne, a wyborami do parlamentu czy na prezydenta RP. Te dwa ostatnie są wyborami politycznymi, nie mówiąc już o ordynacji wyborczej.
W wielu miejscowościach działają Koła Przyjaciół Radia Maryja. Ksiądz Arcybiskup ma możliwość obserwować ich apostolstwo na terenie swojej diecezji. Jak obecność tych wspólnot wpływa na życie parafii?
- Słowo "mohery" weszło już do obiegu i chyba się od niego nie uwolnią ani najpobożniejsze panie, ani język potoczny. Bynajmniej nie jest ono obraźliwe, chociaż wypowiedziane zostało w takim kontekście. W życiu parafialnym istnieją Koła Przyjaciół Radia Maryja, w czasie wizytacji pastoralnych spotykam się ze wszystkim grupami, w tym także z tymi Kołami. Każde z nich jest jakąś swoistą formą aktywizacji duszpasterskiej i jest pomocą w życiu parafii dla duszpasterzy. Im więcej jest "pączkowania" wszelkiego rodzaju form strukturalno-organizacyjnych, ruchów, stowarzyszeń, tym bardziej świadczy to o żywotności parafii.
A w skali całego Kościoła w Polsce? Czy Radio Maryja jest odpowiednio wykorzystywane przez kapłanów jako pomoc w pracy duszpasterskiej?
- Radio Maryja ułatwia proces katechizacji i ewangelizacji. Radiowe katechezy prowadzone są na wysokim poziomie, przez specjalistów, często profesorów wyższych uczelni, wytrawnych duszpasterzy. Wychodzą naprzeciw wszystkim wyzwaniom, które niesie czas. To należy też do tego pojęcia swoistego fenomenu, czyli zjawiska formacyjnego.
Radio prowadzi też nie do przecenienia formację patriotyczną, umacniając świadomość narodową.
- Przede wszystkim formuje świadomość religijną w środowiskach, które często były dalekie od Kościoła. Miałem okazję poznać dość dobrze przez 14 lat wojsko. Zwracałem często uwagę pracownikom Ordynariatu Polowego WP, oficerom, którzy w pracy słuchali Radia Maryja: "Panowie, pracujcie, a nie słuchajcie Radia Maryja, wpadniecie w dewocję". "Proszę nam pozwolić, bo my nadrabiamy 'zaległości'". Doskonale ich rozumiem. Ci ludzie doznali swoistej pustki religijnej, którą m.in. wypełniają dzisiaj audycje Radia Maryja. To zjawisko, które wciąż się poszerza, i to nie o krąg ludzi niedołężnych, starszych, ale także o nowe środowiska, intelektualnie uformowane, które zagospodarowane są dla sfery religijnej, dla Kościoła, dla Pana Boga. Wielu słucha, ale z tym się nie obnosi, nie chwali, by nie prowokować agresji towarzyskiej.
A tak wielu chciałoby ograniczyć oddziaływanie Radia tylko do ludzi starszych...
- My z pewnych stereotypów nie wyleczymy się jeszcze przez następne 20 lat. Licząc czas przebytych 20 lat, trzeba jeszcze kolejnych 20, żebyśmy doszli do pokolenia Mojżeszowego, które szło przez pustynię i Morze Czerwone. Pamiętam, kiedy trwała dyskusja o miejscu mediów katolickich, padały głosy, że nieboskłon polskiego nieba pokryty jest pajęczyną rozgłośni radiowych. Bogu dzięki dziś Ewangelia może być "głoszona na dachach", jak mówi Pismo Święte, ale nie jest tak, że obejmuje cały nieboskłon. Miejmy świadomość, że my mamy święte prawo jako Naród katolicki, chrześcijański, by w wolnej Polsce Ewangelia była głoszona w sposób nieskrępowany, za pomocą wszystkich dostępnych środków, w tym przez radio, telewizję, internet. Co do pism, to daleko nam do czasów przedwojennych. Wtedy mieliśmy 3 proc., dzisiaj 2 proc. udziału w rynku mediów. Takie są realia. Wystarczy rzucić okiem na zalegające kioski czasopisma, by zobaczyć, jaka jest proporcja. Stoimy przed wielkim wyzwaniem, by wychować naszych wiernych do czytania prasy katolickiej, słuchania audycji religijnych, radia diecezjalnego bądź radia ogólnopolskiego, jakim jest Radio Maryja, bo one wszystkie służą pogłębieniu świadomości religijnej.
