Homilia wygłoszona przez księdza biskupa Ignacego Deca 18 października 2007 r. w katedrze rzeszowskiej w czasie Mszy św. inaugurującej rok akademicki 2007/2008 w wyższych uczelniach Rzeszowa
W liturgiczne święto św. Łukasza, ewangelisty, patrona pracowników służby zdrowia, środowisko uczelni rzeszowskich gromadzi się na modlitwie z okazji inauguracji roku akademickiego 2007/2008. Inauguracja - czas początku, to chwila doniosła. Mądrzy ludzie mawiają, że dobry początek to połowa sukcesu. Dobrze jest więc na początku stanąć przed Panem Bogiem, powierzyć Jego Opatrzności nadchodzący czas pracy i uświadomić sobie czekające zadania. Proponuję, abyśmy naszą inauguracyjną refleksję skoncentrowali wokół trzech pytań: kim jesteśmy, czyli jakie jest nasze powołanie?; jakie cele stoją przed nami jako pracownikami i studentami wyższych uczelni i jak je będziemy realizować?
1. Kim jesteśmy? - nasze powołanie
W roku duszpasterskim, który powoli dobiega końca, rozważaliśmy hasło "Przypatrzmy się powołaniu naszemu". Z pewnością mieliśmy okazję wiele słyszeć o powołaniu małżeńskim, kapłańskim, zakonnym, powołaniu do życia samotnego, powołaniu do wykonywania różnych zawodów. Dzisiaj chcemy wspólnie pomyśleć o powołaniu pracownika nauki, o powołaniu do bycia nauczycielem akademickim i do bycia studentem.
Jako nauczający i nauczani, profesorowie i studenci, nie jesteśmy ludźmi produkcji: ani rolnej, ani przemysłowej. Nie pracujemy też w tzw. usługach. Prozaicznie zaliczają nas do tzw. budżetówki.
Mówiąc dokładniej i poprawniej - jako nauczyciele akademiccy jesteśmy powołani do prowadzenia badań naukowych, do przekazywania wiedzy i do promowania wartości, czyli do wychowywania młodego pokolenia - z kolei jako studenci jesteśmy powołani do zdobywania wiedzy, przede wszystkim wiedzy serwowanej nam przez konkretny kierunek studiów, ale także jesteśmy powołani do ubierania się w cnoty moralne.
Przypomnijmy, jakie cele stawia się działalności naukowej.
2. Znamiona powołania akademickiego - cele i zadania człowieka nauki
Jan Paweł II, przemawiając 8 czerwca 1997 r. w kolegiacie św. Anny w Krakowie do przedstawicieli świata kultury i nauki, powiedział, że ludzie nauki powołani są do "posługi myślenia", a posługa ta "to w swej istocie nic innego jak służba prawdzie w wymiarze społecznym". Można zatem stwierdzić, iż pierwszym zadaniem pracownika wyższej uczelni, a także studenta, jest odkrywanie i przekazywanie prawdy.
a) Odkrywanie prawdy
Ogólnie mówi się, że naczelną wartością w nauce jest prawda, tak jak w postępowaniu moralnym - dobro, w sztuce - piękno, a w religii - świętość.
Prawda w nauce jest wieloraka. Dlaczego? Dlatego, gdyż rzeczywistość, którą badamy i o której się dowiadujemy, jest przebogata. Stąd mówimy o prawdzie w fizyce, chemii, biologii. Są prawdy w matematyce, logice, tzw. twierdzenia prawdziwe. Mówimy o prawdzie historycznej, a więc jest prawda historii. Poznajemy też różnego rodzaju prawo, które reguluje różnorodne dziedziny życia społecznego. Wśród różnych gałęzi wiedzy jest także wiedza teologiczna. Wśród prawd teologicznych natrafiamy na tzw. prawdy wiary. Poszczególne nauki stosują sobie właściwe metody w odkrywaniu prawdy. Mają też swoiste sposoby weryfikacji głoszonych prawd.
