Piękny, wyniosły pomnik Trzech Krzyży postawili w swojej wsi mieszkańcy Łukawicy (woj. podlaskie). Ma on pomóc zachować pamięć o ich bohaterskich przodkach, którzy woleli cierpieć nieludzkie warunki zesłania, niż wyrzec się swojej wiary i Ojczyzny.
Pomnik został uroczyście poświęcony przez księdza infułata prof. Eugeniusza Besztę-Borowskiego w 144. rocznicę wywózki mieszkańców wsi Łukawica na Sybir. - Tragedia mieszkańców Łukawicy jest jak kropelka w oceanie cierpień naszego Narodu. Jednak o żadnej takiej kropli nie można nam zapomnieć. Trzeba ją wlać w kielich ofiarny Chrystusowej Krwi. By z ich bólu i cierpienia wyrastała nasza świadomość, że największym dobrem jest Bóg, a na ziemi - Ojczyzna. Kto w imię tych wartości cierpi i umiera, jest na pewno i świętym, i błogosławionym - mówił ksiądz infułat.
Pomnik w kształcie krzyża ustawionego na wysokiej kolumnie jest pełen symboli i każdy jego fragment nawiązuje swoją wymową do chrześcijańskiej wiary oraz historii Polski. Na cokole wykonanym z białego marmuru wyryto słowa Jana Pawła II, Leopolda Staffa i Zbigniewa Herberta, którymi wielcy Polacy uczą nas, jak kochać Ojczyznę.
Ocaliła ich wiara
Dekretem carskiego oprawcy Michała Murawiowa, który krwawo tłumił Powstanie Styczniowe, za pomoc powstańcom cała drobna szlachta z Łukawicy miała być zesłana na Sybir, a cały jej majątek skonfiskowany.
Rankiem 3 października 1863 roku wszystkich mieszkańców wygnano z domów i spędzono na łąkę. Byli wśród nich starcy, małe dzieci i kobiety w stanie błogosławionym. Około 200-osobową gromadę ludzi otoczyło szczelny kordonem carskie wojsko. Operacją dowodził bezwzględny pułkownik Ignacy Borejsza. Na jego rozkaz do Łukawicy ściągnięto ludność z okolicznych wsi, aby widok cierpień jej mieszkańców odstraszył ich od udzielania pomocy powstańcom. To miała być lekcja pokazowa dla okolicznej szlachty i włościan.
Nie dając nic do jedzenia, mieszkańców Łukawicy więziono na podmokłej i zimnej łące przez trzy dni. Cierpienia wzmagał widok ograbianych przez sołdatów rodzinnych domów. Wynosili wszystko, łącznie z drogimi sercu rodzinnymi pamiątkami, pakowali na wozy, a później wywozili. Z budynków gospodarskich wyprowadzili bydło, zabrali drób. Nic nie oszczędzono.
Dwie z brzemiennych kobiet, pod wpływem okropnych przeżyć, zaczęły rodzić. To jednak nie wzruszyło strażników, nie wezwano pomocy. Kobiety urodziły zdrowe dzieci. Miały do pułkownika Borejszy tylko jedną prośbę - aby pozwolił na ochrzczenie noworodków przez księdza. Oprawca postawił warunek, że dzieci mogą być ochrzczone, ale tylko w cerkwi, a jeżeli nie, "to niech zdychają". Kobiety, które wiarę ceniły ponad wszystko, nie zgodziły się na warunek pułkownika. Dzieci ochrzcił najstarszy mężczyzna we wspólnocie. Jednym z urodzonych wówczas niemowląt był Adam Raciborski. Jego prawnuk i zarazem imiennik - Adam Raciborski - jest pomysłodawcą wzniesienia pomnika Trzech Krzyży.
Przez trzy dni głodzono i gnębiono więzionych na łące mieszkańców Łukawicy. Borejsza miał w tym swój cel. Ogłosił, iż kto wyrzeknie się wiary katolickiej, a przyjmie prawosławną, ten będzie wolny i zwrócone mu zostaną jego dobra. Jakież było jednak jego zdziwienie, kiedy ani jeden z umęczonych Polaków nie skorzystał z kuszącej propozycji. Wszyscy dali świadectwo wielkiej wiary.
To wyprowadziło Borejszę z równowagi. Kazał Kozakom natychmiast podpalić wszystkie budynki, jakie były we wsi. 5 października 1863 roku o zmroku cała Łukawica stanęła w ogniu. Zebrani na łące mieszkańcy patrzyli, jak w płomieniach ginie cały dorobek przeszłych pokoleń i ich życia. Cierpienia łagodziła głośna, wspólna modlitwa, zanoszona do miłosiernego Boga. Ludzie, modląc się, stali przodem do trzech drewnianych krzyży, które wiele lat strzegły wsi od zagłady i nieszczęść. Borejsza rozkazał Kozakom spalić krzyże. Ci, chociaż wiele mieli na sumieniach, powiedzieli tylko: "Przecież to krzyże", i nie ważyli się tknąć świętości. Rozjuszony Borejsza własnoręcznie trzykrotnie obkładał krzyże suchym drewnem i podpalał. Dwa razy ogień nie chciał ruszyć poświęconego drzewa, dopiero za trzecim razem je zajął. Trzy krzyże stanęły w ogniu. Wtedy pułkownik kazał gnać mieszkańców Łukawicy na Sybir. Ostatnim widokiem, jaki pozostał w ich pamięci, kiedy opuszczali swoją rodzinną wieś, były trzy płonące krzyże...
Wiosną do Łukawicy przybyło kilkanaście rodzin rosyjskich chłopów, którzy mieli zasiedlić wieś. Otrzymali od rosyjskich władz ziemię odebraną prawowitym właścicielom, drewno potrzebne do budowy domów oraz po sto rubli na nasiona i narzędzia. Nowi mieszkańcy Łukawicy nie zdołali jednak osiąść tu na stałe. W końcu posprzedawali swoje mienie i wyjechali z powrotem do Rosji. Po dziesięciu latach od ich przybycia we wsi nie było już żadnej rosyjskiej rodziny. Natomiast z zesłania zaczęli wracać mieszkańcy. Odbudowali domy, postawili pomnik Trzech Krzyży, aby ich strzegł. Dziś Łukawica na powrót żyje i oddycha po polsku. Czuje to każdy, kto odwiedzi gościnne progi jej gospodarzy.
Adam Białous
|