Odrębnym zagadnieniem jest oddziaływanie kulturowe, językowe, szczególnie w krajach, gdzie zamieszkują Polacy, na emigracji. Radio Maryja łagodzi tęsknotę za Ojczyzną, a jednocześnie jest ambasadorem kultury i języka polskiego, czy to w dalekim Kazachstanie, czy w krajach skandynawskich. Wystarczy w "Rozmowach niedokończonych", w czasie przekazywanych na antenie życzeń, modlitw, posłuchać, skąd dzwonią słuchacze, w jakim są wieku, kim są... Wtedy wczujemy się w ich życiorysy, nostalgię za krajem, a jednocześnie zobaczymy wielką wdzięczność dla Radia Maryja. To jest także fenomen, który nie został zaspokojony przez chargé d'affaires w naszych ambasadach. Nie jest żadną przesadą, że satelitarny przekaz Radia Maryja, szczególnie na rozproszone środowiska polonijne w Grecji, Irlandii, Londynie, nie mówiąc już o Chicago, USA, Kanadzie czy dalekiej Grenlandii, gdzie są ekspedycje naukowe, daje im łączność z Macierzą i z Kościołem w Polsce, z Kościołem powszechnym.
Media mają wielką siłę perswazyjną, mogą motywować do dobra, do uczciwego życia. Czy można pokusić się o refleksję, jaki jest wpływ Radia Maryja na opinię publiczną?
- Politycy zabiegają o względy Ojca Dyrektora, zwłaszcza przed wyborami. Ci zaś, którzy nie występują, pragną, by o nich przynajmniej nie mówiono źle. Nie chciałbym, aby ten wywiad został odebrany jako jedna tylko chwalba, bo wiem, że jestem zaszeregowany - czy to przez zwolenników, czy przez przeciwników Radia Maryja - do biskupów wspierających Radio. Takiego podziału nie ma, to jest podział sztuczny. Trzeba oddać to, co się komu należy, czyli uznać to, co jest i czego należy oczekiwać. Opinia publiczna ma to do siebie, że często się myli, badania opinii publicznej często wprowadzają w błąd. A w odniesieniu do spraw etyczno-moralnych opinia publiczna ma wartość bardzo relatywną bądź nie powinna być brana pod uwagę. Na płaszczyźnie etycznej, moralnej są prawidła, są normy, które nie podlegają żadnej dyskusji, bo wypływają z prawa naturalnego, z prawa Bożego. Dobre dzieło, jakim jest Radio Maryja, może być doskonalone, bo czas potwierdził, że ono jest dobrym dziełem. Mówił o tym także do słuchaczy Radia Maryja Jan Paweł II. Ale to nie oznacza, że nie może bądź nie powinno się ono doskonalić. Przed Radiem stają wciąż nowe wyzwania i nowe zadania.
Jednym z nich jest na pewno dawanie świadectwa wszystkim ludziom pracującym w mediach. To przecież szalenie ważne, że w przestrzeni medialnej jest obecne Radio, które kładzie nacisk na etyczny wymiar dziennikarstwa. Przez to możemy być bardziej wymagający wobec innych mediów: by respektowały prawdę, nie krzywdziły...