Powiedzmy krótko - prawda jest zgodnością naszej wiedzy z rzeczywistością, której ta wiedza dotyczy. Jesteśmy w prawdzie, gdy nasza wiedza odpowiada temu, co jest lub co było (w przypadku wiedzy o przeszłości).
Zauważmy także, że prawda jest szczególną wartością nie tylko w nauce, ale również w innych dziedzinach kultury: w etyce, sztuce i religii, a także we wszystkich dziedzinach życia. Prawda jest jakby fundamentem wszystkich innych wartości. Wiemy z doświadczenia, że może być dobro i piękno pozorne, że może być także pobożność czy świętość fałszywa.
André Frossard zapytał kiedyś Ojca Świętego Jan Paweł II: "Ojcze Święty, gdyby trzeba było wybrać z Ewangelii jedno tylko, najważniejsze zdanie, które by Ojciec Święty wybrał?". "Myślałem - powiada dziennikarz - że Papież wybierze zdanie: 'To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem' (J 15, 12), ale Jan Paweł II wybrał inne zdanie, także z Janowej Ewangelii: 'Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli'" (J 8, 32). Prawda niesie wyzwolenie. Kłamstwo, fałsz zniewala, a prawda wyzwala. Dlatego prawda jest tak ważna.
Nad bramą domu Długosza przy ul. Kanoniczej w Krakowie widnieje łaciński napis: "Nil est in homine bona mente melius" - "Nie ma w człowieku nic lepszego nad dobrą myśl". Uczelnia wyższa ma nauczyć nas dobrego, czyli prawdziwego myślenia. Jeżeli chcemy o kimś wypowiedzieć komplement, to mówimy zazwyczaj: "Ten człowiek ma dobrze poukładane w głowie". Niestety, doświadczamy dzisiaj tak często chaosu myślowego, zakrywania prawdy, manipulowania nią. Niektórzy zaś kłamstwo czynią zasadą swego mówienia i działania.
Wiemy, w jak wiele kłamstw obfituje obecna kampania przedwyborcza. Jedni drugich oskarżają o kłamstwo. Jest to bardzo niepokojące i niebezpieczne. Jakże ważne jest pytanie, gdzie jest prawda.
Wiemy, że kłamstwem i fałszem szermowały dwie wielkie ideologie XX wieku: totalitaryzm faszystowski i sowiecki. Ogłaszano wtedy, że prawdą jest to i tylko to, co głosi führer czy partia, przewodnia siła klasy robotniczej. Wiemy, że obydwie ideologie, wyrosłe na oświeceniowych ideach rewolucji francuskiej, chciały zniszczyć religię, jak wtedy mówiono: "Trzeba wreszcie zrzucić tego starca - Boga - z tronu". Okazało się, że jak się Boga obali, to wszystko wolno, wolno także zabijać i niszczyć słabszych. I tak czyniono.
W dziedzinie pojmowania prawdy narodził się w najnowszych czasach nowy niebezpieczny mit. Autorem jego jest tzw. postmodernizm i niektóre odmiany liberalizmu. Mówi się tu, że nie ma obiektywnej, ogólnie obowiązującej i wiążącej człowieka prawdy. Każdy ma swoją prawdę, a jakąś prawdę dla społeczności - jeśli już takiej potrzeba - to należy ją ustalać przez głosowanie. Jest to bardzo niebezpieczny mit. Prawda jest bowiem dana do odkrywania ludzkim rozumem, a nie do negocjowania. Człowiek nie jest kreatorem prawdy, ale jej lektorem.
Powtórzmy raz jeszcze: ludzie nauki są powołani do tego, aby stać na straży prawdy. Pracownicy nauki, a także studenci, mają być stróżami, pasterzami prawdy.
