Marność nad marnościami - wszystko jest marnością. (Koh 1, 2)
Pierwsze dni listopada nastrajają do refleksji na tematy zasadnicze - trwanie a przemijanie człowieka, cel wędrówki, śmierć jako zwieńczenie bytu na ziemi. Byłam świadkiem sprzeczki na temat, czy o śmierci należy mówić dziecku. Ojciec trwał na stanowisku, że trzeba, zaś matka oburzała się na wywoływanie w córce nieprzyjemnych skojarzeń, pytań, smutku. Wydaje się, że w naszej tradycji, kulturze i uwarunkowaniach historycznych trudno będzie "nowoczesnym" przemienić obraz uroczystości Wszystkich Świętych i Dnia Zadusznego, ale mimo to próbują poprzez zamęt pojęciowy i wprowadzanie obcych praktyk (chociaż z przyjemnością stwierdzam, że w tym roku widziałam mniej wydrążonych dyń niż w latach ubiegłych).
Nasze cmentarze toną w kwiatach i lampionach, a kościoły są wypełnione ludźmi modlącymi się w intencji bliskich zmarłych. Cieszy ta łączność Kościoła pielgrzymującego z Kościołem tryumfującym i pokutującym. Należy o śmierci mówić, przygotowywać się do niej, nie chować głowy w piasek. Ta rzeczywistość jest jedyną pewną w naszym życiu i skoro inni "przeżyli" śmierć, to z pewnością jest ona na miarę każdego człowieka. Oczywiście nieznane zawsze budzi emocje, w tym lęk, strach, niepokój. Może dlatego wielu nie chce wzbudzać negatywnych odczuć w sobie i innych, odsuwa tematy związane ze śmiercią, starością i cierpieniem. Jeśli w mediach przedstawia się osobę starszą, to tylko w kontekście jej sprawności podtrzymywanej reklamowanymi odżywkami i witaminami. Los człowieka starego jest w dzisiejszych czasach szczególnie trudny. Ubóstwo materialne większości tej grupy społecznej, niechętne starości media, wypadnięcie poza orbitę zainteresowania nie tylko ze strony społeczeństwa, ale też często własnych rodzin powodują, że ta najbogatsza w wiedzę, doświadczenie, czas i serce grupa ludzi staje się balastem. Młodzi bardzo krótkowzrocznie kalkulują koszty i obowiązki, zapominając o przyszłości, która niechybnie musi zakończyć się starością, a jeśli nie, to przedwczesną śmiercią. To, co prawdopodobnie boli najbardziej w relacjach międzyludzkich, to niewdzięczność, zaciąganie długu i niespłacanie go. Każdy z nas zaciągnął taki dług u swoich rodziców, dziadków, dobrodziejów, a nasze dzieci czynią to w stosunku do nas. Historia ludzi jest ciągiem tych zobowiązań. Wracając do pytania z początku, czy mówić o śmierci - trzeba nie tylko mówić, ale przygotowywać do niej, uczyć szacunku do własnego życia i istnienia innych ludzi, kultywować starość, niepełnosprawność, słabość. Tylko wtedy ocalimy naszą cywilizację. Ostatnia modna "zabawa" młodocianych gangów polega na podszywaniu się pod wnuki i krewnych i wyłudzanie u starszych osób pieniędzy dla wirtualnych krewniaków. Akcja "zabierz babci dowód" i jej podobne wydają błyskawiczne owoce, szyderstwo z siwego włosa natychmiast wpływa na postawy młodych wobec starszych. Jest to kręcenie bicza na własne plecy - tak można ująć dzisiejszy antywychowawczy system "hodowli" młodzieży.
Hanna Wujkowska
|