- To Opatrzność sprawiła, że Kościół w Polsce uwolnił się od polityków i układów w myśl zasady: "Oddajcie więc cezarowi to, co należy do cezara, a Bogu to, co należy do Boga". Bywa, że poszczególne układy polityczne mogą być w odczuciu wiernych jakby bliżej Kościoła, a niektóre dalej. W sytuacjach, kiedy nie ma obiektywnej życzliwości wobec Kościoła albo wobec problemów nurtujących społeczeństwo, bardziej wytężony jest słuch w stronę Radia Maryja czy Telewizji Trwam, które stać na większą obiektywność. Wiemy, że w mediach publicznych czy prywatnych dominuje często zasada "chi paga, commanda" - kto płaci, ten rządzi. Dziennikarze potrafią być sprzedajni, układni, niezależnie od rządu, a więc czy rządzi noga lewa, prawa bądź inna proteza.
Dziękuję za rozmowę.
Małgorzata Rutkowska
W Polsce dają znać o sobie liczne symptomy chaosu medialnego
Z JE księdzem biskupem Adamem Lepą, specjalistą od środków społecznego przekazu, rozmawia Sławomir Jagodziński
Przeżywamy kolejną rocznicę powstania Radia Maryja. Lata jego funkcjonowania pokazały, jak ważny jest głos katolickich środków społecznego przekazu wobec działalności mediów, które tak często reprezentują wrogi wierze i moralności chrześcijańskiej punkt prezentacji i oceny określonych wydarzeń. Czy nie byłoby grzechem zaniedbania zaniechanie przez Kościół rozwijania i wspierania ewangelizacji poprzez media?
- Kościół dobrze wie, jak potrzebne są media w realizowaniu misji, którą powierzył mu Chrystus. Świadczą o tym dokumenty Stolicy Apostolskiej, podejmujące problematykę środków masowego komunikowania. Bez udziału mediów nie byłaby możliwa skuteczna ewangelizacja w kraju, a tym bardziej w skali świata. Jeszcze nie tak dawno w duszpasterstwie i katechizacji posługiwano się głównie mediami drukowanymi, jak Biblia, katechizm, modlitewnik, budująca książka, a także różnego rodzaju obrazami jako pomocami katechetycznymi. Dziś Kościół sięga po media elektroniczne - przede wszystkim radio, telewizję i internet, wykazując w tym zakresie duże rozeznanie i charyzmatyczne wyczucie.
Najważniejszą funkcją mediów katolickich jest ewangelizacja. Nie może jej zmajoryzować inna funkcja, np. informacyjna czy edukacyjna. Obecnie najpoważniejszym zadaniem, przed którym stoją media będące w dyspozycji Kościoła, jest troska, aby ewangelizacja, którą prowadzą, była skuteczna i powszechna.
Co wpływa na skuteczność ewangelizacji w mediach?
- W refleksji nad ewangelizacją w mediach zapomina się o dwóch najważniejszych uwarunkowaniach jej skuteczności. Są nimi: wysoki stopień oddziaływania na opinię publiczną oraz fakt, że dane medium jest przede wszystkim miejscem ewangelizowania, a nie tylko jego narzędziem czy środkiem.
Radio Maryja wykazuje wyjątkową skuteczność w wypełnianiu misji ewangelizacyjnej, ponieważ realizuje wymienione dwa warunki. Oddziałuje na opinię publiczną, a więc wywołuje odpowiednie reakcje słuchaczy, jest cytowane w mediach polskich i zagranicznych, stało się przedmiotem publicznej debaty. To wszystko przyczynia się do skutecznego przekazywania treści ewangelizacyjnych. Ponadto Radio Maryja jest miejscem ewangelizacji, a nie tylko jej środkiem. Taka jest formuła jego funkcjonowania. Radio bowiem nie tylko mówi o dawaniu świadectwa, ale je daje; nie tylko zachęca do modlitwy, ale modlitwę odmawia; nie tylko mówi z przekonaniem o pożytkach katechizacji, ale przede wszystkim katechezę głosi itd. Okoliczności te sprawiają, że Radio Maryja jest środkiem przekazu ewangelizującym najskuteczniej. Potwierdzają to duszpasterze oraz jego słuchacze.