Czy jednak zdobywanie prawdy jest wyłącznym i jedynym celem nauki? Bynajmniej nie. Jest bowiem drugi równie ważny cel. Nasze powołanie do służenia prawdzie jest także powołaniem do przekształcania nas samych w lepszych ludzi - właśnie przez prawdę, której wypełnianie przyjmuje kształt miłości.
b) Promowanie i czynienie dobra
Jan Paweł II w przemówieniu wygłoszonym w Castel Gandolfo 30 sierpnia 2001 r. do rektorów polskich uczelni akademickich zrzeszonych w KRASP mówił o lęku, który przeżywa współczesny człowiek. Jednym ze źródeł tego lęku - jego zdaniem - są własne wytwory człowieka, owoc pracy jego rąk, a zwłaszcza pracy jego umysłu i dążeń woli. Po prostu wytwory człowieka kierowane są przeciw niemu samemu. Papież nazwał to "alienacją" dzieł wobec twórcy. Zdaniem Jana Pawła II, kluczową rolę w wychodzeniu z tego zagrożenia powinny odegrać uniwersytety i inne wyższe szkoły. Uniwersytet spełni tu swoje zadanie, gdy podejmie na nowo troskę o człowieka, o jego człowieczeństwo. Papież mówił: "Jakakolwiek byłaby dziedzina badań, pracy naukowej czy twórczej, każdy, kto angażuje w nie swoją wiedzę, talent i trud, powinien stawiać sobie pytanie, w jakiej mierze jego dzieło kształtuje wpierw jego własne człowieczeństwo, a z kolei, czy czyni ono życie ludzkie pod każdym względem bardziej ludzkim, bardziej godnym człowieka; i wreszcie, czy w kontekście postępu, którego jest autorem, człowiek 'staje się lepszy, duchowo dojrzalszy, bardziej świadomy godności swojego człowieczeństwa, bardziej odpowiedzialny, bardziej otwarty na drugich, zwłaszcza dla potrzebujących, dla słabszych, bardziej gotowy świadczyć i nieść pomoc wszystkim'" (Redemptor hominis, 15).
W kontekście tych słów możemy powiedzieć, że celem nauki jest nie tylko odkrywanie i przekazywanie prawdy, ale także wpływanie na postawę moralną człowieka - rozwój ludzkiego ducha w wymiarze intelektualnym, moralnym i religijnym. Nauka winna czynić człowieka nie tylko zasobniejszym w wiedzę, nie tylko mądrzejszym, ale także moralnie lepszym. Pamiętajmy, że postępu w nauce nie można mierzyć jedynie nowymi odkryciami, twierdzeniami, wynalazkami, ilością stopni i tytułów naukowych, ilością i jakością publikacji, ocenami w indeksie. Nauka ma sprzyjać tworzeniu się w nas bogatszego człowieczeństwa. Ten cel zaś osiąga się między innymi przez wspólne, przyjacielskie, akademickie poszukiwanie prawdy, dążenie do niej, dzielenie się nią, jej obronę i życie według niej. Jednakże dodajmy tu, iż w domenę prawdy, która daje radość i szczęście, wchodzą nie tylko odkryte i wyuczone prawa naukowe, teorie, różnego rodzaju wiadomości o świecie, ale także mądrość tycząca życia, zasady moralnego postępowania, mądrość odsłaniająca sens naszego życia. A ta mądrość pochodzi od Pana Boga. Stąd też warto i należy pamiętać, że naukę trzeba uprawiać w przyjaźni z Bogiem.
3. Sposoby - środki osiągania zamierzonych celów
Ewangelia dzisiejsza mówi nam o wysłaniu przez Chrystusa siedemdziesięciu dwóch uczniów z misją apostolską do miast i wsi. Uczniowie byli wezwani do niesienia pokoju ludziom i do ogłaszania, że przybliżyło się Królestwo Boże. To posłanie dotyczy dzisiaj nas. To dziś Pan nas wysyła każdego dnia do naszych rodzin, byśmy zaprowadzali w nich pokój, ład ewangeliczny, ale posyła nas także w życie uczelniane, by przekazywać lub przyjmować prawdę i przysposabiać się do czynienia jej potem w miłości.
W jakiej postawie to czynić?
W przepięknej, barokowej Auli Leopoldina Uniwersytetu Wrocławskiego nad ławami rektorskimi wypisane są nazwy czterech cnót, by przypominały potomnym, w jakiej postawie studenci i profesorowie winni osiągać cele związane z ich powołaniem. Są to cnoty: fortitudo - męstwo, odwaga; constantia - stałość, wytrwałość; timor - bojaźń, i amor - miłość.