Czy zgodzi się Ekscelencja ze zdaniem, że media świeckie, komercyjne są takie, jakich chcą ich odbiorcy? Czasem wydaje mi się, że silniejsza jest presja, aby odbiorcy stawali się tacy, jak zakładają to twórcy określonych filmów czy programów... I to nie zawsze lepsi...
- Ten wpływ jest dwukierunkowy. A zatem zarówno media oddziałują na swoich odbiorców, jak i odbiorcy wpływają na media. Ten pierwszy wpływ najbardziej dziś zastanawia rodziców i nauczycieli, wszak szczególnie u młodych ludzi wywołuje niekorzystne zmiany w ich opiniach i postawach. Wystarczy powiedzieć, że właśnie pod wpływem mediów człowiek kształtuje własną hierarchię wartości, a także swoje ideały i aspiracje.
Jak wynika z badań, obok postaw pozytywnych kształtowanych przez media, takich jak postawa dialogu czy postawa szerokich horyzontów, urabiane są postawy negatywne, które bardzo niepokoją wychowawców. Z tych ostatnich wystarczy wymienić dwie szczególnie groźne: postawę uzależnienia się od mediów i postawę makiawelizmu. Szacunkowo oblicza się, że obecnie jest w Polsce ponad 2 mln osób uzależnionych od mediów. Bardzo niepokojące jest to, co mówią dziennikarze o swoich mediach, że tak naprawdę nie są one zainteresowane przezwyciężaniem tego rodzaju uzależnień. Przeciwnie, rosnąca stale liczba uzależnionych fanów zapewnia mediom dodatkowe zyski. Nic więc dziwnego, że ze względu na niekorzystny wpływ mediów obecne czasy nazywa się epoką uwodzenia.
Z kolei postawa makiawelizmu kształtowana przez media już u małych dzieci (np. kreskówki z okrucieństwem bohaterów) polega na stałej tendencji do manipulowania innymi ludźmi. Sytuacja staje się wyjątkowo groźna, gdy makiawelista jest dysponentem mediów, politykiem czy pełni funkcję przywódcy.
Należy wreszcie powiedzieć, że media również dostosowują się do oczekiwań, postulatów i żądań ze strony swoich odbiorców. Tak jest np., gdy kierują do nich treści reklamowe. Ponadto media komercyjne starają się przekonać swoich odbiorców, że chcą ich traktować po partnersku. Nadawca w związku z tym sięga nawet po empatię, aby postawić się w sytuacji swoich odbiorców. Jest to podyktowane chęcią wytworzenia u odbiorcy (radiosłuchacza, telewidza) poczucia zażyłości, a nawet klimatu intymności wobec osoby prowadzącej program. Nie chodzi tu, rzecz jasna, o dobro odbiorcy, lecz o interes danej stacji radiowej czy telewizyjnej. Mówi się nawet, że ta pozorowana interakcja jest formą manipulacji, której ofiarą pada odbiorca radia czy telewizji.
Najważniejszym kryterium oceny funkcjonowania środków społecznego przekazu jest oczywiście prawda. Niestety, bardzo często widzimy, że z prawdą wprost dziś się tak nie walczy, ale częściej się nią manipuluje. Jak człowiek może się uchronić przed tym, aby nie stać się ofiarą manipulacji?
- Manipulacja przybiera dziś najbardziej wyszukane formy i staje się coraz skuteczniejsza. Jej dysponenci posługują się najnowszymi technikami oddziaływania na jednostkę i społeczeństwo.
Istotą manipulacji jest celowe i skryte fałszowanie obrazu rzeczywistości w świadomości człowieka. Najczęściej działania manipulatorskie dotyczą pewnego fragmentu tej rzeczywistości. Na przykład zniekształca się obraz działalności społecznej Kościoła albo zamazuje się pewne fakty z jego historii. Dziś działania tego typu przeprowadzane są po mistrzowsku, wskutek czego nawet ludzie wykształceni dają się zwieść zabiegom manipulatorskim. Stosuje się tak wyrafinowane środki w manipulowaniu, że jednostka staje się bezradna i nie wie, jak się bronić.
Zastanawia fakt, że wszystkie, najbardziej "popularne" postaci manipulacji ukrytej odnoszą się do prawdy, choć wprost się o tym nie mówi. Na przykład manipulatorskim sposobem "rozprawiania się" z prawdą są takie zjawiska jak zatrucie informacyjne czy szum informacyjny; bardzo sugestywnym obszarem zakłamania jest mit, który nieistniejącym faktom i wydarzeniom nadaje pozory niewzruszonej prawdy. Z kolei iluzja, będąca przekonaniem o czymś, co nie istnieje wcale, towarzyszy przede wszystkim odbiorowi mediów ikonicznych (wizualnych i audiowizualnych).
Uleganie manipulacji przynosi wstyd człowiekowi, zwłaszcza gdy jest dorosły i stać go intelektualnie na rozprawienie się z treściami manipulatorskimi. Aby umiał się oprzeć manipulacji, powinien więcej o niej wiedzieć, szczególnie o negatywnych skutkach, jakie ona wywołuje w osobowości człowieka. Pomaga w tym korzystanie z kilku źródeł informacji, aby je można było zestawić, porównać i stwierdzić istnienie zabiegów manipulatorskich. Wolny czas ponadto w znacznej mierze powinien być wypełniony ciszą i refleksją. Osoby, które realizują tę zasadę, nie padają łatwo ofiarą manipulacji. Tym bardziej że częściej niż inni oddają się lekturze ambitnych tekstów (zgodnie z hasłem: więcej czytać, mniej oglądać) i budują w swoim otoczeniu potrzebną człowiekowi logosferę, tzn. środowisko słowa.
Minęła rocznica nominacji przez Ojca Świętego księdza biskupa Stanisława Wielgusa na arcybiskupa warszawskiego. Pamiętamy te dramatyczne wydarzenia, które po tym nastąpiły: medialny lincz, który ostatecznie sprawił, że nowy metropolita warszawski nie mógłby pełnić swej posługi i złożył rezygnację. Pamiętamy też, jak w tych dniach dziennikarze stali się sędziami, którzy wydali wyrok na arcybiskupa...
- Tak zwana lustracja w Kościele ma przede wszystkim swoją otoczkę sensacyjną. Inne aspekty, jak np. kontekst historyczny tamtych czasów czy wiarygodność funkcjonariuszy peerelowskich służb bezpieczeństwa, schodzą na plan dalszy albo całkowicie są pomijane. Takie ujęcie prowadziło do jednostronności w traktowaniu tematu, a także do wyciągania zbyt pochopnych, a więc krzywdzących wniosków.
W funkcjonowaniu sensacji najwięcej do powiedzenia mają emocje, które z czasem stają się dyktaturą eliminującą krytycyzm i obiektywizm w rozpatrywaniu problemów. Ewidentnym tego przykładem jest zdanie powtarzane od pewnego czasu w gazetach, jakoby "biskupi byli zarejestrowani przez SB". Jego autorzy nie zdają sobie sprawy z tego, że mija się ono z prawdą, choć z dalszych wywodów wynika, iż chodzi o księży, którzy dopiero po latach zostali biskupami. A może takie informacyjne zamieszanie jest komuś potrzebne?
Innym przykładem ulegania emocjom w rozpatrywaniu "lustracji w Kościele" jest tworzenie mitu, który zniekształca obraz kapłana pracującego w PRL. Oto sugeruje się w mediach, niejako dla przeciwstawienia, że wzorowa postawa kapłana w tamtych czasach polegała wyłącznie na niepodjęciu współpracy z SB. Z wypowiedzi dziennikarzy odnosi się wrażenie, że taka postawa duszpasterza była szczytem jego heroizmu. Podejście takie zniekształca obraz tamtych czasów, a nawet obraża pamięć wielu księży. Zapomina się o olbrzymiej rzeszy kapłanów, którzy wtedy poprzez swoje aktywne zaangażowanie w duszpasterstwie stawiali zdecydowany odpór ideologii marksistowskiej. Tak było np. w ośrodkach duszpasterstwa akademickiego czy poprzez organizowanie spotkań z twórcami kultury, a także przez głoszenie misji, rekolekcji i niedzielnych kazań. Budzili oni ducha patriotyzmu i przestrzegali (publicznie!) przed zagrożeniami ze strony imperium zła, jakim był totalitaryzm komunistyczny.