Fortitudo - męstwo, odwaga. Żeby zmierzać ku prawdzie i ku dobru, trzeba mieć wiele odwagi i dużo męstwa. Czasem wygodniej jest nie przejmować się prawdą. Zresztą prawda czasem boli, kole. Za prawdę czasem trzeba cierpieć. Męczennicy za prawdę oddawali życie.
Druga cnota - constantia - stałość, wytrwałość. Na drodze ku prawdzie, ku dobru wymagana jest stałość, wytrwałość. Praca zrywami rzadko prowadzi do sukcesów. Do wyników dochodzą zwykle ludzie mrówczego trudu, wytrwali, systematyczni, idący do przodu mimo piętrzących się trudności. Ludzie o zmiennych nastrojach, wielu twarzach nie przysporzyli chwały nauce. Przypomnijmy tu także słowa Chrystusa: "Kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony" (Mt 10, 22).
Następna cnota to timor - bojaźń. Samo to słowo może być mylące, dlatego wymaga wyjaśnienia. Zazwyczaj bojaźń uchodzi za cechę negatywną. Bojaźliwi ludzie niewiele mogą zdziałać, zwłaszcza wtedy, gdy piętrzą się trudności i przeciwności. Jest jednakże teologiczne rozumienie bojaźni. Teologia mówi o tzw. bojaźni Bożej. Jest ona jednym z siedmiu darów Ducha Świętego. W Piśmie Świętym tego rodzaju bojaźń nazwana jest "początkiem mądrości" (Ps 111, 10; Syr 1, 14.19.20). Jaka to bojaźń jest początkiem mądrości? Bojaźń Boża to szczególny dar bycia wiernym Bogu, to pewien rodzaj delikatności, wrażliwości, pokory wobec Boga, także pokory wobec prawdy, pokory wobec rzeczywistości.
W wielu regionach naszego kraju podczas uroczystości akademickich jest śpiewana parafraza Psalmu zaczynająca się od słów: "Nieście chwałę mocarze, Panu Mocniejszemu". Nie bójmy się nazywać Boga większym, mocniejszym. Mocarze myśli, ludzie nauki, nieście chwałę Panu Mocniejszemu. Moc Boga nie pomniejsza nas. Bóg nie jest rywalem człowieka. Im jest On większy w naszym życiu, tym i my jesteśmy więksi.
I czwarta cnota to amor - miłość. Można zapytać, dlaczego nie caritas, a więc nie ta miłość bardziej duchowa, ewangeliczna, ale właśnie amor, czyli miłość bardziej cielesna, zmysłowa. Z pewnością dlatego, że caritas odnosi się w sensie ścisłym jedynie do osoby, natomiast amor - do osoby i do rzeczy. A w przypadku nauki chodzi o miłość do odkrywania i zdobywania prawdy, dobra, piękna; miłość do wiedzy, etyki, sztuki. Przypomnijmy tu młodszym pracownikom nauki i młodzieży tu obecnej, że nauka to zazdrosna pani, która żąda wyłącznej miłości, która domaga się poświęcenia w myśl znanej zasady "per aspera ad astra" - "przez ciernie do gwiazd", "per crucem ad lucem" - "przez krzyż do światła", przez wysiłek, przez poświęcenie, do sukcesu.
W postawie tych cnót możliwa jest realizacja przypomnianych przed chwilą celów, przed którymi stajemy na początku roku akademickiego.
Zakończenie
Święty Paweł w końcowym zdaniu dziś czytanego Drugiego Listu do Tymoteusza napisał: "Pan natomiast stanął przy mnie i wzmocnił mnie, żeby się przeze mnie dopełniło głoszenie Ewangelii" (2 Tym 4, 17a). Módlmy się w tej Eucharystii, aby Chrystus Pan poprzez moc Ducha Świętego stał przy nas i nas nieustannie wzmacniał w każdym dniu naszej pracy akademickiej, by ta praca była pełniona na większą chwałę Bożą, pożytek profesorów i studentów, Kościoła i Ojczyzny. Amen.
|