Ponadto u dziennikarzy piszących na temat lustracji, także "lustracji w Kościele", brakuje mi zdecydowanego podkreślenia, że zupełnie inaczej przebiegałaby ona, gdyby w swoim czasie przeprowadzono w państwie dekomunizację. Poprawność polityczna odbiera odwagę cywilną w tej kwestii, a zwłaszcza w sprawie odpowiedzialności za zaniechanie procesu dekomunizacji, a tym samym za zlekceważenie wyjątkowej rangi racji stanu. Szkoda, że muszą nam o tym przypominać ludzie spoza Polski, jak np. pastor Joachim Gauck, który twierdzi, że od początku przewidywał, iż w Polsce będą na tym polu problemy, ponieważ społeczeństwo wybrało "grubą kreskę".
W swoich wypowiedziach posługuje się Ksiądz Biskup sformułowaniem "ład medialny". Czy istotnie jest on tak ważny w świecie środków masowego komunikowania?
- Jest on ważny zarówno w świecie samych mediów, jak i dla milionów ich odbiorców. Dlatego że ład medialny jest stałą równowagą w podstawowych sektorach funkcjonowania mediów, umożliwiającą jednostce dostęp do informacji powszechnej i prawdziwej i warunkującą budowę więzi komunikacyjnych. A więc od tego ładu prawie wszystko jest uzależnione w świecie mediów. Porównuje się go do stałego dopływu elektryczności, bez której niemożliwe jest (zasadniczo) uruchomienie telewizora czy internetu. Jeżeli w państwie nie ma ustabilizowanego ładu w mediach, powstają groźne następstwa, takie jak chaos informacyjny, trudności w rozumieniu informacji, nierówny dostęp do źródeł informacji, zakłócona struktura mediów, niemożność zbudowania społeczeństwa komunikacji.
W Polsce dają znać o sobie liczne symptomy chaosu medialnego, takie jak niekorzystna koncentracja różnych mediów będących w rękach jednego ośrodka politycznego, niezrównoważony udział obcego kapitału w mediach czy kontrowersyjna koncentracja mediów, będących w rękach firm międzynarodowych, które wcale nie muszą dbać o interes Polaków. Chaos medialny jest zagrożeniem dla bezpieczeństwa państwa i uderza w dobro obywatela, który staje się odbiorcą mediów coraz gorzej poinformowanym. Tu trzeba podkreślić, że zapowiadana likwidacja mediów publicznych w Polsce katastrofalnie odbije się na ładzie informacyjnym państwa. Wyrazistym odbiciem chaosu jest internet, gdzie jak w pigułce skupiają się zjawiska będące zaprzeczeniem ładu medialnego: bałagan w świecie informacji, konflikt w obrębie relacji komunikacyjnych, utrwalanie subkultury w dziedzinie języka i wartości, bezmyślne hołdowanie poprawności politycznej czy swoiste embargo informacyjne na niektóre treści, a więc cenzura.
W zestawieniu z chaosem medialnym i jego bardzo groźnymi skutkami dotychczasowe zarzuty stawiane mediom, jak np. pokazywanie przemocy, kamuflaż czy manipulacja, wydają się mniej niebezpieczne i dają więcej nadziei na dokonanie zmian pozytywnych. O ładzie medialnym i jego naruszeniach należy więc mówić głośno i dobitnie. Szkoda, że nie budzi on zainteresowania u publicystów, wrażliwych na dobro wspólne i rozwój społeczeństwa informacji.
Tegoroczne orędzie Benedykta XVI wydane z okazji XLI Światowego Dnia Środków Społecznego Przekazu podjęło zagadnienie mediów i wychowania dzieci. Ojciec Święty zwracał uwagę zarówno na odpowiedzialność w tym względzie rodziców, jak i pracowników mediów, twórców określonych produkcji. Czy dzieci trzeba dziś chronić przed mediami?
- Wychowanie do mediów w r odzinie pozostawia wiele do życzenia. Ze strony rodziców najczęściej nie ma obmyślanej pedagogii medialnej. Niestety, wciąż do wyjątków należą rodziny, w których osoby dorosłe byłyby zdolne przygotować dzieci do prawidłowego odbioru prasy, radia, telewizji i internetu. W cytowanym orędziu Papież Benedykt XVI podkreślił, że do odbioru mediów powinna formować cała wspólnota Kościoła i nikt w niej nie jest zwolniony z tego obowiązku. Rodzice mają w tym zadaniu szczególną misję, dlatego że są pierwszymi i najważniejszymi wychowawcami i katechetami swoich dzieci. Celem tej formacji, według Benedykta XVI, powinno być przygotowanie dzieci i młodzieży do dojrzałego i krytycznego posługiwania się mediami. Ochrona dzieci przed negatywnym wpływem mediów polega na ukazaniu niebezpieczeństw płynących z ich nieprawidłowego odbioru oraz na przybliżeniu pozytywnych możliwości, jakie one zapewniają swoim użytkownikom. Ważną formą ochrony dzieci przed negatywnym oddziaływaniem mediów jest kontrola nad ich dostępem do środków masowego komunikowania. Kontrola taka nie jest wcale przejawem przestarzałej pedagogii. Jeżeli omówi się ją z dzieckiem i wcześniej przedstawi reguły współdziałania, może się okazać bardzo pożyteczna w procesie wychowania do mediów. Rzecznicy tzw. pedagogiki bezstresowej mają tu zdanie odmienne. Niemniej jednak mądra i przemyślana kontrola jest w pełni uzasadniona i niezbędna w wychowaniu do mediów.
Niezastąpionym czynnikiem wychowawczym dzieci jest świadectwo rodziców. A co, jeśli serial zaczyna być ważniejszy od rozmowy z dzieckiem?
- Paweł VI mówił, że ludzie chętnie słuchają swoich nauczycieli, lecz naśladują wyłącznie tych, którzy są świadkami. Rodzice w stosunku do swoich dzieci mogą być nawet bardzo dobrymi dydaktykami, lecz wychowawcami z prawdziwego zdarzenia stają się dopiero wtedy, gdy potrafią być przede wszystkim świadkami. Nauczyciel, który jest świadkiem, otrzymuje od Boga charyzmat mistrza, którego młody człowiek z pełnym zaufaniem naśladuje i pilnie realizuje jego wskazania, nawet te najtrudniejsze.
Zdaniem specjalistów, rodzina jest optymalnym środowiskiem wychowania do mediów. Dlatego praca na tym polu wtedy będzie skuteczna, gdy ojciec i matka pokażą dzieciom swoją osobistą postawą, jak powinno się realizować normy religijne i moralne w odbiorze mediów i nauczą je, co w życiu człowieka jest najważniejsze i podstawowe, a co mało znaczące i nieważne. Przekonają swoje dzieci, że nie wolno opuszczać pacierza dla filmu w telewizji. Albo że powinno się tak korzystać z mediów, aby w rodzinie nikomu nie przeszkadzać - rodzeństwu, które odrabia swoje lekcje, rodzicom, którzy rozmawiają o ważnych sprawach, babci, która właśnie odmawia Różaniec, czy cioci, która odbiera telefon. Odbiór mediów w rodzinie powinien stać się szkołą miłości bliźniego i kultury bycia. To wszystko jednak uzależnione jest od rodziców, tzn. od ich dojrzałej roztropności, rzetelnej wiedzy i autentycznej miłości do dzieci.
Dziękuję za rozmowę.
|